Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Kenshin:
Wupy były szybkie, za szybkie jak na normalne zwierzę. Kenshin w pierwszych sekundach nie wiedział co się działo, bo było to takie szybkie. Dopiero jak dopadły trolla, który jakoś uporał się z kilkoma przeciwnikami, ale jego wrzask po stracie oka był ogromny przeraźliwy aż mroził krew w żyłach. Ork jednak nie miał czasu na podziwianie tej walki, bo sam został zaatakowany na szczęście od frontu.
Przyszły druid wykorzystał moc demona, który na coś się przyda, poza gadaniem i marudzeniem w jego głowie! Alfa wyprostował jedną dłoń i mortokinetycznym impulsem, przyciągnął nieświadomego zdeformowanego wampira w swoją stronę, który został w jeden chwili nadziany na czarne ostrze wardyny, które przeszyło miękkie ciało na wylot niszcząc organy, ale czy taki stwór przeżyje takie coś? Tego ork nie wiedział, bo w końcu to jakiś rodzaj wampira, więc dla pewności prawą ręką dobył sztyletu ze szkła i rozciął mu czaszkę, a zatem przeciął i mózg, który teraz spływał na rękojeść jego broni. Teraz raczej miał pewność, że ten się nie odrodzi już nigdy!
Alfa odrzucił truchło, które poleciało kawałek od miejsca walki najwyżej na kilka metrów. Wszystko miałoby swój dobry koniec, gdyby nie ostatni wup, który myślał, że z mniejszym przeciwnikiem sobie poradzi bez problemów, ale ork nigdy nie należał do słabych jednostek, ale skąd taka pokraka mogła to wiedzieć skoro widziała w nim jedynie worek z krwią? To w sumie nie ważne, bo Kenshin przeszedł do defensywy na początek, bo musiał unikać pazurów, co praktycznie czego się prawie nie dało. Szybkość bestii nie miała sobie równych, lecz zaawansowana walka wardyną dawała orkowi lekką pewność siebie i mógł dzięki zasięgowi broni, zrobić kontratak i tak oto przeszedł do ofensywy, wywijając ostrzami broni w każdym możliwym kierunku. Druid był nieustępliwy jak bestia, która zręcznie unikała ostrzy choć również były szybkie, ale nie dość! Jednak wup nie miał okazji do zadania ciosu, co w sumie było dobre, lecz powodowało pewien impas, a po chwili zmęczenie w czarnym orku narastało na jego niebywałe szczęście, bo nagle wup został oparty o drzewo a ostrze czarnej warydny przecięło mu szyję, uwidaczniając krew, potem Kenshin szybko zamachnął się drugim ostrzem i przeciął jego głowę na pół, rozpoczynając swe cięcie od szczęki, które przeszło, jakby przecinał papier a skończył ma mózgu, bo to był raczej pewnik ubicia takiej bestii.
W końcu koniec i mógł wrócić do trolla. - Koniec. Trzymasz się? Dacie radę dalej podróżować?
Zapytał, bo jako członek konkordatu musiał się opiekować wszystkimi stworzeniami nawet o rasę starszą niż on sam, lecz alfa nie znał się na leczeniu.
0x Wup
Narrator:
//:Gunses następnym razem koniecznie czekaj na akceptację ze strony GM. Twoje szczęście, że zaniosłeś wszystko do obozowiska w kolejnym poście.
//:Gunses, Progan, Rakbar, Vulmer, Rikka.
//:Progan leżał pod drzewem. Miał rozdartą koszulę, którą barwiła krew wypływająca z ran szarpanych biegnących od ramienia pod obojczykiem aż po mostek. Leżał nieprzytomny i bladosiny.
//:Vulmer siedział w wozie, a do wozu dobijał się Strzygoń szarpiąc za cały furgon i próbując go rozwalić.
//:Rikką nikt się nie przejmował. Czuć było od niej wampirem.
//:Rakkbar... Zaatakował go Strzygoń, kiedy mag się nie spodziewał. Złapał go i po kilku chwilach miał go już 5 metrów nad ziemią. Co robisz?
//:Nessa
//:Los chciał, żebyś miała wnuki. Ostrze nie weszło jak w masło. Weszło jak miecz wchodzi w ciało. Niby opornie, a jednak zaskakująco łatwo, uświadamiając jak kruchym naczyniem jesteśmy. Martwiec musiał być martwy. Rany po srebrze nie goją się, poderwał się, w szale chcąc Cię przewrócić i przynajmniej uśmiercić, niż sam się wykrwawi. Niezgrabność wynikająca zapewne z braku krwi sprawiła, że ponownie nie trafił. Wyniosło go zbytnio w lewo, potknął się, upadł. ÂŻył jeszcze, chociaż umierał.
//:Kenshin
//:Troll podniósł się z klęczek. Trzymał się łapą za pół głowy,przyciskając do kości rozdarty policzek. Spod dłoni ciekła mu krew. Rozglądał się, ale nie widział ani nie słyszał swoich.
- Muszę ja. A ona może zbiegła. Jedyny ratunek zejść z gór, zbliżyć się do równin... Pójdę za nimi. Dziękuję, ork. Bierz - powiedział i zdarł z szyi wisiorek na rzemyku. Wisiorkiem był kieł, wyjątkowo długi i masywny, z wyrzeźbionymi zygzakami. Podał Ci go a potem ciągnąc za sobą maczugę odszedł. Zatrzymał się jeszcze na chwilę, przy truchle wupa. Umaczał łapę w jego krwi i natarł nią twarz i siebie. ÂŻeby nie pachnieć sobą.
Otrzymujesz:
Wisior trolla
Opis: Wisior na rzemieniu, będący dużym i masywnym prostym kłem długości 10cm pokrytym wydrapanymi zygzakami.
Gunses:
Gunses trzymał miecz nisko, oburącz. Lekko, na ugiętych nogach zabiegł od tyłu szamoczącego się przy wozie Strzygonia. Wyskoczył w górę, wykonał pełny piruet, podczas którego wzniósł miecz ku górze i opadając na dół ciął ramię zdegenerowanego wampira. Ostrzejsze od brzytwy ostrze miecza wieszczego spadło na kończynę, odcinając ją od reszty ciała. Cięcie było chirurgiczne. Strzygoń zaryczał i obwisł na jednej tylko kończynie. Skrzydło upadło z błoniastym szelestem. Bestia zeskoczyła, utrzymała się na dwóch nogach podpierając się na górnej łapie, lecz gdy chciała się wzbić w górę poleciała do przodu tracąc równowagę. Gunses odkręcił się na jednej nodze, ciął zamaszyście przez szyję, od dołu. Klinga w salwie krwi przeszła przez kark i wyrwała krwawy warkocz do góry, kiedy miecz oddzielił łeb bestii od ciała. W tej porywacz Rakbara wlokąc człowieka rzucił się pikując na Gunsesa. Ciężar arcymaga nie pozwalał mu na zachowanie precyzji ataku, musiał się stabilizować skrzydłami, a przez to leciał wolnej. Gunses zarzucił prawą rękę nad ramię, lewą za plecy z boku. Prawą wsunął miecz do pochwy, lewą złapał za łuk. Kiedy miał go już przed sobą, w prawej dłoni dzierżył strzałę. Napiął wnosząc. Wytrzymał. Dziesięć metrów. Dziewięć. Osiem. Siedem. Sześć. Strzał. Pięć. Uderzenie. Strzała w czaszce pomiędzy oczami. Cztery. Trzy. Odskok Gunsesa w bok. Dwa. Strzygoń wypuszcza z niewładnych kończyn Rakbara. Jeden. I martwe truchło Strzygonia uderzyło w ziemię niedaleko ogniska, przy którym mieli biesiadować.
0/2 Strzygonie.
25 - 1 = 24 srebrne strzały
Rakbar Nasard:
Rakbar posłał enta na jednego z atakujących wampirów. Dwa z trzech jego ciosów chybiły celu, a właściwie to cel umknął zagrożeniu. Wampir nie był dłużny i wymierzył serię zamaszystych ciosów pazurami. Wszystkie trafiły w enta, ale na nieszczęście Strzygonia, żaden z ataków nie zranił przeciwnika. Pazury ześlizgiwały się z drewnianej skóry nie czyniąc na niej większych szkód. Dowodziło to istnieniu magii w tej istocie, żadne bowiem znane drewno nie byłoby w stanie oprzeć się takiej sile.
Mag, widząc że ataki wręcz nie są w stanie dosięgnąć celu, gdy ten jest tak zręczny i szybki, postanowił wykorzystać zdolności swojej istoty w sposób inny. Ent wprawił w ruch naturę, a ta zaczęła mu służyć. Ostre konary wyrosły nagle z ziemi na wielkim obszarze o kształcie koła ze średnicą 6m. Strzegoń został natychmiast przebity w nogi, co spowodowało, że nie był w stanie już uciec. Wciąż rosnące konary wbijały się głębiej i głębiej aż pochłonęły wampira całkiem.
Nessa:
To nie był odpowiedni moment na wahanie czy jakiekolwiek przemyślenia natury moralnej. Jeśli coś chce cię zabić, to ty masz prawo się bronić. Czasami doprowadzając do śmierci drugiej strony. I tyle. W myśl tej zasady długoucha przystąpiła do ponownego ataku. Wiedziała, że rany wampira się nie zagoją, więc istniały teraz dwie opcje. W ciemny nieprzyjaznym lesie mogły dzisiejszej nocy wyzionąć ducha dwie osoby lub jedna i Nessa za wszelką cenę nie chciała zwiększyć tej niechlubnej statystyki Północy.
Podczas kolejnej próby ataku martwca Tinuviel stała już o wiele pewniej. Stracił on swoją przewagę już całkowicie. Mógł próbować, ale długoucha wiedziała, że zdoła zgrabnie odskoczyć. Las był jej domem i to nie ona miała dwie rany, z czego jedną najpewniej śmiertelną. ÂŚcisnęła ponownie rękojeść i ponownie zaatakowała. Nie było czasu na żadne podchody. Ryk wampira mógł tu sprowadzić jego przyjaciół, a większej ilości Nessa na pewno nie dałaby rady. Musiała wracać do obozu.
Uniosła broń i ponownie dźgnęła go w plecy, starając się trafić jak najbliżej serca, wykorzystując przy tym swoją wiedzę medyczną, by skrócić cierpienie przeciwnika. Długoucha nie była taką osobą. Nie chciała się nad nim pastwić. To było jednak jej pierwsze takie spotkanie z wampirem i to jeszcze z mieczem, a nie łukiem w ręku. Rozważała przez chwilę, by ciąć, ale uznała, że uszkodzenie jakiegoś organu wewnętrznego będzie bezpieczniejsze i taki atak mógłby go przygwoździć. A co jeśli skończyłoby się tylko na szramie na plecach? Groźniejsza dla niego byłaby dziura w ciele. Wyciągnęła broń i spróbowała ponowić atak, będąc jednak gotowa na reakcję krwiopijcy i możliwość wykonania szybkiego uniku lub odskoku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej