Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Kenshin:
Ork idąc jedną ścieżką razem z wampirem i, o dziwno elfką. Teraz nie mają szans na otoczenie bestii, ale cóż poradzić. Towarzysze idąc dalej, poruszali się niemal bezszelestnie pośród wydeptanej drogi. Gunses wpadł na plan, żeby nieco zboczyć. Kenshin jedynie kiwnął głową na znak, że rozumie i lekko szedł na lewą stronę, by powoli się przemieścić pomiędzy drzewa. Ciekaw był kiedy zobaczy bestię nękającą tutejszych myśliwych.
Rikka Malkain:
Po chwili wszyscy ujrzeli to, czego szukali. Wielki potwór stał tyłem do drużyny i z furią próbował wcisnąć się do jakiejś jaskini, jednak wejście do niej było dla niego stanowczo za małe. Behemot trzymał też w łapach potężny głaz, którym co jakiś czas uderzał w kamienną ścianę przed nim. Tak jakby starał się poszerzyć wejście.
//Przeciwnik
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Behemot
Rakbar Nasard:
Rakbar po chwili postanowił jednak dołączyć do drużyny, która wyruszyła na polowanie. W tym celu zsiadł z konia a cugle przywiązał do furgonu.
Podszedł do okolicznego drzewa i podniósł z ziemi psujący się już owoc. Z pomocą ostrza rozdzielił go na pół, aby wydobyć ze środka nasiono. Uniósł je potem w górę za pomocą telekinezy i rozpoczął przekazywanie energii magicznej. Nasiono zaczęło gwałtownie kiełkować, by po chwili zacząć przypominać duże drzewo. Ostatnie etapy ewolucji zmieniły jednak roślinę w istotę, która była czymś więcej. Mag na stałe zawiązał połączenie energii magicznej do istoty, aby móc ją kontrolować.
14-metrowy Ent uniósł stworzyciela i posadowił go obok swojej głowy.
- Dołączę do nich. - odparł na odchodne mag, po czym skierował się w ślad za Gunsesem.
Gunses:
Gunses wychylił się lekko zza drzewa i przyjrzał się poczynaniom bydlaka, który usilnie, chociaż z niewielkim skutkiem, próbował wejść do jaskini. Ta była dla niego zbyt mała, a rogacz nie znając jak widać krasnoludzkiego przysłowia 'jak się dobrze popieści, to wszystko się zmieści', walił kamieniem w skały tworzące wejście.
Cadacus nie był pewien motywów działania behemota. Z odczytanych tropów wynikało, że behemot przemierzał szlak wielokrotnie. Możliwe, że wcześniej tutaj nie dotarł lub nie zauważył jaskini, którą chciał przyjąć za swoje schronienie. Możliwe też, że do jaskini uciekła mu jego zdobycz, do której teraz próbował się dostać jak pijany Kazmir do piwniczki z piwem.
Wampir złapał za miecz spoczywający na plecach, w pochwie przewieszonej przez ramię. Wyciągnął miecz do połowy. Głownia zalśniła w blasku dnia niczym księżyc w nowiu. Miecz, od jelca w górę wykuty był z czystego srebra. Wsunął go zaraz z powrotem. Sięgnął do sakiewki i wyciągnął z niej lusterko. Nie za wielkie, kwadratowe i obłożone drewnem, przypominało dużą dracońską kartę do gry. Złapał lusterko w pazury szponu, drugą dłonią dotknął tafli i wychodząc w stronę behemota wypowiedział pierwsze słowa magicznej inkantacji
- Gruzi huo...
Kenshin:
Pasterz stworzenia chował się pomiędzy drzewami jak to robili jego kamraci czyli Nessa i Gunses. ÂŚlady ogromnej bestii dało się zauważyć bez, chodzenia głównym traktem, ale orka zaskoczyło to, że nagle do jego uszu dotarło wielkie dudnienie! Nawet bez wyczulonych zmysłów odgłosy były wyraźne, więc dobrze, że zeszli pomiędzy drzewa, które jeszcze były całe, ale widok behemota go jednak nie zaskoczł, bo co mogło tak silnie łupać? Tylko głuchy, by tego stwierdził. Kenshin przypatrywał się wyczynom potwora, który uparcie dążył do otwarcia małej jaskini. Ork natomiast zachodził w głowę czemu nie poszedł drugą ścieżką, bo być może mógłby inaczej dopaść bydlaka albo lepiej, uniknąć go dając innym czas do popisu. Jednak los chciał inaczej i jest teraz z dwoma towarzyszami. Wampir rozpoczął coś tam szeptać, a Kenshin wolał tradycyjnie czyli łuk i strzały! Alfa dobył łuku z sajdaka i jedną mithrilową strzałę. Behemot nie mógł w tym rumorze niczego usłyszeć, gdyż walił jak oszalały, ale ork czekał wciąż na znak, żeby niczego nie zepsuć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej