Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Kenshin:
Kenshin swoim czarowaniem dał czas dla obrońców, żeby się przegrupowali albo przygotowali na walkę. Te kilka sekund robiło znaczą różnicę i nikomu na razie śmierć w oczy, nie zajrzała! Dlatego nie czekał zbyt długo i pospieszył z pomocą w walce.
Ork czuł, że to jego dzień i może wyżyć się na zmutowanych wampirach, niż na Gunsesie, ale jego kolej jeszcze nadejdzie! W każdym razie wupy wskoczyły na jego ścianę, wybijając się w nią pazurami, lecz to zaledwie kilka sztuk, które można pozbyć się błyskawicznie, by poczekać sobie na pozostałe. Druid trzymając w łapach wardynę, przygotował się na atak z góry jednego wampira. Wup zaatakował, odbijając się od ściany, starał się w locie wbić pazurami w klatkę piersiową Kenshina, który zdał sobie sprawę, bo było to zbyt czytelne dla wojownika. Dlatego przyjaciel trolli zrobił piruet w prawo, unikając ataku a jednocześnie, wykorzystując zasięg broni, zrobił młynek trafiając wupa ostrzem w brzuch. Czarna ruda to może nie srebro, ale skutecznie przecięła miękkie ciało wampira na pół. Górna część odleciała kawałek natomiast z dolnej flaki, wyleciały na ziemię barwiąc ją zakazaną krwią tym samym pozbywając się jednego skurczybyka.
Alfa poczuł się wyjątkowo dobrze, że za pierwszym razem i wcale się nie męcząc, poradził sobie z pierwszym przeciwnikiem, więc nie zamierzał przestawać, tylko ciął dalej, bo kolejny wampir chciał skosztować najbardziej wyróżniającą się jednostkę wśród wojowników a do tego z największa zawartością krwi. Ten wup tak głupi nie był jak poprzednik, jednakże dzika bestia, bo tak inaczej nazwać tego nie można było to dzika bestia. Krwiopijca w pewnym momencie się zatrzymał, wpatrywał ślepiami w niego, szukając chyba słabych punktów, co delikatnie zdziwiło obrońce dopóki do niego, nie doszedł kolejny z gatunku wąpierzy. Kenshin był pewien podziwu, że wzięto go na poważnie! Praca zespołowa pary wampirów niczym w stadzie. Dwa wupy zaatakowały jednocześnie ,chciały tnąc swymi pazurami w stronę, głowy, torsu orka, ale daremny był to atak, bo druid wywijał wardyną wokół własnej osi, ucinając po kolei palce atakujących go zmutowanych wampirów, co skutkowało, pozbawieniem ich możliwości ataku oraz utratę krwi, z ich organizmów. Skutkiem czego bestie mimo pracy w grupie były osłabione, ale nie dawały za wygraną, bo w końcu jeden nie wytrzymał, rzucił się na orka, próbując wgryźć się w jego szyję. Tutaj zadziałała przezorność alfy, który w ostatnim momencie szarpnął wupa mortokinezą. Było to na tyle skuteczne, że wampir się obalił dając kilka sekund na wykończeni tego mniej ruchliwego. Kenshin wyprowadził cięcie z ukosa, ale zmutowany zrobił naturalny unik, niestety dla niego nie przewidział, co nastąpi, gdyż ork zrobił obrót, przeszywając czarnym ostrzem warydny brzuch wupa. Ostrze przeszło na wylot, ale wąpierz nadal żył, co źle wróżyło, bo nieumarły zaczynał pchać się w stronę orka, nie bacząc na nic, gdy był wystarczająco blisko to ork, wbił mu sztylet ze szkła w czaszkę, po czym ją rozciął, ukazując jej zawartość światu. Właściwie nic imponującego tam nie było, ale kolejny zgon na koncie druid. Drugi wampir natomiast już wstał i zamierzał zaatakować swego oprawcę. Ork jedną ręką wyszarpał ostrze z truchła i zaczął atakować po skosie raz za razem. Lewa, prawa, prawa, lewa wup skutecznie unikał ataków jako dziecię nocy, ale zawziętość Kenshina była zbyt ogromna i nadszedł ten moment, gdy zbliżył się do skalnej ściany, gdzie nie miał dokąd uciec! Alfa dwoma uderzeniami z ukosa, zrobił znak "X" na ciele wampira, który syczał z utraty krwi, by ostatnim pchnięciem przebić jego czaszkę. W ten sposób pozbył się trzech przeciwników.
Kenshin widząc siebie w nieciekawej sytuacji, zrobił coś jeszcze użył magii, która potrzebowała właśnie małego dystansu do wroga. Wbił szybko broń w ziemię, zaczynając koncentrację, skupił w sobie moc magiczną, wyprostował obie dłonie, by jak najwięcej wilgoci zebrać i wypowiedział inkantację mroźnej zamieci. - Anoshu! Lodowa fala wystrzeliła z rąk orka, który dzięki sprzyjającym górskim warunkom, posłał magiczny atak na ścianę lodu, albowiem zachował idealny dystans, aby zamrozić na śmierć kolejnego wupa, który zeskoczył z owej ściany. W oka mgnieniu wampirowi zamarzła krew w żyłach, gdy oberwał bezpośrednio, zatrzymując go w miejscu, a po chwili przypominał straszną lodową figurę dla jakiegoś maniaka dekoracji jak znalazł.
W każdym razie towarzysze pozbyli się tymczasowego zagrożenia będącego za ścianą, ale po drugiej stronie jeszcze kilkanaście sztuk pozostawało, ale ork wolał się wycofać, więc pospiesznie chwycił wardynę, udając się w lepsze strategiczne miejsce. W jego mniemaniu uratował kilka istnień, gdyż bezpośrednia konfrontacja z taką ilością na raz groziło natychmiastową śmiercią!
Statystyki na chwilę obecną, już po waszych akcjach:
7x Martwiec (w tym 5 w środku)
17x Wup (w tym 13 w środku) Progan zabił jednego za murem a ja czterech, także za ścianą na razie spokój!
10x Strzygoń (w tym 7 w środku)
1x Wampir kłusownik (już w środku)
Narrator:
//: Progan, Nessa, Kenshin
Po dwóch postać (Progana i Gunsesa), w kolejnym poście (Vulmera) 10 Wupów przeskoczyłoby przez lodowy mur. Progan dwóch z nich zepchnął na drugą stronę przy użyciu strzał! PROSZĂ W KOLEJNYM POÂŚCIE ODJÂĄĂ ODPOWIEDNIÂĄ ILOÂŚĂ STRZAÂŁ. Zostałoby więc 8. Rozkaz wydany Nordom sprawił, że ostrzelali oni wupy za murem, a te które się przedostały zabił Kenshin.
Zaatakowały was strzygonie, cała piątka.
//: Vulmer
Uciekłeś do środka. Jaskinia jest pusta. Grupa trzyma tutaj wierzchowce, prowiant i wyposażenie. Wup nadal Cię goni.
//: Gunses
Jesteś najbliżej wylotu rozpadliny dlatego po trzecim poście (Vulmera), w kolejnym (post Kenshina) dobiegło do Ciebie czternaście wampirów.
//: Nordowie i Bękarty
Ich starania powaliły około10 wampirów. Nie obyło się jednak bez wrzasków, które świadczyły o ofiarach po waszej stronie.
Statystyki na chwilę obecną:
4x Martwiec (w tym 5 w środku)
9x Wup (w tym 9 w środku. Jeden z nich goni Vulmera)
8x Strzygoń (w tym 5 w środku)
0x Wampir kłusownik
13x Wampir banita (atakują Gunsesa)
Yarpen aep Thor:
Yarpen miał dość, był na to za stary. Walka z potworami i demonami była dobra dla młodych, magów i wampirów. Nie dla siwiejących krasnoludów. Krasnolud używał już tylko swego wielkiego topora, nie miał czasu na strzelanie, ani miejsca. Jakiś martwiec przejechał pazurami po czarnej płycie najemnika wydając nieprzyjemny pisk, Bękart zrobił zamach z półobrotu i rozpolowił go. Dostrzegł wtedy jak wup goni jakiegoś elfa. Wydał rozkaz dwóm ludziom by zajęli się problemem. Sam zaś zajął się martwcami, szczęście że na Bękarcich, oraz jego, zbrojach dzicy łamali sobie pazury. Upaćkany od juchy i wnętrzności walczył dalej.
Statystyki na chwilę obecną:
0x Martwiec
9x Wup (w tym 9 w środku. Jeden z nich goni Vulmera)
8x Strzygoń (w tym 5 w środku)
0x Wampir kłusownik
13x Wampir banita (atakują Gunsesa)
2 Bękartów idzie na pomoc Vulmerowi
Vulmer:
I znowu miał szczęście, gdy już myślał ze jest po nim usłyszał za sobą niezidentyfikowany bulgot, czy też charczenie. Gdy odważył się odwrócić zobaczył dwóch Bękartów szlachtujących wupa który wyjątkowo nie chciał zdechnąć. Jeden z najemników tylko krzywo spojrzał na elfa. Obaj wrócili "na front". A Vulmer został przy koniach...
Statystyki na chwilę obecną:
x Martwiec
8x Wup (w tym 7 w środku. )
8x Strzygoń (w tym 5 w środku)
0x Wampir kłusownik
13x Wampir banita (atakują Gunsesa)
Kenshin:
Wycofanie się na pozycję było mądra decyzją orka. Wupy padły bez problemu dzięki, zastosowaniu lodowej ściany. Uratował swoich przyjaciół elfkę i człowieka, który nie wyglądał na zdrowego, ale to się oceni później, bo teraz tutaj żadna ściana nie pomoże jak wróg może latać!
- Jeszcze jedna z tych głupich bestii. Rzucił klasykiem znanym na cały Marant, ale to były słowa prawdy, bo te wampiry nie były zbyt mądre. Strzygonie w ilości pięciu sztuk dla trójki łowców, którym jednym z nich jest pseudo mag. Poradzą sobie bez problemu! Jeden z nich właśnie zaatakował druida, gdyż znacznie się wyróżniał na tle pozostałej pary. Ork był gotowy na to, więc na razie załatwił to tak, że posłużył się właśnie sztukami magicznymi. Dlatego wbił ostrze warydny w ziemię, by przydała się na później. Najpierw zebrał moc magiczną w swych dłoniach. Dusza się uruchomiła szybciej niż wcześniej, bo można powiedzieć, że się "rozgrzała". Ork znając zasięg czaru, musiał chwilę poczekać na zbliżenie się celu, ręce mu pulsowały od ilości energii. W tym właśnie czasie nadleciał jeden z wąpierzy, który chciał wbić pazury w głowę Kenshina, ten wyprostował dłoni, mówiąc inkantację mroźnej zamieci. - - Anoshu! Powietrze zrobiło się nagle chłodniejsze niż normalnie, a z dłoni poleciał podmuch zimnego lodowatego powietrza. Strzygoń oberwał bezpośrednio zamieniając się na stałe w bryłę lodu. Podstawowe funkcje życiowe istoty przestały działać, przez co zastygł on w miejscu, spadając już na ziemię, rozbił się na dużo kawałeczków. W skrócie nie było co zbierać! Kenshin widząc, że magia również z tymi potworami daje radę, postanowił użyć jej kolejny raz, tylko tym razem zwiększył on zasięg ataku. Afla ponownie zaczerpnął energii z duszy, jednocześnie zbierał w wokół siebie cząsteczki wody z otoczenia, przy użyciu mortokinezy. W końcu rzekł inkantację sopla lodu. - Izosh! W dłoni druida pojawił się przejrzysty, ostry sopel. Mały niepozorny a zarazem śmiercionośny. Kenshin wiedząc jaką mocą dysponuję, zaczął manipulowaniem nim mortokinezą, która górowała nad telekinezą. Lodowy szpikulec latał znacznie szybciej i jego zasięg również był potężny, bo na momencie został rzucony w stronę jednego z latających wampirów. Jednak skurczybyk był nieco szybszy i uniknął pierwszego ataku, lecz bestia nie przestawała swojego i poleciała w kierunku przyjaciela trolli. Ork zaczął jeszcze szybciej manipulować soplem i zdołał zaatakować od tyłu strzygonia, który nie mógł spodziewać się tego, że oberwie on w potylicę. Miękka skóra napotkała ostrą cześć lodowego ataku i została przebita razem z nią czaszka, a potem mózg. Szpikulec przebił się przez cały obszar i wyszedł czołem, zamarzając dodatkowo pozostałą żywą jeszcze tkankę. Główny organ odpowiedzialny niemal za wszystko przestał działać, czego skutkiem było natychmiastowa śmierć i upadek z wysokości na twardą ziemię. Potwór z koszmarów padł.
Kenshin już nie miał jak czarować, więc musiał zadziałać konwencjonalnie czyli walką wręcz. Ork pochwycił warydnę, której czarne ostrze zalśniło, odbijając promienie księżyca. Spokojnie stał i czekał w pozycji bojowej. Właśnie znowu kolejny ze strzygoni zaatakował, ale tutaj nie było czasu na zabawę, bo gdy wampir się zbliżył dostatecznie chcąc znowu wbić pazury w niego to poczuł na swoim gardle, uścisk na tyle silny, że nie mógł się wyrwać! Albowiem Kenshin wyprostował rękę i normalnie w świecie zaczął go dusić. Strzygoń zastygł i powoli został sprowadzony na ziemię. Powietrza powoli mu brakowało, ale dychał do czasu, aż druid przebił mu wardyną brzuch. Ostrze przeszyło ciało strzygonia na wylot, przecinając organy. Lało się wiele krwi, ale wtedy dopiero bestia ożyła, jakby dostała kopa adrenalinowego, ale nie na długo, bo mocne szarpnięcie i wyciągniecie ostrza wraz z obrotem w lewo, przecięło skurczybyka na pół. Flaki pofruwały sobie na boki a tors poleciał jakieś pół metra. Kenshin pochylił się do dołu, wbijając ostrze w ziemię, szepcząc. - Brakowało mi tego. Wypowiedział to z uśmiechem barbarzyńcy jakim był jego lub choć orkiem nie był, ale zwyczaje musiał przyjąć typowo orkowe.
Druid teraz się odsunął po tym wszystkim i wydarł się do Nessy. - Nessa! Progan, co z nim?! Następnie się odsunął, aby ewentualnie chronić elfkę, bo po to właśnie wtrącił się do walki!
Statystyki na chwilę obecną:
x Martwiec
8x Wup (w tym 7 w środku. )
5x Strzygoń (w tym 2 w środku)
0x Wampir kłusownik
13x Wampir banita (atakują Gunsesa)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej