Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Kenshin:
Na drodze zastaliście postać! Ktoś mógł go rozpoznać, ale miał kaptur na głowie oraz wielki kij w rękach do podpierania się na trakcie.
Gunses:
Deszcz schłodził i oczyścił powietrze z kurzu i pyłu, którego o tej porze roku, w trakcie żniw i przygotowywaniu pól pod kolejny sezon, było więcej niż wiele. Przyśpieszyli chcąc jak najszybciej wyjechać z deszczowych chmur, jednak wydawać by się mogło, rozpadało się na całej wyspie. Utwardzany trakt poryty lekką warstwą błota stał się śliski. Szczęściem nikt nie musiał maszerować ryzykując przy tym nagłą utratę równowagi. Słońce skryte za chmurami chyliło się ku zachodowi oznaczając nadejście mokrej noc. Wtedy to na ich drodze pojawiła się postać. W tej dość wyludnionej krainie była rzadkim widokiem. Gunses ściągnął wodze Mrasza przechodząc w stępa.
Progan:
- Znam tylko jedną taką postać... - rzekł cicho do Nessy Progan wstając i przyglądając się przez rzęsisty deszcz na osobę stojącą na trakcie - Kenshin?!! - zawołał - To Ty?!!
Nessa:
Zanim zaczęło na dobre padać, a kompania zajęła się rozmową o Pladze, długoucha zdążyła odpowiedzieć Proganowi, co porabiała przez ostatnie lata. Oczywiście pominęła najciekawsze części swojego życiorysu, zastępując je po prostu wyuczoną historią o tym, że pomagała w szpitalach i pomniejszych lecznicach podczas wojny. To tu to tam. Niewiele się nauczyła, bo wyręczały ją bardziej doświadczone osoby, ale nie mdlała już widząc otwarty brzuch podczas operacji w jakiejś starej stodole. Nie było potrzeby zagłębiać się w szczegóły, a i w takiej opowieści o kilku ostatnich hemis było sporo prawdy.
- To musi być Kenshin - odparła radośnie elfka, ocierając deszcz z twarzy, jakby miało to coś pomóc. Staruszek musiał mieć wybitny wzrok jak na swój wiek, bo Nessa nie dałaby głowy, że był to znajomy ork. Pasował oczywiście do opisu, ale deszcz, a także ich położenie nie ułatwiały rozpoznania. Oczywistym było jednak, że zanim orka rozpozna Progan lub Nessa, zauważy go hrabia, który nie dość, że jechał na samym przodzie, to jeszcze miał kilka "bonusów", dlatego Tinuviel, odwracając na chwilę wzrok od nieznanej postaci, upewniła się, co do reakcji Gunsesa. Nie pokazał kłów ani nie syknął, więc chyba zbliżali się do przyjaznej im osoby, a nie żadnego krwiożerczego renegata.
Kenshin:
Kenshin tak stał niemal się nie poruszając. W tym stanie był jak posąg, który jakoby stał tutaj od wielu lat! Zauważył jeźdźca na koniu a za nim dwa wozy, ale to nie on odezwał się pierwszy, tylko jego starzy przyjaciele. Jednak najpierw miał do powiedzenia jego demon w głowie, który nieco "polubił" orka, o ile demon może kogoś lubić? Szukałeś owieczek do swojego stada, a kogo spotkałeś? Starych wyjadaczy, którzy zostawili wszystko i nawet nie odezwali się słowem, że powrócili. Doprawdy zabawna sytuacja! Ahahahahah. Zaśmiał się przerażająco w jego głowie, lecz Kenshin nie pozostał bierny, ale demon miał lekką słuszność, co alfa wyczuł. Tą są moi przyjaciele pewnie mięli ważniejsze sprawy, a poza tym sądziłeś, że jesteś po mojej stronie, po tym czasie? Demon kontynuował. Ciebie jakoś zdzierżę, przez twoją przeszłość. Elitarny zabójca, który zmienił się, ale wciąż pozostajesz dawnym sobą pomimo tej otoczki nie jesteś zakłamany, bo taki Progan co cały czas religijny aż rzygać się chce, a resztę znam za słabo choć twoją pamięć znam na wylot, gdyż elfka poszukująca domu, wampirzyca i Gunses, którzy bez celu pewnie, by tutaj nie przyjechali i oczywiście nowy elf i znając go ledwie kilka sekund jestem pewien, że miejsca tutaj nie zagrzeje, bo nie będą mu odpowiadały warunki Konkordatu. Chyba nikogo nie pominąłem? Zapytał retorycznie na co ork odrzekł. Czas pokaże kolego, ale masz słuszność w kilku sprawach, o których się zaraz dowiemy. W tym momencie skończył swe rozważania z bytem astralnym, bo powrócił do rzeczywistości i ściągnął swój kaptur i pojawiła się twarz czarnego orka, którą wszyscy tutaj znali. - To ja przyjacielu! Powiedział z wielką radością w głosie, gdyż dawno tej starej twarzy nie widział. - Co robicie na trakcie w tak odludnym miejscu kompani? Zapytał o najważniejszą rzecz, kiedy podjechali już wystarczająco blisko. Wtedy dopiero ukłonił się hrabiemu, bo tak należało przed stanem wyższym niż on.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej