Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Na zachodzie bez zmian I
Rikka Malkain:
Teren był, jak to się mówi, czysty. By zatem dłużej nie wisieć tak na ścianie, wampirzyca bezszelestnie wśliznęła się na pokład statku przekładając swoje ciało przez drewnianą balustradę chroniącą nieostrożnych marynarzy przed wpadnięciem do morza. Wieżyczkę na dziobie rzecz jasna z miejsca zignorowała i skupiła się na tej drugiej, z której dochodziły jakieś dźwięki. Głosy należały chyba do mężczyzn, ale póki co ciężko powiedzieć ilu ich było. Zgięta w pół Rikka zakradła się pobliże drzwi do kajuty tak szybko jak tylko mogła bez robienia jakiegoś hałasu. Z jej słuchem nie powinna mieć najmniejszych problemów z poznaniem treści rozmowy. Chcąc nie chcąc, za moment ci ludzie podzielą się z nią swoimi tajemnicami. Rudowłosa uśmiechnęła się złośliwie i jeszcze bardziej wyostrzyła zmysły.
Narrator:
//Rikka
Osoby były trzy, w tym jakaś kobieta. Rozpoznałaś też głos kapłana z Gandawy.
- (...)Jesteś pewien? ÂŻe to on. Spytała kobieta.
- Tak, Torreno za dużo o nim wspomina. W końcu to Merith go obalił i prawie zabił, Liara daj mi 10 ÂŁowców...
- Nie! Moi ludzie są dobrzy, ale nie pośle ich na rzeź. Masz kultystów, a skoro są też tu podobno Bękarty to my się wycofujemy. Ojciec nie chciałby wojny z nimi, szczególnie że ma dług wobec jednego z nich. Jutro przypływa nasz statek. Bierzemy transport srebra i znikamy.
- Liara, nie możesz...
Może, ma to w kontrakcie. Nasza operacja się pierdoli, trzeba przyśpieszyć wykopaliska.
Rikka Malkain:
Wyglądało na to, że tamta dwójka zamierza zaraz wyjść na zewnątrz. Wtedy mag zostanie sam. Rikka nie zamierzała przeszkadzać jego znajomym w opuszczeniu kajuty, dlatego wycofała się cicho jednocześnie ściągając z pleców kuszę. Ot, tak na wszelki wypadek. Schowała się za sporych rozmiarów beczką stojącą nieopodal drzwi i załadowała broń. Czekała. Wolała nie ryzykować bezpośredniego ataku, mag mógłby po prostu teleportować się gdy ona będzie zajęta walką z tamtymi. Albo zwyczajnie ją usmażyć. Rikka skrzywiła się. Podobno jej ojca spotkało kiedyś coś podobnego, chociaż nigdy nie zadała sobie trudu by sprawdzić jak naprawdę wyglądał jego koniec. W każdym razie, za szczęśliwy to on nie był. Podpalenie i odcięcie głowy. Ha! Tamta historia nadawałaby się na fabułę kiepskiej bajki o złym wampirze i prawych rycerzach. Jeszcze chwila, a kapłan zostanie całkiem osamotniony. Wtedy rudowłosa podejdzie do niego niezauważona, obezwładni, i zrobi z nim co będzie chciała. Taki scenariusz podobał jej się dużo bardziej.
Narrator:
- Taa... Ale wiesz szefie że sie nie da? Bez drugiej połowy tabliczki.
- Wiem, dlatego Igor nie poprowadzi ataku na Gandawe. Wyślemy po prostu kultystów...
- A... ale...
Milcz larwo! Pomysł z kultem był dobry, ale zaczęliście przeginać. Jestem starym piratem, robiłem złe rzeczy ale nie przy dzieciach. Kurwa. Wyjdźcie, wiecie co robić.
Z kajuty wyszła ÂŁowczyni, nie miała hełmu, oraz mag. Ten od razu się teleportował. Kobieta zaś wyciągnęła z kieszeni papierosa i odpaliła go.
- Kurwa... dobra robota była.
Kazmir MacBrewmann:
- Szkoda że pod Amertodonem nikt meteorami nie ciskał... Dobra. Ide w kime, wam też radzę. Wstał od stołu i udał się do przygotowanej izby.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej