Już? Dobrze, im szybciej tym lepiej. Głupio by było, gdyby gdzieś po drodze Rikkę zaskoczył wschód słońca. Musiałaby się wtedy schować w jakiejś szopie i przeczekać cały dzień, a takie opóźnienie mocno popsułoby całe przedsięwzięcie. Wyglądało jednak na to, że dobrze oceniła swoje możliwości i szybkość, dzięki czemu zostało jej jeszcze dość czasu by wykonać zadanie tej nocy. Dziękując Rasherowi za swoje skrzydła i opływowy kształt, wampirzyca spokojnie przeleciała nad bramą kompletnie ignorując parkę łowców. Mały ciemny stwór był zbyt wysoko by któryś ze strażników miał szansę dojrzeć go na tle nocnego nieba. Wampirzycy jednak nic nie mogło umknąć. Z początku zatoczyła nad osadą kilka kółek, licząc szybko najemników i oceniając, który budynek najlepiej nadawałby się na siedzibę dowódcy kultystów. Po chwila doszła jednak do wniosku, że to bez sensu i w pierwszej kolejności sprawdzi ten statek. Po co ten człowiek miałby spędzać noc gdzieś w rybackiej wiosce, skoro mógłby zostać na swojej kodze? Trzymając się tej myśli, nietoperzyca podleciała do statku od strony morza. Po upewnieniu się, że nikt jej nie zobaczy, wylądowała przylegając do burty w miejscu, w którym nie było żadnych okien i innych otworów. Szybko wróciła do humanoidalnej postaci i zaczęła ostrożnie wspinać na górę. Gdy czubek jej głowy znajdował się już na równi z deskami pokładu, wampirzyca podciągnęła się delikatnie by raz jeszcze sprawdzić czy ktoś tam jest.