Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Tajemnicze wezwanie
Dragosani:
- Aha - odparł wampir, niezbyt zainteresowany odpowiedzią Adamusa. Posiedzieli, odpoczęli, zjedli i napili się. Wody, oczywiście. Chociaż kto wie, co tam popijał Adamus, alkoholik jeden. No i wyruszyli. Droga powrotna do Sanktuarium mijała im jakoś szybciej, mimo iż szli wolniej. Widocznie ich nastawienie wpływało na percepcję. Wędrowali, robiąc często krótkie postoje, coby ocaleni więźniowie mogli odpocząć. Wciąż byli bardzo osłabieni.
Adaś:
Droga powrotna o dziwo mijała szybko, co prawda płynne umilacze drogi się już skończyły. Ale zawsze można było sobie poprawić humor spoglądając tu i ówdzie. Zawsze to człowiek na chwilę się uśmiechnął pod nosem. Pewnie z boku wyglądało to dziwnie, że się tak sam do siebie uśmiecham. Ale się tym nie przejmowałem, to co o mnie postronni myślą z reguły mnie nie interesuje. Więc dla nich mogę być alkoholikiem, erosomanem i nawet wrzodem na dupie zdrowego organizmu Valfden.
Dragosani:
Dotarli do Sanktuarium po bliżej nieokreślonym czasie. Gdy weszli między drzewa Drago i Ilara stwierdzili, że driady już ich zauważyły i udały się powiadomić resztę. Adamus musiał im uwierzyć na słowo. W końcu dotarli nad brzeg jeziora. Czekał tam Balarus oraz pozostali mieszkańcu Sanktuarium.
- Wróciliście - stwierdził w ramach powitania centaur. Zauważył misę. Zmartwił się.
- Misa została splugawiona - wyjaśniła Ilara. - Musimy odprawić rytuał oczyszczenia. Zajmijcie się tymi ludźmi - powiedziała do driad i centaurów. - Byli przetrzymywani przez wampiry. Muszą odzyskać siły i wypocząć. Ja, Balarus i Fiodor udamy się na Oko, aby odprawić rytuał - zdecydowała. Spojrzała na Adamusa i Draga. - Możecie popłynąć tam z nami, jeżeli chcecie. Ale też możecie zostać i poczekać.
Adaś:
-Jeśli o mnie chodzi i Dragowi zbytnio się do stolicy nie śpieszy, to chętnie popatrzę.-Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, w końcu zawsze warto patrzeć na różne rytuały które się odprawia. Nieraz mogą się przydać same w sobie, albo choćby sama wiedza o nich. W końcu nigdy nie wiadomo gdzie los nas popcha i co się nam przyda.
Dragosani:
Więc popłynęli. Na dwóch łodziach. Na jednej Adamus, Drago i Ilara, na drugiej Balarus (bardzo niechętnie) i stary druid Fiodor. Wysiedli na brzeg na wyspie na środku jeziora. Tam przeszli znana już ścieżką do świętego drzewa w centrum wysepki. Napełnili obmytą wcześniej misę wodą z jeziora. Ilara ustawiła ją na jej miejscu, w postumencie utworzonym z wyrastających nad ziemię korzeni drzewa. Cała trójka członków leśnego ludu klęknęła w półkolu wokół misy. Ilara klęczała w środku, druid i centaur po jej bokach. Drago przykucnął z tyłu, coby tak nie stać. Ilara zaczęła cichą modlitwę. Był to raczej pozbawiony słów zaśpiew, niż klasyczna modlitwa. Przez sam głos driady i emocje, które weń wkładała Adaś i Drago mogli usłyszeć jego sens. Wyrażał bezgraniczna miłość driady do natury i do jej pani - Ventepi. Po chwili dołączyli pozostali - Balarus i Fiodor. Męskie głosy kontrastowały z melodyjnym śpiewem driady, jednak nie wprowadzały chaosu do ogólnej melodii. Ich głosy uzupełniały się w harmonii. Trwało to jakiś czas. Adamusowi zdawało się, że drzewa reaguje. Jego gałęzie zdawały się poruszać, jakby pochylać. Jakby chciało objąć misę i modlące się osoby. A może to był tylko wiatr? Może Ventepi przemawiała poprzez ten wiatr? Nagle coś spadło do wody w misie. Z wyższej gałęzi drzewa upadł żołądź. Spadł prosto do wody. Zaraz za nim upadł drugi. Dziwne to był żołędzie. Miały złotawą barwę. Modlitwa zakończyła się. Driada jeszcze milczała chwilę, klęcząc. Następnie wstała. Wyciągnęła z wody w misie żołędzie. Odwróciła się i podeszłą do Adamusa i Draga.
- Udało się - powiedziała. - Ventepi pobłogosławiła misę i przemówiła. To znak. - Pokazała im żołędzie. - Czuję, że Ventepi chce, abyście je wzięli - powiedziała po chwili. - Jako znak, że nam pomogliście. Jako znak, że jesteście przyjaciółmi leśnego ludu. - Podała im żołędzie. Jeden dla Adamusa jeden dla Draga.
Nazwa: ÂŻołądź z Sanktuarium Oka Ventepi
Opis: ÂŻołądź ze świętego drzewa znajdującego się w Sanktuarium Oka Ventepi. Jest symbolem przyjaźni osoby obdarowanej z leśnym ludem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej