Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (70/101) > >>

Yarpen aep Thor:
- Nie było mnie w Ekkerund Gunses więc nie pierdol! Warknął na wampira. - Rozumiem co kurwa czujesz ale ork ma rację! A teraz zluzuj zwieracze i zajmijmy sie pracą kurwa!

Gunses:
- Nie - powiedział Gunses głosem lekko nieobecnym. Od kilkunastu sekund patrzył ponad nich, na wylot jaskini. Złapał za pas przecinający pierś, wprawnym pociągnięciem skrócił go o kilka oczek. Zapięcie klamry wpadło w wyrobione dziurki. Znad ramienia Gunsesa wyjrzała rękojeść miecza.
- Już są - rzekł krótko. W jego głosie zagościła zła nuta. Przeskoczył stół w jednym skoku, wybijając się z wyprostowanych nóg. Wylądował po drugiej stronie i ruszył przed siebie, ku wyjściu. Zachowując trzeźwość umysłu zamachał dłonią rozpraszając zaklęcie, które spoczywało na Kenshinie. Zdolność wypowiadania inkantacji przez czarnego orka na pewno teraz się przyda. Kiedy Gunses doszedł do wyjścia, dobiegł do niego jeden z patrolujących okolicę tropicieli
- Kobieta... - wydyszał
Gunses już ją widział. Zbliżała się do rozpadliny skalnej, w której się skryli.

Yarpen aep Thor:
- Co się... Gunses oczywiście nie raczył powiedzieć "kto". Krasnolud zdjął z pleców strzelbę i poleciał do wyjścia z jaskini ostrzegając swoich ludzi przed... czymś. Wszyscy siedzieli jak na szpilach, a Yarpen żałował że nie zabrał Miltena.

Nessa:
Milczenie długouchej przedłużało się. Wiedziała, że nie załagodzi rozmowy mężczyzn, a zaognianie sytuacji działałoby tylko na niekorzyść kompanii. Podobnie jak uciszanie towarzyszy czarami. Upewniło to jednak Nessę w tym, że hrabia musi mieć jakiś plan. Niekoniecznie na następną noc czy jeszcze kolejną, ale na taką za dziesięć lat. Na to, co ma się dziać na Północy. Bo sentymenty sentymentami, symbole symbolami, ale elfka wiedziała, że gdy trzeba Gunses potrafi podjąć radykalne kroki. Teraz nie chciał. Dlaczego? Bo Ostoja miała być symbolem wyzwolenia? Panowania żywymi nad dzikimi? Tinuviel niewątpliwie była sentymentalna, ale jeszcze bardziej liczyło się dla niej to, ilu ojców jeszcze raz ujrzy swoje dzieci. Na ilu z obecnych z nimi Nordów czekają żony? Który z Bękartów spodziewał się, że umrze w walce, a nie rozszarpany przez niespodziewany atak dzikich wampirów? Poprawiła spokojnie mankiet koszuli. Walczyła ze sobą, jak mogła, by nerwowy nastrój towarzyszy nie udzielił się i jej. Nie chciała podejmować decyzji. Zawsze od tego uciekała, więc i teraz nie było inaczej. Co każą, to zrobi. Potrafiła polować. Na wojaczce się nie znała, a coraz trudniej było określić, co ich czeka.
Zareagowała pewnie jako jedna z ostatnich. Tym razem nie chciała opuścić Progana, więc nie wyrwała się do przodu. Płynnie nałożyła strzałę na cięciwę łuku, który nie wiadomo kiedy znalazł się w jej rękach. Oceniła, że gdyby ktoś tu się nagle pojawił, zdąży oddać jeden strzał, a potem dobędzie miecz. Pewnie na niewiele się on jej zda, ale bez broni życia oddawać nie zamierzała.
Zerknęła na staruszka i powoli ruszyła do wyjścia, przygotowując się na to, co może zobaczyć.

Progan:
Progan był zmieszany całą tą sytuacją. Rozumiał rozemocjonowane podejście Kenshina. Nie rozumiał jednak jego motywacji. Sytuacja budziła napięcie, ale czy była powodem do zniszczenia Północy? Czy ze złem można walczyć tylko wypalając świat do gołej ziemi? Takim podejściem kierowały się demony, podczas ostatniej Wielkiej Wojny. Taką wojnę prowadził Meaneb, na Zielonych Równinach. Czy zawsze musimy przejmować najgorsze wzorce? Skuteczność w zniszczeniu nigdy nie była dobrą drogą.Po spalone ziemi zostaje spalona ziemia, nic więcej. Pył, popiół. Wizja świata demonów była zasadniczo podobna.
Spojrzał na Gunsesa. Podejmował się on wielkiego hazardu. Rzucał na szalę walki życia tych, którzy za nim poszli. I robił to w sposób, z którego ciężko było określić, jaki wynik przyniesie potyczka. Dzicy byli jak rebelianci, zajęli ziemie, które im się nie należały. Zabijali dla sportu i uciechy. Ilu z obecnych tutaj zginie, dla sprawy odbicia na wpół zniszczonej osady? Potem padło słowo, która zakończyło dyskusję. Progan połapał się dopiero po chwili, że była to inkantacja, że Cadacus użył zaklęcia. Widział, że może to przelać czarę goryczy, jaką napełniali Kenshin i Yarpen. Nim którykolwiek z nich zdążył zareagować wszystko przyśpieszyło za sprawą kobiety w bieli, która pojawiła się przed obozem. Trzymając łuk w dłoni, wraz z Nessą Progan wyszedł przed jaskinię.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej