Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian I
Ashog "Stalowa furia":
Ork natarł na przeciwnika z całą swoją mocą, wpadł na bandyte z pawężem w ręku. Siła uderzenia była tak welka że kultysta padł ogłuszony, ork pchnął go mieczem w serce. Czarne ostrze weszło jak gorący nóż w masło. Ashog wyszarpnął miecz, w samą porę gdyż musiał sparować cios kolejnego wyznawcy. Gdy tylko tani mosiężny mieczyk spotkał się z pamiątką po komandorze Melkiorze, pękł. Szeregowy wykorzystał to, ciął od lewej po gardle. Fontanna krwi obryzgała orka i ziemie.
5x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta
z czego jeden jest lekko ranny
Narrator:
Bandyci masakrowani przez Bękarty, Kruczyce i Kubusia poczęli uciekać w popłochu. Zginął jeden chłop a trzech zostało lekko rannych.
5x http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta - uciekają
z czego jeden jest lekko ranny, leży na ziemi
Mirzak aep Rothgar:
Mirzak podziwiał oddanie fanatyków, ginęli pięknie i szybko. Byli nawet na tyle inteligentni że wybrali taktyczny odwrót na z góry upatrzone pozycje. Czyli po prostu spierdolili. Krasnolud już nawet darował sobie strzelanie, honoru to nie przyniesie a i amunicji szkoda. Bełty tanie nie są.
Rikka Malkain:
Reakcją Rikki na widoczny odwrót pozostałych przy życiu bandytów było załadowanie kuszy. W przeciwieństwie do Mirzaka, nie chciała dać wszystkim tak łatwo uciec! Jej miotacz bełtów mógł posyłać zakończone żelaznymi grotami pociski nawet na odległość stu metrów. Jak można się było domyślić po jej postawie, wampirzyca miała zamiar wykorzystać tą właściwość broni. Wycelowała w plecy jednego z uciekających i zwaliła go z nóg celnym trafieniem między łopatki. Od razu po tym sięgnęła do swojego płaskiego kołczanu i wyciągnęła kolejny bełt, chociaż nie była pewna czy zdąży przygotować broń do oddania strzału zanim kultyści znikną jej z oczu. Naładowała kuszę, namierzyła jednego z ostatnich... ale nacisnąć spustu nie zdążyła. Mężczyzna rzucił się w bok ukrywając za jedną z chat. No nic.
-To by było na tyle.
Egbert:
Egbert stał pośród trupów, towarzyszy z oddziału, i walecznych mieszkańców Gandawy. Kończył właśnie wycierać sihil z krwi kawałkiem koszuli któregoś z kultystów. To było dobre starcie. Szybkie i brutalne. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie, ale wyszli z walki zwycięsko i bez większych strat. Mężczyzna popatrzył z góry po rolnikach. Jeden poległ, szkoda chłopiny. Reszta dzielnie trzymała się na nogach. Niektórzy jeszcze byli zdyszani i nie skojarzyli, że bitwa dobiegła końca. Inni wiwatowali, a jeszcze inni lizali rany. Ktoś zajął się zabitym. Najemnik podszedł do kaprala i oddał mu czystą już broń.
-Dziękuję. Dobrze się spisał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej