Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (80/101) > >>

Narrator:
//: Gunses
Sytuacja się stabilizuje.

//: Yarpen
Dookoła siebie nie widzisz przeciwników.

//: Kenshin
Dookoła siebie nie widzisz przeciwników.

//: Progan
Dookoła siebie nie widzisz przeciwników

//: Nessa
Zabiłaś strzygonia. Zajęty walką z hrabią banita nie zdążył w porę odbić strzały. Trafiła go w pierś.


Statystyki na chwilę obecną:

1x Wup (czai się gdzieś pośród drzew)
2x Strzygoń (latają nad rozpadliną nawołując)
3x Wampir banita (atakują Gunsesa)   

Gunses:
     Gunses lśnił. Nie było to anielskie lśnienie, ani lśnienie łaski czy piękna, chociaż w tym ostatnim mogło być ziarno prawdy. Gunses lśnił od krwi, która spływała po nim od głowy aż po stopy. Jego skórzana zbroja mokra od krwi odbijała światła ognia i rzucanych przez wampira czarów. Krwawy Kryształ, który uwidaczniał się ilekroć Gunses rzucał zaklęcie sprawiał, że blade światła czarów i żółte światła ognia przybierały na zbroi Cadacua kolor czerwieni.
Ten to Kryształ nie tylko dawał moc, ale bronił swego jedynego Pana. Pojawiał się w miejscach gdzie miał paść zdradziecki cios przyjmując na siebie cięcia, od których pękał oręż atakujących banitów.
     Gunses i Kryształ byli jednym,od chwili kiedy dwadzieścia dwa lata temu dusza Gunsesa Cadacusa połączyła się z Kryształem, a Jaźń Kryształu połączyła się z duszą wampira. Tworzyli jedno, tak jak w zapowiedzianym proroctwie. Gunses wiedział, że Krwawy Kryształ odegra jeszcze niejedna rolę w świecie wampirów. Wszak był Odwiecznym Wędrowcem. Ten przydomek nie mógł być nadany mu przypadkowo. A Gunses będąc jego Panem miał pewność, że to on poprowadzi Kryształ i wykorzysta go w sposób, który przyniesie chwałę jego Rasie. Na razie Kryształ przynosił śmierć przeciwnikom Gunsesa. Nie chodziło tu o pęknięte ostrze banity. Ale o samą obecność Kryształu.
     Banici byli przeciwnikami Gunsesa, wiedząc, że chce on zaprowadzić na ziemiach Valfden stare prawo. Jemu mogli się przeciwstawić, jednak czy mogli przeciwstawić się czemuś, o czym mówiły legendy? Nikt z nich nie widział Kamienia Dusz, nikt z nich w niego nawet nie wierzył. A jednak Przeklęte Serce pojawiło się przy Cadacusie, osłaniając go, oświetlając, wzmacniając. Wywyższając i ustanawiając tym, którego zwano Tu i Teraz. Obecność Kryształu, którego potęgę czuli, sprawiała, że wahali się. A ich serca i umysły zaczęły być pociągane do Gunsesa, jako Pana i Władcy. Mityczny klejnot, w którym zgromadzone są dusze wybranych wampirów. Kryształ, będący ich potęgą i namacalnym, widocznym znakiem prastarej historii przeklętego rodu. Istniał. Musiały więc istnieć proroctwa. A te były jednoznaczne...

     „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam! Nadejdzie nowa Hen Ichera! Ona to jako pierwsza przekroczywszy progi sabatu Nietoperza na Numenorze po lat tysiącach, dokona rzeczy Wielkich! Nadchodzi czas zmian! Czas rozwiania Mgły i Mroku! Oto nadchodzą Czasy Proroctw, Czasy Gwieździstej Drogi! Nadchodzą potęgi zgromadzone w potomku Hen Ichear! W Przeklętym na Imieniu i na Duszy! Nadejdzie czas pokoju i potęgi! Albowiem Hen Ichear wróci do swych siedzib! ÂŚwiat odrodzi się wraz z nową Starszą Krwią!”

     Gunses przyjąłby ich. Jednak podnieśli na niego miecz. Musieli za to zapłacić. Zapłacili krwią i życiem. Przyjmowali decyzję Gunsesa z godnością i honorem. Gunses skazał ich na śmierć, w czasie kiedy skrzyżował z nimi swój miecz. Miecz, którego klingę srebrną niczym księżyc w pełni pokrywały starowampiryczne runy. Miecz, po którego klindze snuły się warkocze krwi z rozciętych tętnic i przebitych serc. Kiedy padli, Gunses opuścił nisko miecz trzymany w prawej dłoni. Odchylił głowę do tyłu i czarnymi jak węgle oczyma spojrzał w rozgwieżdżone niebo...




Statystyki na chwilę obecną:

1x Wup (czai się gdzieś pośród drzew)
2x Strzygoń (latają nad rozpadliną nawołując)
0x Wampir banita

Yarpen aep Thor:
- Trzymać szyk i zachować czujność. Opatrzyć rannych.  Wydał rozkaz gdy na kilka chwil było spokojnie, zdjął hełm by oblać łeb wodą z manierki. Szybko jednak założył z powrotem, miał dość. Po twarzach swych ludzi widział to samo. Tu potrzeba armii. A przed nimi pewnie następna fala.

Progan:
Zrobiło się jakoś cicho... pomyślał Progan zbliżając się do wyjścia z jaskini. Do jego uszu docierały zawodzenia wampirów, ale jakieś odległe. Jednakże po chwili pojawi się na placu harmider. Okrzyki! Radość! ÂŚmiech! Przekleństwa. Stęknięcia... i jęki bólu i konania. Progan rozejrzał się po całej okolicy. Ziemia usłana była trupami ponad pół setki wampirów, ale także ciałami ludzi, którzy wraz z Cadacusem poszli na północ. Zaczął chodzić od ciała do ciała, sprawdzać kto żyje, a kto nie. I komu potrzebna jest pomoc.

Narrator:
Nastał spokój. Ci którzy mogli, usiedli. Ci, którzy nie mogli padli na ziemie głośno oddychając. I śmiejąc się. Oszukali śmierć! Nie dali się jej! Pierwsza fala za nimi. Ile kolejnych będzie?
Nie wszyscy uciekli śmierci, po niektórych z nich śmierć przyszła szybciej, niż sądzili. Dwóch Nordów miało rozorane ciało pazurami. Krwawili i stękali, ale nie jęczeli z bólu, nie załamywali się. Przeniesiono ich na zaimprowizowane prycze i podano mikstury, które nie mogły ich wyleczyć, ale mogły ulżyć w cierpieniu. Również trzech z Bękartów było w złym stanie. Porwane przez strzygonie i ciśnięte niczym kukły o ściany rozpadliny mieli połamane żebra i poobijane organy. Nie byli w stanie iść o własnych siłach.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej