Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Kenshin:
Ork się lekko wygłupił, bo mógł lepiej sprecyzować, ale on chciał działać jakaś siła, go napędzała i to nie mowa o demonie! Jego chęć upolowania takiego zwierza była większa niż siły nieczyste. Dlatego mógł się za bardzo spieszyć, lecz taki był, że krew zaczęła mu mocniej przepływać, przez żyły. Jednak teraz musiał sprecyzować, gdzie chce iść i padło na ścieżkę w lewo tą, którą wampir nie obserwował choć ślady bestii były na obu! - Idę w lewo. Zobaczę co mnie tam czeka. Jaśniej nie mógł tego wyjaśnić.
Gunses:
Wampir obserwował obie ścieżki, szukając na obu śladów i kierunków w których zwierzę szło.
- Idziemy razem - zakomenderował i ruszył za Orkiem, który skierował się lewą odnogą. W sumie, lewy kierunek był właśnie tym, który Gunses wybrałby w pierwszej kolejności.
- Mam nadzieję, że przed naszym przybyciem bydle nie poszło na spacer w przeciwną stronę drogi, na której zostawiliśmy wozy. Gdyby wracało, natknęłoby się na Rikkę, Vulmera, Progana i Alberta.
Kenshin:
- To chodź hrabio. Kenshin wolał iść sam, ale co on mógł poradzić? Ten nieumarły jest dość specyficzny, ork zastanawiał się czy, jakby wybrał drugą ścieżkę to czy Gunses, poszedł za nim! Wąpierz zwierzył się, że martwi się o resztę kompani, która czeka na wozach. Demon nie mógł tego, nie skomentować. Ich ból! Ahahahaah! Zaduniło w głowie Kenshina i znając pech alfy pewnie, natrafi na behemota, szybciej niż mógł się spodziewać chyba, że Nessa będzie mieć to szczęście w nieszczęściu czas pokaże! Ale takie trofea będą bezcenne dla niego, pochwalić się takim zdobyczą to nie lada szacunek i poważanie pośród myśliwych.
Rikka Malkain:
Ostatecznie wszyscy udali się zatem tą samą ścieżką. Przez jakiś czas szli spokojnie wydeptanym przez potwora szlakiem nie natrafiając na żadne inne ślady jego obecności. Wreszcie, do uszu myśliwych doszedł jakiś hałas. Coś jakby uderzanie kamieniem o kamień i raczej nie były to małe kamyczki.
Gunses:
Gunses zatrzymał się i upewnił, że wszyscy już słyszeli dźwięki łupania kamień o kamień. To co je wydawało, nie mogło być małe.
- Dobrze byłoby trzymać się tropu z boku - zasugerował dość cicho - Niż przeć cały czas środkiem wydeptanej zieleni. - w końcu lepiej mieć kilka drzew obok siebie, za którymi można się skryć, kiedy dojrzą już bydle.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej