Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Rikka Malkain:
Wszystko wskazywało na to, że behemot kilkakrotnie przechadzał się obiema ścieżkami w różne strony. Zupełnie jakby, zamiast stworzyć sobie nowy szlak, badał okolicę korzystając głównie z tych dwóch raz wydeptanych ścieżek. Bestia zachowywała się zatem dosyć nietypowo, nie dało się tego ukryć.
Gunses:
- Ze śladów wynika - podjął Gunses wstając po ponownym pogrążeniu się w zadumie nad topem - że behemot chodzi tymi ścieżkami raz w jedną, raz w drugą stronę. Ciężko ocenić, w którą poszedł tym razem, po trop nachodzi na wcześniejsze. Musimy sprawdzić te tropy. Chcecie się rozdzielić czy zbadać najpierw jedną, a potem drugą ścieżkę?
Kenshin:
Po wysłuchaniu wampira, ork stwierdził, że miał racje, by iść drugą ścieżką dla pewności! Dlatego zaproponował. - Rozdzielamy się ja idę drugą ścieżką, a wy decydujcie, ale radzę, żebyśmy ruszyli jednocześnie, byśmy się w jednym punkcie spotkali i przyszpilili behemota. Zatem decydujcie czy ktoś idzie z zemną. W głosie Kenshina dało się wyczuć nutkę pewności siebie, która może okazać się zgubna, ale skończył swój wywód, oczekując odpowiedzi od wampira i elfki.
Nessa:
- Znacie ten teren? - bardziej stwierdziła niż zapytała tak po prawdzie, zwracając się do wojowników wyznaczonych im do pomocy. - Wiecie, co możemy spotkać, idąc w jedną lub drugą stronę? - długoucha wciąż szukała jakiejś drobnej pomocy, wskazówki, które mogłyby pomóc jej zrozumieć zachowanie bestii. Nie widziała nigdy behemota poza księgami, które kiedyś przeglądała. Już na rysunkach wydawał się ogromny, ale Nessa, wiedziała, że ich autorzy często ubarwiali rzeczywistość. Jedno jednak zgadzało się we wszystkich pismach - zwierzę było ogromne i potrafiło być wściekle szybkie. Wiedziała, że las utrudniałby mu szarżę, ale gdyby się rozdzielili i jedna grupa się na niego natknęła, to w pogoni jakaś osoba zostałaby sama, mając przerośniętego byka za sobą. Tinuviel bardzo nie chciałaby być tą osobą.
- Nie wiadomo, czy spotkamy się w jednym punkcie, Kensh - zwróciła się do orka. - Część z nas równie dobrze może spotkać naszego cukiereczka po drodze lub znaleźć kolejne takie rozwidlenie albo jakąś jaskinię lub co gorsza sieć jaskiń. - Nessa jednak nie była całkowicie głupia. Wiedziała, że będą musieli się rozdzielić. Wciąż jednak zastanawiało ją zachowanie bestii. Po co tworzyłaby sobie takie trasy? Z jednej strony było jego legowisko, a z drugiej woda? Długoucha nie miała pojęcia.
ÂŻałowała jednak, że słońce ani trochę nie spieszyło się do tego, by zniknąć z nieboskłonu. Podczas poszukiwań i walki z tak ogromnym przeciwnikiem dobrze byłoby mieć w pełni sprawnego Gunsesa obok. Liczyła jednak, że doświadczenie orka i wampira okażą się nieocenione.
Gunses:
- Dokładnie. To właśnie miałem na myśli, mówić o połówkach behemotów. Na ogół rozwidlenia prowadzą w dwie RĂÂŻNE - zaakcentował - strony. Wątpię, by behemot łaził w kółko. To nie elfickie 'rondee'. I nie wiem Orku, co masz na myśli, przez 'drugą' ścieżkę. Mówisz o tej po prawo czy po lewo. - starał się być spokojny. Bardzo się starał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej