Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Kenshin:
Ork jechał sobie na wozie i lekko znużony omal, nie zasnął na siedząco. Dobrze, że chociaż jeszcze trakt był w miarę równy i nikt nie spadł z siedziska. Kenhin nawet z demonem nie gadał, bo też był znudzony tymczasowo, obserwował okolicę oczami alfy. Las, las i jeszcze więcej lasu <ziew> W końcu jednak trakt ustąpił i wszystkim pokazało się prawdziwe oblicze Revar. - Oto prawdziwe oblicze tego hrabstwa. Dodał patrząc na dziką nature tego miejsca, że aż złapał oddech pełną piersią. - Tutaj doprawdy można spędzać każde chwile. Dopowiedział, żeby nie było, iż mówi negatywnie. Lasy były czymś, co dawały mu azyl i schronienie przed mrocznym paktem lub jego dziwnych pozostałościach, bo znał niejednego stamtąd! Jednak wraz ze śmiercią króla organizacja posypała się, ale i tak szkoda takiego mistrza jakim był Isentor. Ork zaprzestał myślenia na takie tematy i skupił się, na teraźniejszości, bo wtedy na środku drogi wyszły trzy sambiry, Kenshin chciał je spacyfikować darem od samej Ventepi, lecz te czmychły do lasu. Właściwie dobrze, że tak się stało, gdyż niepotrzebne zamieszanie, by powstało i mogło zwrócić uwagę jeszcze innych bestii, także jechali dalej ku Ostoi.
Gunses:
Gunses chłonął północny świat. Nie bez powodu wybrał tę część wyspy za dom dla Sabatu Wampirów. Północ, zwłaszcza Revar z wielką lesistą doliną, była idealnym schronieniem dla Nieśmiertelnych. Lasy pełne zwierzyny, góry pełne grot i podziemnych jaskiń. Chód krainy, niczym chłód dusz przeklętych.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że północ była idealnym miejscem dla wampirów. Wskazywała na to także populacja dzikich wampirów, które w największej liczbie trzymały się północy - będącej domem ich ojców. Ekspansja wampirów na inne tereny powodowana była rosnącą ich liczbą na północy, chęcią poszukiwania nowego, zakładania własnych sabatów. Mimo to, północ nadal pozostawała dla wampirów Valfden ich ojczyzną.
Narrator:
Kiedy ścieżka wyprowadziła was na grań jednej ze starszych i strawionych czasem gór, przemierzając wiatrołom i wrzosowisko zauważyliście widok jaki rozciągał się na dolinę i góry. Słońce chyliło się ku zachodowi, tej nocy przyjdzie wam przenocować pod gołym niebem.
Gunses:
- Zjedźmy w dół, w lasy. Wrzosowisko szybko się wychłodzi, ognisko będzie widoczne na okolicznych górskich zboczach, a pogoda, która może nas tutaj zaskoczyć, nie oszczędzi nas. Pośród lasów będziemy bezpieczniejsi - powiedział to nie z powodu lęku, lecz odpowiedzialności, jaką brał na swoje braki. Odpowiedzialności za tych, którzy ruszyli z nim na północ. Pognał konia i sprowadził go pośród drzewa, starym szlakiem zarośniętym teraz przez chwasty. Wiedział, że mają jeszcze godzinę, zanim ciemność uniemożliwi im wędrówkę.
Nessa:
Długoucha nie odzywała się już więcej. Ktoś mógłby uznać, że obraziła się na ludzi, którzy im towarzyszyli, a którzy nie raczyli odpowiedzieć na jej pytanie. To nic, że i tak dziwnym trafem spotkali behemota chwilę później. Istniała również możliwość, że Nessa wciąż rozważała, co się niedawno wydarzyło z bestią. Nie przywykła do czarujących wampirów, a już na pewno nie takich, którzy używają do magii lusterka. Zresztą podczas takich rozważań elfka zaczęła się zastanawiać, czy Nieśmiertelni w ogóle odbijają się w lustrach. Nie była pewna, czy to nie zabobon, ale z drugiej strony nie mogła, jak na złość, sobie przypomnieć, by którykolwiek ze znanych jej wampirów to robił. Ciekawe w takim razie, w jaki sposób oni szykują się do jakiś większych uroczystości, gdzie każdy próbuje wyglądać obłędnie. Stają w rządku i oceniają się nawzajem przed wyjściem?
- Kensh - elfka podjechała bliżej do wozu, na którym jechał ork. Sama zrezygnowała z takiego sposobu podróżowania, bo im dalej na Północ, tym bezpieczniej czuła się we własnym siodle. - Tak no ten... Można zakląć dowolną istotę? - zapytała, nawiązując jeszcze do wydarzeń sprzed kilku godzin. Hrabia jechał z przodu i to jeszcze obok maga, więc długoucha uznała za bezpieczniejsze zapytanie o dręczące ją kwestie towarzysza z Konkordatu. Obawiała się zresztą, że podczas rozmowy z Cadacusem może zdradzić swoje obawy dotyczące rodzaju magii, którym się posługiwał. - Przecież ktoś mógłby sobie zrobić - ściszyła głos, jakby to miało cokolwiek dać - jakąś chorą kolekcję trofeów. I nie mówię tu o zwierzętach, a o ludziach nawet. Kilka słów i bah! jesteś w jakimś pudełku jakby.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej