Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Rikka Malkain:
Nie odpowiedziała od razu. Rudowłosa urodziła się jako wolny wampir, w świecie, w którym przedstawicieli jej rasy nie obowiązywały żadne zasady. Nikt też nie oczekiwał od nich, że będą jakiegoś prawa przestrzegać. Ludzie, elfowie, krasnoludy... Oni zawsze traktowali krwiopijców jak bestie, albo przestępców. Nigdy nie oczekiwali nawet, że ci dopasują się do ich świata. Dlatego tego nie zrobili. Od kilkudziesięciu lat wampiry żyły gdzieś z boku, na marginesie. Ten stan nie mógł trwać wiecznie i właśnie w tej chwili Rikka to zrozumiała. Ten cały Dekret Uwolnienia okazał się być dla dzieci nocy prawdziwą katastrofą. Kataklizmem, po którym nie łatwo będzie im się podnieść. Bez Sabatu nie było dla nich miejsca na świecie. Wszyscy się gdzieś zagubili. Jedni rozpierzchli się po wyspie i korzystając z braku bicza na głową zaczęli zabijać i oddawać się swym żądzom bez żadnego umiaru. Drugi spróbowali dostosować się do świata ludzi. Ci, którym się nie udało, spłonęli. Ci zaś, którym się powiodło, zapomnieli już o tym kim są i stracili swoją szlachetność. W pewien sposób Rikka czuła, że obie grupy przynoszą jej hańbę. Gunses miał rację. Pora by ktoś wreszcie zaprowadził porządek. Z opowieści ojca wampirzyca wiedziała o czasach, w których nieśmiertelni mieli swój kodeks, swoje miejsce, i nie musieli ukrywać tego kim są przed byle prostakami. Pora do tego wrócić. Chaos panował przez kilka dekad, ale czymże są te lata? Ledwie ułamkiem ich historii.
-Jestem z Tobą.
Gunses mówił o prawie. Ona jednak wierzyła tylko w prawo silniejszego. Tym właśnie należy się posłużyć, jeśli chce się zaprowadzić ład. Stanowisko w Radzie? Dobrze. Wykorzysta je, by raz na zawsze usunąć tych, przez których za młodu musiała wstydzić się być dzieckiem nocy. Teraz nie spocznie, póki ostatni renegat nie dostanie się pod władzę Sabatu. Rikka wybrała już swoją stronę barykady.
Gunses:
Skinął ledwo zauważalnie głową. Tyle wystarczyło. Resztę czasu, aż do nastania światu spędzili w milczeniu. Na rozmowy przyjdzie jeszcze czas.
Wampir spędził czas siedząc na stole, który podepchnął pod ścianę. Z jedną nogą leżącą i zwisającą od kolana w dół ze stołu, na drugiej, podgiętej opierał prawą rękę. W palcach wampirzej dłoni obracał jedną srebrną grzywnę, w której co chwilę odbijały się światła nielicznych świec. Zbliżał się czas zapłaty. Zapłaty srebrem i światłem. Gunses mógł okazać łaskę, jednak łaska nie leżała w naturze dzikich i renegatów. Mógł okazać łaskę, ale wolał wbić ich na pal i wystawić na słońce. Zapłacić krwią i krzykiem. Do Cadacusa docierało to, co w ubiegłych latach nie udało się zagłuszyć światu, jego konfratrom, temu co działo się wokół Nieśmiertelnego. Prastara rasa potężnych, nieśmiertelnych istot... Wspomniał pierwsze słowa obwieszczenia, które sam wraz z pierwszą Wielką Radą ogłosił w stolicy Valfden. Dlatego ruszył na północ. By przywrócić należyty szacunek i respekt swojej Rasie. By w umyśle i niebijących sercach swych braci i sióstr zatętniła moc dumy płynąca z ich krwi. Z jego krwi.
Rikka Malkain:
Wszystko zostało już zatem postanowione. Po raz pierwszy od kiedy przyszła na świat, Rikka miała przed sobą jakiś cel. Do tej pory dbała tylko i wyłącznie o siebie. We wczesnych latach musiała walczyć o przetrwanie. Później zaś, kiedy uwierzyła już we własne siły, interesowała się jedynie szlifowaniem swoich zdolności i pomnażaniem majątku. Jej osoba zawsze stała na pierwszym miejscu. To nie powinno ulec zmianie, jednak właśnie pojawiło się coś więcej. Poza białą skórą, jeszcze bielszymi kośćmi i odrobiną mocnych mięśni na jej ciało składało się coś jeszcze. Krew. Dawniej myślała, że należy tylko do niej. Myliła się. To było dziedzictwo jej rasy. Jeśli ktoś hańbił jej krew, hańbił bezpośrednio ją. Podświadomie wampirzyca czuła to nie od dzisiaj, jednak dopiero tej nocy w pełni to sobie uświadomiła. Rudowłosa odsunęła krzesło do tyłu, położyła nogi na stole i odchyliła głowę do tyłu. Zamknęła oczy, ale nie zapadła w sen. Myślała o tym co czeka ją w nadchodzących dniach, i jak bardzo zmieni to jej osobę. Zanim pierwsze promienie słońca wśliznęły się do pomieszczenia, Rikki już w nim nie było. Zajęła swoje miejsce w wozie gotowa do dalszej podróży.
Pozostali zaczęli już schodzić na dół.
Gunses:
Gunses widząc ruch odbił się od ściany, o którą opierał się plecami. Ruszył w kierunku lady
- Powitać, karczmarzu. Ile się należy zapłaty za wczorajszą wieczerze i podjęcie nas pokojami?
Progan:
Progan obudziwszy się wstał i założył swoje ubrania. Wygładził koszulę, wpuścił ją w spodnie. Zapiał klamry pasa i butów. Przerzucił przez głowę pas skórzanej torby. Poprawił łóżko na którym spał. Podjął swój pasterski kij i zeszedł na dół witając się po drodze z tymi, których napotkał. Zatrzymał się na chwilę przy kapliczce Ventepi, postał kilka chwil wpatrując się w posążek, pomodlił się w myślach. Odwrócił się uśmiechnięty do życia i wyszedł przygotować konie do jazdy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej