Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Gunses:
- Nie mamy tu nic innego do roboty - rzekł i ruszył za Kenshinem w stronę wozów. Teraz nie musząc być tak ostrożni, mogli przyśpieszyć kroku.
Narrator:
Podróż powrotna przebiegła wam szybciej. Po trzydziestu minutach byliście znów przy kompanii. Mogliście wyruszyć w dalszą drogę.
Gunses:
Gunses zbliżył się do Marsa i poklepał go po szyi. Na pytające spojrzenia Progana i Alberta odpowiedział
- Wyrok śmierci na behemocie odroczony. Czasowo - rzekł dość tajemniczo, wsiadł na konia i ruszył dalej. Rodziła się w nim złość.
Kenshin:
Powrót był spokojny, ale orkowi szło się fajnie, bo ptaki zaczęły śpiewać. W takim akompaniamencie czuł się jak w gaju druidów. Jednak w końcu dotarli do wozów i miła atmosfera znowu stała się poważna, gdyż główny cel na północy był jeszcze daleko. Kenshin będzie musiał się zadowolić walką z pokracznymi wampirami, tylko dobrze, że jest ich sporo, lecz nie spodziewał się zbyt wymagającej walki, oby się mylił! - Lud północy ma behemota z głowy. Jedźmy dalej, bo północ wzywa! Powiedział wsiadając obok Progana, który powinien być raczej zadowolony z tego, że nikomu nic się nie stało inni również powinni być rad z tego, że główna siła uderzeniowa jest w pełni sił i zdrowiu.
Narrator:
Na czele jechali hrabiowie, Gunses i Rabar, który wrócił już ze swoim drzewnym tworem. Wjechaliście w wielkie lasy Revar. Dominowały tutaj drzewa iglaste i te gatunki drzew liściastych, które odporne były na niskie temperatury, panujące w Revar. Położona pomiędzy górami kotlina, była jednak na tyle ciepła i wilgotna, że bujnie rosły tu wielkie i gęste lasy. Okolica była zupełnie i dosłownie wyludniona. ÂŻyły tu tylko bestie. Północ zatopiona była w grozie dźwięków pełnych agresji i dzikiego instynktu. Pojawienie się konnych i wozów było dla bestii szokiem, że nawet trójka sambirów, które zastali na drodze czmychnęła przed konnymi w gęsty las.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej