Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Rakbar Nasard:
Rakbar spojrzał za innymi w górę, by zbadać źródło odgłosów. Westchnął w myślach na wieść o zbliżającej się walce. Z każdym krokiem północ odsłaniała przed magiem swoje prawdziwe, niebezpieczne oblicze. Z każdym kilometrem otoczenie było coraz mniej zmienione przez człowieka, bowiem władze tam sprawowała wyłącznie flora i fauna.
Ent, który był przyzwany przez maga, stał nieruchomo obok kompani zajmującej się przygotowywaniem obozowiska. Harpie najwyraźniej nie zauważyły, że nie jest to tylko drzewo, choć stało ono tuż obok. Była to świetna okazja do ataku. Ent wykonał szybki cios pięścią, wymierzony w pikujące bestie. Jeden z ptaków przyjął na siebie niemal całą siłę uderzenia. Wiele jego kości (w tym kręgosłup), zostały zmiażdżone. Zwłoki bezwładnie opadły pierw na okoliczne drzewa, od których wielokrotnie się odbiły, a następnie z impetem spadły na ziemię.
Druga z harpii straciła kierunek lotu i wpadła na drzewo. Cios enta nie zabił jednak ptaszyska, a jedynie go oszołomił.
2/3 harpie
Vulmer:
Ostatnią lecącą na nich harpię zdjąć przypadło elfowi. Vulmer już wcześniej trzymał łuk w ręce, sięgnął po strzałę. Szybko naciągnął cięciwę i wycelował. Poprawka na wiatr, prędkość celu i trach. Oddał perfekcyjny strzał prosto w łeb latającej maszkary. Ta spadła na ziemie. Vulmer sięgnął po kolejną strzałe i dobił celnym strzałem oszołomionego osobnika.
- Uff. Ktoś chce trofea? Spytał.
Gunses:
Gunses nie mierzył się do tej pory z wynaturzeniami Plagi. Nim ukatrupił bestię, spędził kilkanaście minut obserwując jej zachowanie.
Wypaczony cieniostwór nie miał sierści - to w znaczny sposób pozwalało klasyfikować tę bestię. Wampir przyglądał się skórze, która przywodziła mu na myśl skórę nosorożca spotkanego w Pierwioskach w Ankorvaacie. Skóra zdawała się twarda, przypominała trochę zrośnięte elastyczne płyty. Wpływ rudy widoczny był także w łapach i paszczy stworzenia, ewidentnie wpływając na połączenie, zrośnięcie tych elementów, zdających się mocniejszymi niż u zdrowego cieniostwora. Gunses trzymając się cienia zarośli wyjął z sajdaka łuk i zarzucił na niego bezszelestnie strzałę. Wypaczony twór plagi zatrzymał się w bezruchu, chwilę czekał. Gunses widział jak uginają się pod nim nogi, powoli, ostrożnie, aż praktycznie położył się na ziemi. W tej samej chwili Gunses złowił swym wzrokiem ruch w trawach przez potworem. Wzrok i słuch nie myliły wampira. Nie dalej kilka metrów przed cieniostworem skradała się łasica. Nagle cieniostwór wybił się do przodu, łasica podskoczyła i zemknęła w las, jednak bestia była już zbyt blisko. Chwytny, elastyczny język wyskoczył z paszczy cieniostwora, capnął łasicę i z impetem powrócił ze zdobyczą do paszczy. Gunses miał napięty łuk. Chwila ataku pozwoliła zrobić to nie zwracając na siebie uwagi przeciwnika. Zajęty miażdżeniem zdobyczy wypaczony cieniostwór nie zdała sobie sprawy, że wykonując skok, zbliżył się do wampira, który miał go teraz na strzał. Wymierzył, ocenił lekki nocny wiatr, nachylenie terenu, wilgotność zmieniającą sprężystość lotek strzały. Poddał woli swego umysłu wszelkie czynniki i wypuścił strzałę. Cichy jęk cięciwy, syk grotu tnącego powietrze. Potwór nie zdążył zareagować. Strzała uderzyła od boku, w głowę kilka centymetrów od oka, tam gdzie powinna być skroń. Grot srebrnej strzały rozciął skórę, przebił się przez kości czaszki ugodził zdegradowany czarną rudą umysł. Bestia zamachnęła łbem, zaryczała, na wpół przeżute ciałko łasicy wypadło z pysk, obwisł jęzor. Gunses nałożył drugą strzałę, naciągnął, wymierzył. Szybko. Ruchy rozmazywały się w oczach. Pomimo szybkości były precyzyjnie śmiertelne. Wymierzenie. Strzał. Strzała uderzały w korpus, tam gdzie wampir planował, poniżej szyi, dotykając serca. Wampir podrzucił łuk do góry, na cięciwie była kolejna strzała. Srebrny grot zalśnił w świetle księżyca i poszybował niczym żałobna łza. Coś się kończy. Grot ominął róg, zagłębił się do lotek w łbie bestii. Ta upadła wydając z siebie ostatnie tchnienie.
Kołczan: 29 - 3 = 26 srebrnych strzał
0/1 wypaczony cieniostwór
Nessa:
Na krótką chwilę długoucha wstrzymała oddech. W swoim życiu wiedzę o zwierzynie zdobywała na kilka sposobów. Najważniejszym oczywiście były jej własne doświadczenia. Czymś innym jest coś zobaczyć, a czymś innym jedynie o tym przeczytać, czy usłyszeć. Każdy inaczej rozumie "ogromny" czy "piekielnie szybki". Jednak Tinuviel, mimo swojego wieku, nie spotkała przecież wszystkich istot zamieszkujących Północ. Tak po prawdzie to zapewne nawet połowy nie.
Innym źródłem wiedzy były księgi. Myśliwi niechętnie je spisywali, ale jak już się jakieś trafiały, to były niewątpliwie pomocne. Zwykle zawierały jakieś szkice, miary i wagi zwierzyny.
Ostatnim sposobem pozyskiwania wiedzy byli inni ludzie. To było zwykle najbardziej zdradliwe źródło. Każdy w końcu inaczej postrzega świat. Szczególnie problem bywał z mężczyznami. Dla niektórych wilk, przed którym uciekali, miał dwa metry w kłębie, świecące oczy i łapy wielkości stołu. Wszystko to, by swoim tchórzostwem nie skrócić pewnego narządu. Ci natomiast, którzy owego wilka pokonali, wydłużali wcześniej wspomniany narząd podobnymi opowieściami, ale z lekceważącymi westchnięciami, które miały podkreślić, jak łatwy to był przeciwnik.
I właśnie podobnie niesprawdzone opowieści Tinuviel słyszała o barghestach. W księgach, które czytała, były jedynie wzmianki, a opowieści spotkanych myśliwych potrafiły zapewnić słuchającemu gęsią skórkę. Elfce daleko jednak było teraz do przerażenia. Raczej zaciekawiły ją istoty nad strumieniem.
Odzyskując oddech, długoucha napięła łuk. Szybko oceniła odległość i możliwy czas reakcji tych zwierząt. Wiedziała, że nie zdoła zdjąć wszystkich. Ten najdalej będzie musiał poczekać. Wymierzyła do pierwszego z barghestów. Nie stał do niej całkowicie tyłem, więc widziała dobrze jego szyję. Nie była pewna budowy głowy tych dziwnych stworzeń, więc nie chciała ryzykować, mimo posiadania srebrnych strzał.
Wypuściła pierwszy pocisk i bez zastanowienia sięgnęła po następny i nałożyła go na cięciwę. Zrobiła to tak szybko, że była już gotowa do następnego strzału, gdy zwierzęta zauważyły, że jedno z nich umiera. Długoucha przestała zważać na możliwe trofea, które by pozyskała. Te istoty były dla niej tak dziwne i niepokojące, że nie od razu będzie chciała którekolwiek z nich choćby tknąć.
Druga strzała podobnie jak poprzedniczka wylądowała w szyi barghesta. Długouchej zostało tylko jedno zwierzę. Straciła już element zaskoczenia. O ile drugi barghest zdołał jedynie zwrócić się w jej kierunku, by ruszyć do ataku, o tyle ostatni, mimo że znajdował się dalej, ruszył już wściekle w jej kierunku. Dopiero wtedy Nessa zanotowała, że oczy tych istot wydaje się, że płoną. To jej nie pomagało. Przez chwilę nawet przeszło jej przez myśl, by odrzucić łuk i chwycić miecz. Srebrny oczywiście. To był ułamek sekundy, gdy długoucha straciła zimną krew. Długie łapy (ręce? Nie była pewna, jak je określić) barghesta, które teraz napinały się w biegu, uzmysłowiły elfce, że to idiotyczny pomysł. Dosięgnąłby ją bez problemu, a mieczyk za bardzo by nie pomógł.
Przez kilkadziesiąt lat Tinuviel zdążyła już nabyć kilka odruchów. Oczywistym było zatem, że równie szybko jak pozbywała się strzały, nakładała kolejną. I tak w ciągu dwóch sekund na jej cięciwie znajdował się kolejny pocisk. Barghest nie czekał oczywiście na długouchą. Do tego momentu zdołał już skrócić dystans o ponad połowę. Zachowywał się jednak przy tym tak, że Nessa nie była całkowicie pewna, gdzie się znajduje. Metr w prawo czy w lewo? Nie potrafiła tego wyjaśnić, więc odczekała jeszcze jeden oddech. Fakt, że zmysły płatały jej figla, zrzuciła na karb ciemności nocy i wyczerpania. Jak widać notatki, które czytała, były niepełne.
Całkowitą pewność, gdzie znajduje się zwierzę, Tinuviel nabrała w momencie, gdy jej przeciwnik wybił się, by pazurami dosięgnąć elfki. ÂŁuk jednak miała ciągle napięty, a lata doświadczeń nauczyły ją, że jedynie spokój może uratować łucznika, więc w ostatniej chwili wypuściła strzałę.
29-3=26 srebrnych strzał
0/3 bargesty (chyba że MG zadecyduje inaczej odnośnie ostatniego)
Narrator:
//:Kenshin
//:Usłyszałeś porykiwania pozostałej części grupy. Z każdą sekundą cichły, aż zupełnie przestałeś odbierać jakiekolwiek dźwięki. Las przez chwilę był martwy, po czym ponownie odezwał się głosem nocnych zwierząt. Nie wyły wilki. Słychać było jednak dziki ryk, jeden, daleko.
//:Co robisz?
//:Progan, Vulmer, Rikka, Rakbar
//:Bestie padły w jękach i zawodzeniu. Strzały uśmiercały, ale nie wszystkie szybko. Pisk konającej pod drzewem harpii słychać było jeszcze przez kilka chwil. Po chwili wysoki nad wami zabrzmiało kilka kolejnych uderzeń skrzydeł. Nie widzieliście jednak przeciwnika. Możliwe, że odleciał. Las przez chwilę był martwy, po czym ponownie odezwał się głosem nocnych zwierząt. Nie wyły wilki. Słychać było jednak dziki ryk, gdzieś daleko. I jeden, daleko, ale znacznie bliżej niż poprzedni.
//:Gunses
//:Bestia padła, ryjąc ziemię kopytami. Z pyska wyciekła i wsiąkła w ziemie strużka czarnej lepkiej cieczy. Widziałeś ruch, ale nie mogłeś stwierdzić ze swojej pozycji czym była owa substancja. Usłyszałeś piski umierającej harpii od strony swojego obozowiska. Las przez chwilę był martwy, po czym ponownie odezwał się głosem nocnych zwierząt. Nie wyły wilki. Słychać było jednak dziki ryk, jeden, daleko. Las przez chwilę był martwy, po czym ponownie odezwał się głosem nocnych zwierząt. Nie wyły wilki. Słychać było jednak dziki ryk, jeden, daleko. Coś z głębi lasu zaryczało grubym niskim głosem.
//:Co robisz?
//:Nessa
//:Ostatni stał na przeciwnym brzegu, rozumiem, że przeprawiał się wpław. Tak?
//:Uśmierciłaś wszystkie zwierzęta, która popiskiwały. Las przez chwilę był martwy, po czym ponownie odezwał się głosem nocnych zwierząt. Nie wyły wilki. Słychać było jednak dziki ryk, jeden, daleko. Kiedy mogłaś się zbliżyć do rzeki zauważyłaś po przeciwnym brzegu, pod lasem leżące ciało. Nogi i ręce miał lekko rozrzucone. Mimo księżyca nie mogłaś zauważyć niczego więcej.
//:Co robisz?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej