Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (21/101) > >>

Nessa:
Ciężko określić, ile sentymentu było w Nessie. Jej niechęć do całkowitego zrównania z ziemią Ostoi miała inne źródło - elfka dobrze pamiętała, jak wyglądało to miejsce za czasów swojej świetności i jako potencjał w nim drzemał. Pamiętała tłumy myśliwych tam mieszkających jeszcze za czasów Trójprzymierza. Zwierzyny zdawało się nie ubywać, a handel kwitł. To, co działo się później, wiedzą wszyscy, jednak to właśnie Ostoja mogła w dużej mierze w przyszłości przyczynić się do odbudowy Północy. O ile oczywiście im się powiedzie. ÂŻałowała jedynie, że nie potrafi zakładać pułapek. Może chociaż jej znajomość tamtej osady się przyda, choć pewnie nie przypomina już miejsca, jakie opuszczała lata temu.
- Skoro para wampirów twierdzi, że nas nie wykryją - popatrzyła najpierw na hrabiego, a potem na Rikkę. Nie potrafiła przecież ocenić tego, jak działają wampirze zmysły, a Nieśmiertelni musieli się w swojej oceni liczyć z tym, że bez nich sobie nie poradzą, więc chyba lepiej, by ten plan zadziałał. - to chyba możemy wam uwierzyć, chociaż ta krew... - uśmiechnęła się lekko. W końcu kto jak kto, ale Nessa nie powinna mieć obiekcji. Oprawiając zwierzynę wielokrotnie była brudna bardziej niż miałaby na to ochotę. - Będzie makabrycznie.

Progan:
Progan do tego feralnego wieczora starał się nie myśleć o tym, co czeka ich w Ostoi. Starał się uciekać od myśli o tym, co może ich czekać. Rozmowa, którą podjęto przy stole, przywołała wszystkie te myśli. Progan przysiągłby, że słyszy dźwięk bojowego rogu, że słyszy wrzask, krzyk, ryk... że czuje żar pożaru na twarzy i strumienie krwi lejące się na głowę, spływające po karku i twarzy na ramiona i plecy. A potem jego myśli przegnała pieść północnego ludu i ich wcześniejsze okrzyki. Za Numeron... Za Ostoję... Revar. Plan pozostawienia po Ostoi spalonej ziemi był w miarę prostym i chyba najskuteczniejszym rozwiązaniem. Jeżeli idzie o eksterminację dzikich wampirów. Czy jednak o to chodziło?
- Nigdy tam nie byłem - rzekł cicho, gdy Nessa przestała mówić. Spojrzał na nią. Jej obecność dodawała mu otuchy. Była jedną z tych osób, które były prawe. Traktował elfkę jak własną córkę. Odchrząknął, spojrzał po pozostałych
- W Ostoi... Nigdy tam nie byłem. Wiem jednak, że kraj czeka na wolną północ. Mówiło się o tym dużo. Zniszczona, starta na popiół i proch Ostoja, to nie tego, czego oczekuje kraj. Czego oczekują ludzie, my. Tutaj... Tutaj dla wielu z nich Ostoja to nadal odebrane im serce ich Północy. Najeźdźcę należy pobić, ale nie niszczmy tego, za co oni umierają od tylu lat.

Gunses:
- A co z behemotem? Jeżeli od razu ruszymy na północ, ściągniemy na siebie wzrok innych bestii, a przez to odciążymy lekko Progi.

Rikka Malkain:
-Nie jestem pewna, czy mam ochotę ściągać na siebie dodatkowe kłopoty. Kiepsko byłoby, gdyby jakieś wielkie bydle spadło na nas w trakcie podróży. Mogłoby uszkodzić któryś z wozów i opóźnić całą wyprawę. Niestety, chyba nie możemy zostać tutaj zbyt długo, więc tak czy owak pomożemy tym ludziom.

Vulmer:
- Zapewne tego pożałuje ale... no jednat wypadałoby zająć się tym behemotem. Ale ja jestem chyba na to za słaby. Powiedział prawdę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej