Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (27/101) > >>

Rikka Malkain:
Gdy do drużyny na zewnątrz dołączyła elfka Nessa wraz z magiem Rakbarem, orszak powiększony o kilkunastu wyśmienitych łuczników ruszył naprzód. Dość szybko dotarli pod północną bramę muru otaczającego osadę i przejechali, bądź przemaszerowali, pod nią. Nawet gdyby fortyfikacji nie było, granica oddzielająca ludzką wieś od puszczy byłaby aż nadto widoczna. To była dzika kraina. Niemal dwa kroki od ostatnich zabudować zaczynał się gęsty las. Teren, na którym rządził ten kto miał szybsze nogi, silniejsze ramiona i czulsze zmysły.

Gunses:
- Revar, kraina lasów i gór - rzekł jeden z nordyckich łowców
- Tak ją zapamiętałem - opowiedział mu Gunses rozsiadając się wygodniej w siodle

Rikka Malkain:
Nie minęły nawet dwie godziny od kiedy wszyscy opuścili Progi, a mimo tego już musieli się zatrzymać. Przyczyny tego postoju były chyba jasne dla każdego. W razie jednak gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości, Targon zszedł z wąskiej drogi, na której się znajdowali, i wskazał na pobocze. Twarz miał zmartwioną. Połamane drzewa, zadeptane krzewy i odciski ogromnych kopyt zostawione na ziemi z pewnością nie rokowały zbyt dobrze.
-To tutaj. Wczoraj ślady były jeszcze ciepłe, więc podejrzewam że idąc po nich szybko odnajdziecie bestie. Behemot musiał spędzić noc gdzieś w tej okolicy. No, chyba że zawrócił w góry, ale na to bym nie liczył.
ÂŁowca spojrzał na was, po czym poprawił łuk spoczywający na plecach.
-Na mnie już pora.

Chociaż wielki potwór wydeptał w lesie ładną ścieżkę, nie sposób było podążać za nim wozami. Trzeba było udać się na łowy pieszo, lub konno.

Gunses:
- Musimy się rozdzielić - powiedział Gunses do kompanii zawracając konia na drodze, aby móc spojrzeć na kolumnę
- Rikka rzecz jasna zostaje. Progan, Albert, zostaniecie. Kto będzie chciał iść z reszty, zapraszam... - powiedział, chociaż wczoraj w nocy bawiąc się srebrną grzywną odbijającą światło świec zrodziła mu się myśl, którą chciał teraz wykorzystać.
Nie był pewien czy koń poradzi sobie w na wydeptanej przez bestię ścieżce. Behemot mógł przekroczyć wykrot, którego nie pokonają konie. Zsiadł więc z siodła przerzucając nogę nad końskim łbem, zeskoczył. Poprawił ułożenie wieszczego miecza i skinął na Targona
- Dzięki za wszystko. Kiedy wrócimy... Ten kraj znów będzie wolny. Bywaj - po czym wraz z łowcami i ochotnikami z kompanii zaczął podążać po śladach.

Kenshin:
Ork wygodnie sobie jechał na furgonie i nic mu nie przeszkadzało, bo nawet demon będący w nim milczał, był zaciekawiony następnymi sytuacjami, które być może będą miały zły obrót wydarzeń. Jednak na razie było spokojniutko i marsz łowców był dość ciekawy, bo lud ten był silny i nieustępliwy, co budziło podziw orka, lecz gdyby było inaczej to dawno, by polegli zjedzeni przez wampiry. W sumie dobrze, że mają wsparcie, bo ta misja wciąż dla orka była karkołomna i niemal nie do wykonania, ale najpierw behemot! Wóz się zatrzymał, szarpiąc lekko orka i już wiedział, że będzie zaraz gorąco w tej zimnej krainie. Kenshin rozejrzał się wokół i, już wiedział, że tutaj jest pierwszy przystanek, a świadczyły to połamane drzewa, uszkodzone krzewy oraz ogromne ślady. Alfa oczywiście nie będzie siedział bezczynnie, bo do kolekcji będzie miał kolejną potężna bestie na koncie, a może nawet jakieś trofea na pamiątkę! - Idę. Oznajmił wampirowi i reszcie towarzystwa, która nie ruszała się z miejsc. - Gunses, którędy idziesz? I niech Ventepi ma nas w opiece. Zapytał na razie jedynego towarzysza do polowania, bo idąc takimi śladami każdy jeden, by trafił na taką bestyję.   

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej