Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Gunses:
Cadacus obrócił łuk w palcach demonicznego szponu, wsadził go do sajdaka przerzuconego przez plecy. Prawą ręką wyciągnął zatknięty za pas nóż myśliwski. Ostry jak brzytwa, o krótkim i i masywnym ostrzu. Odczekał w zaroślach kilka minut, wsłuchał się w krzyk harpii z obozu - krzyk umierania. Potem dziki ryk z północy. Znał ten ryk. Pochodził on z istoty przypisywanej do jego własnej rasy. Wup. Wiedział, że prędzej czy później dojdzie do konfrontacji ze zdegenerowanymi wampirami. Niemniej jednak liczył na to, że w lecie lasy będą wolne od wynaturzonych wampirów. Najbardziej jednak zainteresował go ciężkie, niskie porykiwania z lasu. Uznał po chwili, że sprawdzi najpierw właśnie je. Wolał zrobić to teraz. Smród krwi i patroszonego dla trofeów cielska mógł zwabić inne bestie, dlatego wampir zasadził nóż ponownie do pochwy za pasem i ruszył w głąb mrocznego lasu.
Kenshin:
Kenshin gotów na dalsza walkę, zawiódł się, bo nic nie wyszło z jaskini czyli bestie nie brały się za odwet swoich pobratymców. - Szkoda, ale fajnie było. Nie powiedział tego, bynajmniej do siebie a do demona, który w nim siedział. Ork już nawet nie zamierzał oprawiać w tej ciszy pokrak, ale natomiast tego wsłuchał się w ciszę, która była dość niespotykana. - Dziwne to, ale takie piękne. Dodał, by po chwili otrzeć pot z czoła. Wiedział, że członkowie wyprawy jakoś nie będą chcieli jeść tego paskudztwa, miał zamiar już wrócić do kompani, lecz zwykłe odgłosy zamieniły w jeden wielki ryk! Ale, co to był za ryk, że aż tak się niósł. Słyszałeś! To nie byle co, ale co robimy? Alfa tego nie wiedział, ale to nie było zwierzęcy odgłos raczej dziki, drapieżny i jednym słowem można to określić jako niebezpieczny! Kenshin jednak postanowił to sprawdzić, żeby ewentualnie jakaś bestia nie zaatakowała tych w obozowisku, ale nie biegł na oślep! Powoli stawiał kroki, by nie ryzykować niepotrzebnie rozglądał się. Sprawdźmy, ale ostrożnie nie chce brać udział w wydarzeniu jako umrzyk. Odpowiedział demonowi po paru minutach. Wątpliwy bohater tego wydarzenia, zdał sobie sprawę, że odgłos był dość daleko, ale po echu starał się dotrzeć do epicentrum, ale jak było powiedziane wcześniej powoli nie na wariata, bo chciał to na spokojnie rozplanować nim zawalczy z czymś, czym by nie chciał na tą chwilę.
Rakbar Nasard:
Rakbar posłużył się entem w celu zidentyfikowania i zlokalizowania zagrożenia. Ent wysłał zapytanie do okolicznych drzew, krzaków, kwiatów... Informacja zwrotna nie będzie z pewnością konkretna, jednak z pewnością pomoże magowi rozeznać się w sytuacji i podjąć odpowiednie decyzje.
Vulmer:
Elf nie otrzymał odpowiedzi, uznał więc że trofea są jego. Oczywiście nie miał zamiaru zabierać się za oporządzanie harpii teraz. Cały czas miał przeczucie że zaraz coś na nich wyskoczy.
Nessa:
//: Tak, tak, chociaż głęboko tam nie było ;o
Nessa opuściła broń i odetchnęła z ulgą. Czasami miała wrażenie, że może któryś z bogów jest jej przychylny, skoro jeszcze żyje mimo takich sytuacji. Za każdym razem długoucha powtarzała sobie wtedy, że powinna wrócić do treningu walki wardyną, która dawała jej jako taki, a przynajmniej większy niż w przypadku jej miecza, dystans do przeciwnika. Nigdy jakoś nie mogła się do tego zebrać.
Już chciała przyjrzeć się leżącemu barghestowi, ale usłyszała ryk. Nie mogła przyporządkować go do żadnej znanej sobie istoty. A przynajmniej żadnej, którą kojarzyła z takich dźwięków. ÂŚcisnęła mocniej broń, próbując wyłapać, skąd może nadejść zagrożenie. Nic się jednak nie zmieniło. Las nawet nie stracił swojego rytmu. Zwierzę, które ryknęło, musiało być daleko. Może odpędzało przeciwników? Gdyby Nessa do nich należała, na pewno by to wiedziała. Wciąż jednak nie czuła się zbyt pewnie. Mimo to nie powinna tu zostawać zbyt długo, a chciała wypełnić powierzone jej zadanie.
Wróciła do oglądania martwych barghestów.
- Paskudy - mruknęła pod nosem, trącając martwy wilkopodobny stwór, który leżał najbliżej z pyskiem w wodzie. Dopiero wtedy dostrzegła leżące pod lasem ciało. Najpierw wydawało jej się, że to ponownie jej zmysły próbują z nią pogrywać, jednak zrobiła krok do przodu, stając już w wodzie, i coś, co wzięła za ciało, wciąż się tam znajdowało.
Wiedziała, że Północ nie wygląda już tak jak wcześniej, a gdzieniegdzie będzie można natknąć się na ofiary tych zmian. W normalnych okolicznościach rzuciłaby się w tamtym kierunku, ale wiedziała, że ktokolwiek tam leżał, już nie żył. Barghesty by na to nie pozwoliły.
Wyciągnęła strzałę i nałożyła ją na cięciwę, napinając łuk i ruszając w kierunku ciała. Liczyła, że dowie się czegoś, co im pomoże.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej