Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (74/101) > >>

Gunses:
Cadacus oczyścił umysł. W mieszaninie okrzyków Bękartów, syknięć i gwizdnięć Nordów, szczęków mechanizmów kusz, syku cięciw, dudnieniu kroków i ogólnemu harmiderowi jaki narastał musiał mieć pełną percepcję. Jego umysł musiał rozpoznawać każdy szelest, każdy ruch powietrza, wyprzedzać sytuację o pięć kroków do przodu. Snuć równolegle kilka scenariuszy. Panować nad sytuacją. Zabić jak najwięcej dzikich i uratować jak najwięcej ludzi, którzy za nim poszli. Aura Inteligencji działała na niego. Mimo to pierwszym co zrobił wampir było złapanie w szpon dwóch flakonów z ludzką krwią, które miał przy pasie na piersi. Wyciągnął je ze slotów, precyzyjnym chwytem szczękami zerwał plomby i przechyliwszy do góry wylał zawartość do ust. Rozlała się ona po przełyku, wnikała w tkanki, pobudzała, ożywiała. Krew była dla wampirów świętością. Nie tylko przez wzgląd na to, że podtrzymywała przy życiu, to też. Wszak wampir nie potrzebował do życia tlenu, mógł się utopić, mógł zostać powieszony... Zamarłby, jego funkcje życiowe by się przerwały, jednak by nie umarł. Krew dawała im życie. Ta sama krew, która niosła wspomnienia. Ta sama, która niosła od tysięcy lat potęgę, przekazywaną w rytuale przemiany. Oczy wampira rozszerzyły się, sam zaczął zaś czuć rosnący w jego wnętrzu gniew i chęć niszczenia. Niszczyciel.
Wtedy też dzikie wampiry dobiegły do wylotu rozpadliny skalnej. Wdarły się do środka, pozostawiając po sobie truchła ich kompanów, zwalone strzałami i bełtami Nordów i Bękartów. Gunses skoczył naprzód z mieczem lekko wyciągniętym do tyłu. I usłyszał krzyk. Tak bardzo mu znajomy zew, który przekonywał o rosnącej sile. Przywodził na myśl pierwotną potęgę. Rządzę krwi. ÂŹródła krzyku były dwa, a znajdowały się w odległości 8 metrów od ustawionej dziesiątki Bękartów Rashera. Cadacus znał możliwości swej rasy, jeżeli krzyk osiągnie apogeum, tych ludzi czeka śmierć. Jego lewa dłoń poszybowała w stronę jednego z Banitów. Po dłoni wampira przeskoczyły iskry i kumulując się w koniuszkach palców wyskoczyły w formie fontanny błyskawic. Pioruny dotknęły banitę, ogarnęły go, sprawiły, że mięśnie jego ciała wykonały kilka skurczów. Tyczyło to się również jego narządu mowy. Na chwilę banita umilknął. Został jednak drugi.

Progan:
Pani łowów błogosławiła Proganowi. Oto nie dalej jak dwadzieścia metrów przed nim dwóch wampirów zatrzymało się, wzniosło łby do góry i zaczęło krzyczeć. Zew był słyszalny zapewne w promieniu wielu kilometrów. Progan nie wiedział, że jest to atak wymierzony w ludzi. Sądził, że jest to jedynie wezwanie. Wezwanie, któremu nie chciał dać szansy zaistnieć. Wytrzymał już dosyć długo, by strzał jaki miał oddać stał się precyzyjny. Wymierzył w serce. Chciałby znać zaklęcia mogące zmieniać materiał grotu lub go zaklinać. Nie znał takich. Wstrzymał oddech i posłał żelazną strzałę w wampira banitę. W tego, który przed chwilą zamilknął i wyprostował się jak struna po tym, jak tajemnicza wyładowania elektryczne zawładnęły jego ciałem. Strzała poszybowała i precyzyjnie ugodziła w serce banitę. Wszystko dzięki ogniskom, jakie rozpalili łowcy i bękarty, przy rozbijaniu obozowiska. Strzała przeszyła wampira, rozerwała serce i poszybowała dalej przeszywając kolejnych trzech dzikich wbiegających do obozu.

24 - 1 = 23 żelazne strzały


14x Martwiec
24x Wup (w tym 3 po przebiciu żelazną strzałą)
2x Wampir banita (w tym jeden po porażeniu piorunami i przebiciu serca żelazną strzałą)
9x Wampir kłusownik

Yarpen aep Thor:
Yarpen zdołał przeciwstawić się krzykowi, na tyle by sięgnąć po pistolet i strzelić w łeb drugiemu banicie. Srebrna kula wystrzeliła z taką siłą że wyrwała spory kawałek czaszki wampira z tyłu jego głowy. Umilkł i padł natychmiast.
- Lithan! Bardzo by się przydały twoje motylki i światełka! Krzyknął ładując kulę z drugiego pistoletu w łeb oszołomionego banity.

14x Martwiec
24x Wup (w tym 3 po przebiciu żelazną strzałą)
0x Wampir banita
9x Wampir kłusownik

Kenshin:
Ork właściwie mógłby wampira, zadusić telekinezą, ale jeszcze nie chciał pozbywać się swojego wewnętrznego towarzysza, który go rozumiał. Dlatego na razie nie wyłonił się z namiotu podczas ataku, który z każdą chwilą się nasilał. Czekał aż Gunses osobiście go poprosi o wsparcie albo, któryś z normalniejszych towarzyszy. Jeśli hrabia woli tracić ludzi poza powiedzeniem przepraszam, tudzież proszę, nie zamierzał się ruszać! Demon również się z tym zgadzał, także czekał, lecz już nie na siedząco, tylko stojąco trzymając w rękach wardyne. Może się ona przydać, a sam czarnoskóry opuścił namiot, aby podziwiać ogrom zniszczenia, który zaczął jaśnie wielmożny hrabia mając w dupie dawne zasady. - Teraz nie uważasz, że powinno się to zrównać z ziemią?! Krzyknął, ale pewnie nieśmiertelny usłyszał jego słowa. Ork natomiast czekał!

Narrator:
Rzesza wzywała. Jeszcze kilkanaście sekund temu jej krzyk niósł się wysoko nad nimi. Ile potrzeba czasu, by stawić się na zew? Wampir nocą dorównywał prędkości wierzchowcom. Rzesza odpowiedziała. Po minucie do atakujących dołączyła grupa wupów i strzygoni. Ci ostatni mieli jednak nie lada problem z wleceniem w rozpadlinę skalną.

14x Martwiec
36x Wup (w tym 3 po przebiciu żelazną strzałą)
12x Strzygoń
0x Wampir banita
9x Wampir kłusownik

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej