Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Lithan le Ellander:
Elf stał wyprostowany z lekko przechyloną głową. Zaintrygowały go słowa kobiety w bieli. Do tego stopnia, do którego już nic dawno nie go intrygowało. Lithan poczuł wyzwanie. W jego oczach, które zdawały się być niczym tafla stawu, w którym odbijały się świata gwiazd, rozbłysły dodatkowe światła. Jego oczy były radosne. Równie radosne były jego uśmiechnięte usta. Rzesza, bo jestem w wielu... Rój bo jest mnie wiele. Ciemnością się stałam. Elf nie należał do strachliwych. Był za to bardzo ciekawski
- Czemu, o niewiasto - rzekł przepięknym barytonem - Używasz na zmianę męskich i żeńskich form? - liczył na to, że niewiasta nie odpowie. Mogła być rzeczywiście częścią czegoś większego. Czegoś, co przemawiało przez nią, nie zawsze kontrolując dobrane końcówki słów.
Nessa:
Podczas trwania zagadkowej wypowiedzi nieznajomej długoucha nerwowo patrzyła nawet nie tyle na nią, co za nią. Miała wrażenie, że w każdej chwili może na nich wyskoczyć armia wampirów. Ciekawe, co zrobiłby wtedy Lithan? Obroniłby ich, czy zamienił się w jakieś ptaszysko i odleciał? Bo w to, że ktoś jeszcze ich zaraz odwiedzi, długoucha nie wątpiła. Upewniło ją w tym ostatnie zdanie wypowiedziane przez kobietę. Z jakiego innego powodu ta istota, której płeć tak po prawdzie ciężko było określić, gdyż pewnie wymykała się ludzkim pojęciom, byłaby rada z ich przybycia? Rzadko posiłek sam wpada w ręce.
Postąpiła krok w stronę Progana, by go wesprzeć w każdej chwili. Po tym, co ostatnio spotkało go w lesie, mógł być osłabiony, a reakcja Gunsesa i Lithana, którzy w jakiś niepojęty sposób potrafili poznać naturę innych, wskazywały, że staruszek znowu może być narażony na zbyt wielką ilość wrażeń.
Narrator:
Kobieta skrzywiła kark, jej twarz przekręciła się szybko w stronę Yarpena. Potem w stronę Gunsesa. Ruchy były mechaniczne. Jej wzrok spoczął na Proganie, twarz przybrała wyraz upiornego zadowolenia. Ostatecznie rzuciła spojrzenia Lithanowi i Nessie. A zaraz potem znów spojrzała na Gunsesa
- Zrzesza mnie Wyklęty. Wygnany Król powrócił na swe trony. Rządzi nami i rządzić będzie. Was czeka... - jej oczy zrobiły się wielkie, małe ząbki w ustach rozrosły się do wielkich zębisk a cała gęba rozwarła się. Kobieta metamofowała.
- ...szhmercz! - wychrypiała. Wybiła się w powietrze z nóg, chwilę potem jej ręce łączyła już z ciałem błona, zaś ciało przeistoczyło się w ciało strzygonia. Las za nią zafalował i ruszył. Widzieliście biegnący na was tłum martwców i wupów.
Z odległości stu metrów pędzi w stronę skalnej rozpadliny, w której się skryliście nielicha armia. Wampiry biegną przy pełnej szybkości, co chwila przeskakując pomiędzy drzewami. Wampirzyca lata gdzieś wysoko nad koronami drzew, wrzeszcząc i nawołując.
17x Martwiec
31x Wup
5x Wampir banita
11x Wampir kłusownik
Szczelina skalna:
Pęknięcie w skałach ma szerokość 7 metrów. Szczelina ma wysokość 13 metrów. Przez pierwsze 20 metrów boczne skały szczeliny nie stykają się ze sobą. Szerokość podstawy szczeliny to 15 metrów, jej długość to 30 metrów. Dalej rozpoczyna się jaskinia.
Yarpen aep Thor:
- Kurwa! Zaklął, szybko jednak wydał też rozkaz do otwarcia ognia swoim ludziom. On sam też strzelał. Miał nadzieję że ogień zaporowy 10 kusz, bo tylu było przy wyjściu ludzi, coś da, choć trochę spowolni przeciwnika. Yarpen wypalił ze swojego muszkietu w łeb jednego z banitów.
//Zrobiłem staty mojego oddziału, bardziej dla mnie klimatyczne :P
Nasi, ty nimi kieruj jak chcesz
40x Srebrna Ręka
17x Martwiec
31x Wup
4x Wampir banita
11x Wampir kłusownik
Nessa:
- Do jaskini - zasugerowała krótko i dość dosadnie Proganowi elfka i nie wiedzieć skąd, jej łuk już był gotowy do strzału. Nie wynikało to rzecz jasna z jej nieuprzejmości. Po prostu tak jakoś pomyślała, że dobrze by było, gdyby staruszek przeżył tę noc. Oczywiście zamknięta jaskinia mogła mu to utrudnić, ale otwarty teraz był znacznie bardziej niebezpieczny, zakładając, że Nessa postara się jak najdłużej utrzymać dzikusów z dala od wejścia.
Tylko tyle długoucha zdążyła zrobić i pojawiły się pierwsze wampiry. Bękarty zareagowały błyskawicznie, ale Tinuviel nie odstawała. Była elfem z łukiem, więc zrobiła to, co elf z łukiem potrafi najlepiej - wypuściła pierwszą strzałę, która poszybowała w łeb jednego z pierwszych wąpierzy, którego dostrzegła. Jej kompania nie przygotowała zwartej linii na całe wejście do rozpadliny, więc Nessa miała pewność, że nie zrani żadnego ze swoich, a kogo z krwiopijców trafiła? Ciężko było w tym rozgardiaszu stwierdzić. Poza tym nie rozróżniała ich jeszcze.
Kolejna strzała wylądowała na cięciwie. Najpewniej ostatnia tej nocy, więc nie mogła się zmarnować. Wrzask i nawoływanie wampirzycy rozpraszały. Utrudniały walkę. A co gorsza mogły przywoływać więcej i więcej jej pobratymców. Na to Tinuviel nie mogła pozwolić. Warunki nie były idealne. ÂŚwiatło ogniska mogło nie być wystarczające do oddania perfekcyjnego strzału w latający cel, ale musiała spróbować. Musiała ją uciszyć. Nawet w dzień i zaskakując ofiarę, ciężko jest trafić latający cel. Nocą, mierząc w wampira, jest to prawie niewykonalne. Ale jeśli nie w głowę, to może uda się Nessie zranić strzygonia w szyję? Wtedy zamilknie. W korpus? Wtedy zapewne wściekły również zamilknie, ale poszybuje w jej kierunku. Trudno.
Elfka wypuściła strzałę, modląc się, by nie myliła się, oceniając to, gdzie wąpierz będzie za kilka sekund.
// -1 wąpierz, ale proszę zdecyduj który:] + co z latawicą? Bo nie ma jej w statach chyba?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej