Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (20/101) > >>

Nessa:
- A tak wracając do kwestii poruszonej przez hrabiego - delikatnie skinęła na maga. - Jakie są plany odnośnie Ostoi i walki tam? Może rzeczywiście... - zająknęła się, bo w końcu mówiła o miejscu, w którym żyła przez kilka lat. Kwestii Fortu zupełnie nie poruszała. On w końcu nie był aż tak... drewniany i jakakolwiek walka w jego obrębie wydawała się Tinuviel o niebo trudniejsza. - Może rzeczywiście łatwiej będzie ją zniszczyć?

Rakbar Nasard:
- Nie wiem jak wielkie jest to miejsce. Moje ataki będą jednak masowo zabijać wampiry. Problem jest taki, że jeśli chcecie pozbyć się ich wszystkich, musielibyście okrążyć Ostoję i wyłapywać uciekinierów, kiedy ja będę prowadził ostrzał. Będziemy rozproszeni, co może stanowić zagrożenie. - przerwał na moment. - Swoimi atakami zrównam wszystko z ziemią, nie pozostanie tam nic, do czego można by wrócić. Decyzja musi być podjęta przez Was. - odpowiedział do elfki. Mag po chwili skierował się do pokoi, w których rozprostowałby kości i odpoczął przed dniem następnym.

// Nie ma mnie przez tydzień (do piątku). Moja postać będzie podążać z wami.

Gunses:
Wojownicy przybyli z Targonem przysiedli się do spotkanych w karczmie swoich kamratów. Teraz wznosili toasty w imię zapewne kogoś, kto niedawno poległ. Piwo wylewało się ze zderzanych ze sobą kufli. A animusz przepełniał coraz mocniej nordyckich mężczyzn. Gunses wrócił wzrokiem do swojej kompanii. Do planu jaki podsunął mu Rakbar.
- Miałem zupełnie inny plan. Nie chcę zniszczyć Ostoi, jeżeli jest inny sposób, aby zabić dzikich.  Za dnia jesteśmy całkowicie bezpieczni. Wejdziemy do osady za dnia i wraz z przydzielonymi nam ludzi z Progów rozstawimy po całej osadzie pułapki. Sidła pomiędzy domami, wnyki, pętle. Wszystko to co uda nam się zasadzić na nich musi być opatrzone chociaż minimalną ilością srebra. Pułapkami zajmą się Ci, którzy na tym się znają. Pozostałych poproszę o rozprowadzenie po Ostoi ludzkiej krwi. Wykorzystam głód krwi dzikich, którzy się nie pożywiali prawie od miesiąca. Zapach kilkudziesięciu litrów młodej ludzkiej krwi zupełnie ich zdezorientuje. Wiem jak to działa. Ci z nas zaś, którzy pozostaną zmoczą swoje ubranie w krwi wampirów, którą mam na wozie... - szmer od stołu wojowników przerwał wypowiedź. Pojawiło się kilka toastów
- Revaaaar...!
- Północ!
- Za Numerooon!
- Za Ostooojeeee! - darli się do siebie nordyccy mężczyźni zbijając się ponownie kuflami. Ktoś złapał za lutnię. Od stołu obsadzonego prawie dziesiątką chłopa rozległo się ciche buczenie, przeradzało się w melodię revarskiej pieśni.

- Kiedy w powietrzu unosić się będzie zapach krwi ludzi - podjął ponownie Cadacus - Dzicy zupełnie zignorują zapach krwi swych pobratymców. To zapewni nam swoistą niewidzialność przez dwie, trzy godziny. W tym czasie liczę na obfite łowy. Złapanych nieumarłych należy wystrzelać, spalić, odciąć im łby. Klasycznie. To się uda. Chociaż brzmi dość ryzykownie. - popatrzył na zmieszane i przejęte twarze towarzyszy. Strach ma wielkie oczy, a dzikie wampiry trzeba pobić ich własną bronią. Zapolować na nie. Pomruk nabierał na sile. Słychać było już melodię... Znaną każdemu melodię o wilczej zamieci... Gunses podniósł puchar z krwią, której przyniósł im w końcu karczmarz. Popił. Odwrócił się na ławce do wojowników północy, oparł się plecami o stół. Zasłuchał się w melodię, w głos, w moc revarskiej pieśni.

Na zew swoich ziem odpowiedz gromem,
Podnieś swój miecz i przejdź Chrzest Północy!
Utocz krwi wrogom, nakarm nią ziemię,
By zachłannej śmierci spłacić cały swój dług.

W naszej krwi płynie zew Północy,
Twardzi jak góry, zimni jak śnieg!
Wrogów krew zalśni blaskiem pośród nocy,
Miła to cena – powiedziała ÂŚmierć.

Nasz dom górskie surowe Revar,
Kuźnia lwich serc i szlachetnego męstwa.
Aegon, Nimrod – naszym dziedzictwem.
ÂŻyciem zasłużym by być pośród przodków swych!

Podnieś miecz! Napnij łuk do granic!
Lepszy koniec w walce niż w łożu kres dni!
Kto jest praw, niestraszno mu w bitwie polec,
Bo jaśminu kwiatem zwykła pachnieć śmierć!

Na szlak moich grań poprowadź kroki,
By ze szczytu gór móc spojrzeć wprost w Me oczy.
- Jam jest Ci Ojcem, a Ziemia Matką,
Revar trwać będzie choćby przyszedł czasu kres!

Numeron to revarskie serce,
A pośród niego wampirzy fort!
Każdy z nas zna Północy prawo święte,
Położym życie na ofiarny stos!



Gunses był gotowy.

Kenshin:
Nikomu jakoś nie kwapiło, się pójście spać i właściwie dobrze, że ork został jeszcze pośród towarzyszy, bo dopiero teraz demon i on poznali ten karkołomny plan! Kenshin widział to jak Rakbar nasyła na budynki strumienie ognia, które oczyszczają to miejsce ze swej mrocznej przeszłości, bo po co mięli, by wracać do Ostoi? Z głupiego sentymentu hrabiego i Nessy? Konkordat dał młodej elfce schronienie, ale widać wspomnienia są widocznie mocniejsze, tylko dlaczego narażać tyle osób? Jednym słowem będzie masakra wampirów albo oddziału ze świętą misją odbicia reliktu przeszłości, do której lepiej nie wracać. Demon też to wyczuwał, że to jest bez sensu. Plan nawet rozbawił Yndala, bo wysmarowanie się krwią było głupie albo te podupadłe wampiry były serio na niskim stadium rozwoju inteligencji. - Sądzicie, że to się uda? Bo ja mam lekkie obiekcje, bo walka z behemotem będzie łatwiejsza niż liczyć na brak inteligencji zdziczałych wampirów, ale mimo tego postaram się pomóc, ale na poważnie lepiej byłoby zbombardować wszystko i oczyścić doszczętnie. Wyraził swoją opinię na ten temat, po wcześniejszych przemyśleniach, demon był takiego samego zdania. Teraz wsłuchał się w balladę barda, która ładnie opisywała sytuacje jaką mięli ludzie gór. Kenshin znał ten lud i zawarł wiele przyjaźni jako przyszły druid będzie mógł się z nimi lepiej dogadywać a oni zaczną go bardziej szanować. W każdym razie jeszcze nie szedł spać, albowiem on jak i jego wewnętrzny towarzysz chciał wiedzieć jak reszta członków karkołomnej wyprawy wyrazi swoją opinię.       

Rikka Malkain:
W przypadku Rikki, puchar pełen krwi potrafił zapewnić więcej energii, niż cała noc spędzona w pierzach. Dlatego, rzecz jasna, została przy stole. Wampirzyca chciała coś powiedzieć, ale zamilkła nagle w pół słowa słysząc północną pieśń. Czegoś takiego nie można było przerywać. Ballada odkryła w zabójczyni pokłady wrażliwości, których rudowłosa nigdy nie spodziewała się w sobie odnaleźć. Gdy nord o surowym obliczu przestał grać, wokół na dłuższą chwilę zapanowała cisza. Rikka zaś, wróciła rozmyślaniami do planów ich walki z dzikimi krwiopijcami. Z bestiami, które nie miały prawa by nazywać się nieśmiertelnymi. Jak dotąd, przedstawione zostały dwa kompletnie inne scenariusze. Mag proponował najzwyczajniej w świecie zrównać wszystko z ziemią. Rudowłosej ta opcja niezbyt przypadła do gustu. Po pierwsze, z natury wolała bardziej dyskretne rozwiązania. Po drugie, nigdy nie ufała magii zanadto. Wreszcie, po trzecie, bała się Fort Numenoru. Chciała zobaczyć to miejsce na własne oczy i, co ważniejsze, wejść do środka starożytnej twierdzy. Deszcz meteorów natomiast mógłby jakoś naruszyć potężną warownię. Rikka nie zamierzała w ten sposób zaryzykować. Poza tym, teraz kiedy już Gunses wyjaśnił co i jak, jego wizja nabrała nieco więcej sensu. Przez pewien czas dzicy nie powinni atakować kompani z powodu zapachu. Kto jak kto, ale oba wampiry dobrze to rozumiały. To zaś spowoduje, że potwory będą łatwym celem. ÂŹrenice Rikki zwęziły się groźnie, gdy ujrzała w głowie ten obraz. Widziała siebie w roli łowcy, jak stoi pośród skrzydlatych trupów z ostrzem ociekającym ciemną krwią. Widziała siebie bezlitośnie ścigającą potwory zachowujące się przy niej jak ogłupiałe zwierzęta. Nie trzeba chyba dodawać, że obraz ten skusił wampirzycę do wyrażenia swojej aprobaty dla planu starszego.
-Zgadzam się. Z Gunsesem.
Popatrzyła po pozostałych i pociągnęła spory łyk ze swojego pucharu. Smaki posoki kilku gatunków stworzeń zmieszały się w jej ustach i podziałały na organizm bardzo orzeźwiająco. Krew pomogła jej poukładać myśli i teraz widziała wszystko jeszcze wyraźniej. Tak, uda się.
-Bombardowanie spowoduje zbyt wiele zniszczeń. Nie musimy też zabijać każdego potwora. Wystarczy wykończyć większość i zniszczyć ich leża. Odebrać bezpieczne schronienie. Te pozostałe rozpierzchną się wtedy po hrabstwie i nie będą już stanowić takiego wielkiego problemu dla ludności. Z czasem zaś, wybije się je zupełnie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej