Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Lithan le Ellander:
Lithan już wiedział, że w obliczu śmierci, Yarpena ma ratować jako ostatnią istotę żywą na tej wyprawie. Skinął lekko głową i uśmiechną się swym życzliwym uśmiechem, który wyrażał więcej niż tysiąc słów. Odszedł do krasnoluda i zbliżył się do wyjących i przerażonych widmem śmierci bękartów. Stanął nad jednym z nich, rozpostarł ręce i kierując wyprostowane ręce z dłońmi odgiętymi do kąta prostego w nadgarstkach zakrzyczał magiczną formułę. Powiał wiatr, a rzeczywistość wokół elfa jakby rozjaśniła się. Ciało bękarta uniosło się tak, jakby coś ciągnęło jego korpus do góry. Stopy, głowa i ręce zwisły bezwładnie. Korpus opadł na ziemię. Lithan wykręcił nadgarstki, poruszył palcami, jakoby marynarz łapiący liny łopoczącego wiatrem żagla. I znów wyprostował. Ciało uniosło się, opadło. Z ust bękarta dało się słychać jęk zmęczenia i wyczerpania, ale nie strachu i bólu. Następnie Lithan wyciągnął dłonie przed siebie, mrucząc cały czas zaklęcie, prawą wyciągnął jak najdalej, lewą bliżej i... naciągał. Wyglądał, jakby pomiędzy dłońmi miał zahaczone o palce linki, które próbował naciągać. Im mocniej oddalał dłonie, tym bardziej ciało bękarta drżało jakoby w konwulsjach. Kiedy przestało drgać Lithan opuścił ręce, kilka razy strzepnął dłonie aby pozbyć się kującego w palce ładunku energii. Pierwszy ozdrowiał.
Kenshin:
- Ostrze z czarnej rudy ją przebije na wylot, także średnio. Jednak mogę ich zrobić kilka dla zmylenia przeciwnika albo zasadzki czy tam fortelu. Nazywaj to jak chcesz. Odpowiedział, wzruszając ramionami nad typowo zawodową nazwą, bo akurat sprawa obrony jest priorytetowa. Zważywszy na być może rychły atak kolejnej fali wampirów różnego sortu, także teraz jeśli nie zostanie poproszony o działanie, to będzie mógł poczekać na odpowiedź elfki, gdyż to za jej sprawą i Progana włączył się do walki. W przeciwnym razie nawet palcem, by nie kiwnął dla Gunsesa!
Yarpen aep Thor:
- Czyli moje zabawki odpadają, możesz ustawić ściany tak by wampirom było ciężej wejść?
Nessa:
- Tak, w porządku - odparła krótko elfka. Głos miała dość pewny, ale fakt, że nie potrafiła skupić wzroku na jednym punkcie na dłużej niż chwilę, wskazywał na to, że obraz dookoła niej mocną nią wstrząsnął. - Ta ściana była świetnym pomysłem. Mam nadzieję, że masz jeszcze kilka w zapasie - uśmiechnęła się dość blado do orka. Po chwili dostrzegła Progana. Wydawał się być cały i zdrowy. - Pójdę po torbę i może uda mi się komuś pomóc - dodała i już po chwili wraz z zestawem cyrulika opatrywała tych towarzyszy, którym Lithan nie pomagał, a którym podanie mikstur byłoby marnotrawstwem. Poza tym zaprawieni w boju i pobudzeni adrenaliną mężczyźni często nie zauważali swoich obrażeń.
Kenshin:
- Cieszę się, że z tobą w porządku. Wyczuł silny ton w jej głosie. Dlatego miał pewność, że kobieta da radę dotrwać z małą pomocą. - Dziękuję za uznanie, ale wszyscy dajemy z siebie wszystko. Tymi słowami chciał wpłynąć na morale i na sam koniec dodał. - Idź tam, gdzie jesteś pewna, że się przydasz ja natomiast podziałam po swojemu. Rzucił do dziewczyna, która szybko zniknęła jak wiatr. Organizacja była dobra, więc jakoś powinni przeżyć zwłaszcza, że jego ściany mogą pomóc to odrzekł brodaczowi. - Jestem w stanie stworzyć jedną, co jakiś czas, ale ktoś musiałby mi powiedzieć, gdzie dokładnie mam je ustawiać. Strateg, by się przydał i mamy szczęście do klimatu, bo one długo przetrwają w takich warunkach, także pokazuj a ja zrobię co w mej skromnej mocy. Kenshinowi podobało się, że może pobawić się magią, która wiele ułatwiała, a gdyby miał dostęp do większych zasobów magicznych to klękajcie narody! Czekał teraz na decyzję starego Yarpena, co nie z jednego pieca chleb jadł.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej