Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Kenshin:
Kenshin również przemierzał na spokojnie, żeby się jeszcze nie przemęczać. Behemot zostawił wyraźne ślady dla ułatwienia tropiącym, ale na rozstaju trzeba było się zastanowić nad taktyką i tym czy nasz milusiński nie ma ze sobą towarzystwa i tutaj wszedł Gunses, który zaczął badać ślady. Alfę natomiast ciekawiła druga droga, bo można, by zaskoczyć maszkarę i ją przyszpilić z dwóch kierunków! - Wydaję się, że jest sam. Te bestie raczej nie lubią towarzystwa, ale kto ich tam wie. Gunses nie uważasz, że należy sprawdzić drugą ścieżkę i otoczyć behemota z dwóch stron? Oczywiście, o ile jest dojście dalej, żebyśmy się spotkali w jednym miejscu rzecz jasna. Ork wolał, żeby to wampir czyli prowodyr całej tej wyprawy, dowodził. Dlatego pozostawił decyzję jemu.
Gunses:
- Według Ciebie pół behemota poszło w lewo, a drugie pół w prawo? - zapytał prostując się i spoglądając na Orka.
- Badam ślady, żeby sprawdzić, czy do tego punktu coś przyszło jednym, a poszło drugim tropem, czy oba stąd się rozeszły w dwóch kierunkach. Po jeżeli behemot po kilku stajach nie cofał się po swoich śladach, a sądzę, że tego nie robił, to mógł maszerować z czymś innym. Chcę sprawdzić, czy te tropy są świeże i zmierzają w jednym kierunku, czy są wielokrotnie używane.
Kenshin:
- Nie, nie myślę, że sobie połowa poszła tam a druga w inną stronę. Chciałem go ewentualnie zajść z drugiej strony niż przeć frontalnie, bo tak nie damy mu rady. Trzeba coś innego wymyślić, żeby miał więcej celów do atakowania z różnych stron niż całą naszą paczkę na raz.
Wyjaśnił bardziej, ale wcześniejsze słowa powinny być wystarczające widocznie dla wampira nie były. Wampir, ork, elfka to się może nie udać podczas takich spraw, ale przynajmniej znajdzie się bliżej Ventepi oraz pochowają go pod jego drzewkiem w gaju. Zawsze to jakiś plan na przyszłość!
Vulmer:
- Dziękuję Proganie, matka zawsze mi to powtarzała. Staram się tego trzymać, nie zawsze jednak to wychodzi.
Nessa:
Długoucha wyłapywała tylko niektóre słowa z wymiany zdań pomiędzy orkiem, a wampirem. Do momentu, gdy nie miała pewności, nie chciała zabierać głosu. Do tej pory nikt nie zauważył, by tych zniszczeń dokonały dwie istoty, więc podobnie jak hrabia zaczęła przyglądać się śladom na ziemi i powyżej. Zadzierała głowę dość wysoko, bo, chociaż sama nigdy behemota nie spotkała, to słyszała, że to wyjątkowo wielkie bestie. Nie pamiętała dokładnych zapisów, ale podejrzewała, że i gałęzie wysoko w koronach niektórych drzew mogły być połamane. Podbiegła kilka metrów w jedną, kilka metrów w drugą stronę, gdzie rzekomo prowadził trop, szukając jakiegoś punktu zaczepienia.
Była elfem, więc nie sprawiało jej problemu unikanie zacierania śladów. Sprawiała przy tym wrażenie dość podekscytowanej. O ile podczas pobytu w Progach była dość wycofana, tak teraz wydawało się, że chciałaby być w dziesięciu miejscach na raz. Czuła się zdecydowanie pewniej, choć wiedziała, że przecież nie spotkają behemota stojącego pomiędzy dwoma drzewami. A szkoda. Przynajmniej zobaczyłby skaczącą z miejsca na miejsce długouchą, która w całej swojej nadpobudliwości, była cichsza i spokojniejsza niż ktokolwiek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej