Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Gunses:
Wzrok wampira przeszywał niczym zimne sztylety, jednak dla niej, dla Rikki takie wzrok był czymś naturalnym. Rikka nosiła w sobie skalaną, przeklętą krew. Krew, która prędzej czy później upomni się o nią.
- Uwolnienie Ostoi to coś osobistego. - zaczął - I nie narażę nikogo z was, ale jeżeli ktoś zechce mi towarzyszyć, przyjmę jego ofiarę. Powiedziałem, że to osobiste. Mówiłem, że to symbol. Dla tych ludzi i dla Nas. Dla Nas Rikka. Nad Ostoją góruje Fort Numenoru. Dom naszej krwi. Fort jest zamknięty, ale nie opuszczony. Tylko cena zapłacona krwią pozwoli nam do niego wejść. - wstał od stołu, odszedł kawałek od stołu, stanął wyprostowany z dłońmi trzymanymi za plecami
- W Forcie Numenoru powołam do istnienia Sabat Wampirów na Valfden. Dość rozwiązłości praw! - syknął przez zaciśnięte zęby - Mam dość patrzenia na tułactwo naszej krwi.
Vulmer:
Na odchodnym Vulmer usłyszał ostatnie zdanie wypowiedziane przez hrabiego. Najwyższy czas. Pomyślał i udał się spać. Noc minęła mu spokojnie, wstał zaraz po elfce.
Kenshin:
Ork też miał dość na dzisiejszy dzień. Przemarsz przez puszcze, było wyczerpujące, ale dzięki temu znał każde przejście i w każdej chwili będzie miał, gdzie uciec, bo się w nim nie zgubi do tego niemal zawsze kogoś ze sobą zabierał do konkordatu, nie były to zwykłe przechadzki. Kenshin, więc się pożegnał z wampirami. - Bywajcie. Dzieci nocy. Następnie udał się za elfką na górne piętro, gdzie były ich pokojne. Alfa mając na sobie mokre ubrania nie wyglądał zbyt przekonująco, ale i bez tego sobie poradził, bo na miejscu stała miska z wodą, więc najpierw się cały obmył z tej tułaczki, by sobie przeprać ubranie, które powiesił w suchym pomieszczeniu. Cieszył się, że sobie dojadł porcję Nessy, która życzliwie się podzieliła jedzeniem! W każdym razie po zakończeniu wszystkich czynności, położył się spać czekając na świt, gdzie przyjdzie mu się zmierzyć z wampirami i behemotem, a miał być taki spokojny spacer.
Rikka Malkain:
Rikka zastanowiła się chwilę nad tym co właśnie usłyszała.
-Zatem koniec tych zdziczałych potworów będzie również końcem nieśmiertelnych kryjących się po miejskich kanałach, końcem prześladowań wampirów do dzisiaj nie mogących odnaleźć się wśród ludzi, i końcem szaleńców z przesadzonymi ambicjami przemieniających kogo popadnie, byleby tylko zyskać jakąś namiastkę władzy... Wielu jednak pomyśli o tym jak o końcu wolności. Znam obecną sytuację. Dużo znajdzie się takich, którzy za nic nie uznają nowego Sabatu.
Wampirzyca oparła łokcie o blat stołu i położyła podbródek na splecionych dłoniach.
-Nie wspominając już o niewampirach, którym nie w smak będzie nasze zjednoczenie. Jeśli to się ma udać, będziemy musieli przelać dużo krwi. My. To właśnie proponujesz?
Gunses:
- Sabat nigdy nie został rozwiązany. Dekret Uwolnienia jedynie dał Dzieciom Nocy możliwość wyboru. Prawo jest po naszej stronie. Prawo tak samo stare, jak dziedzictwo naszej krwi. - powiedział po chwili pauzy - Napójmy ziemie krwią renegatów, spłaćmy dług śmierci. Zapłaćmy cenę z naszej świętej, przeklętej krwi. Jesteś córką Garika, mego Syna Krwi. Chcę, żebyś zasiadła wraz ze mną w Wielkiej Radzie - odwrócił się i spojrzał w oczy wampirzycy z góry. To, co powie, będzie oznaczało jednoznaczną deklarację. Opowiedzenie się po jednej ze stron. Cadacus wiedział, że istniała tylko jedna właściwa.
- Przyjmujesz stanowisko, Rikko Malkain?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej