Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kłopoty Panny Kariny
Mohamed Khaled:
Taak, bardzo dużo mówił. Za dużo. Mohamed szybko nabrał ochoty by po prostu stworka uciszyć. A najlepiej skrócić o głowę.
- Nie, nie, mów... - powiedział, żeby go nie urazić.
W głowie jednak miał już zamysł, że gdy wszystko się wyjaśni, skróci tego stwora o łeb i nasika na zwłoki. Wyjątkowo wkurwiająca istota.
Narrator:
- A - odparł Motomoto. - No to gdzie ja był! A! Jak krowa splackowała Staro! No i taki placek z niej był, co cienki jest. No taki o, widział pewnie czasem ty czarny w kuchni, czy coś. Chociaż nie wiem, czy czarny dużo je. No bo czarny... A mówio, że czarni mało jedzo, bo czarni to biedni i kradno tylko i nie jedzo bo nie majo za co, więc kradno tylko. A czarny kradnie? Ale nieważne! Stara też była ciakawa! Bop razu pewnego, przed tym jak ja krowa splackowała, to stara poszła se do ludzi. Bo miała taki kawałek kamienia, co Vodo mówił ze cenny, to Stara wzięła i zaniosła, coby jakiemus ludzowi to sprzedać i coby ludź dał za to jedzenie. No i poszła. Ludzia na drodze spotkała, takiego co ma wóz i na wozie dużo worków z ziemniokami. A że my lubim ziemnioki, bo z nich się robi placki ziemnioczone, które so dobre i zdrowe i lubimy je przez to, to Stara podchodzi. Ludź widzi Staro i "Aaaa!" krzyczy. Bo Stara to brzydka była jak te brzydale co mówio "Yyyy", tylko mniejsza. No i ludź myśla, że Stara chce go ubić. Ale Stara nie chciała, bo była cyliwyzowana, to chciała handel! No i mówi "Chce handel!" A człowiek "Aha". I i handel był. Stara dała mu kamyk, co to niby był jakiś robin, czy coś. Czerwony taki. I dostałą trzy worki ziemnioków. No i Stara zaciągnęła je do naszej chałupy I wszyscy mieliśmy co jeść. Ale słucha! Bo jak Stara wróciła, to Vodo wysłał do tego kupca kilku takich naszych. Oni szli za nim, szli i jak on zasno, to wzięli robin! Schowali go w naszej chałupie! Mam nadzieje, ze nikt go nie ukradł... - Stworek gadał cały czas. - O, tu skręci! - Wskazał nagle boczną dróżkę, która skręcała w las. - Tam bedzie dobra polana. Noc przeczekamy i jutro z rana będzie nasza chałupa!
Mohamed Khaled:
Skierował się na polanę, którą wskazał mu Motomoto. Miał nadzieje, że noc spędzi spokojnie, bez obaw o własne życie. Był już tak naprawdę trochę daleko od miasta, pałętały się tutaj niebezpieczne bestie. A on, choć już wyszkolony, dalej popełniał niejednokrotnie pomyłki. Tak jak wtedy, gdy stracił oko.
- Miejmy nadzieje
Narrator:
- Co? Ale jak nadzieję? Przecie nadzieja to nic, to tylko takie słowo. Jak moszna to mieć? Bo ja zawsze myślał, że mieć to można coś. Jakąś rzecz. Na przykład sznurek. Miałem kiedyś kawałek sznurka, ale mi się zgubił. A szkoda, bo lubił żem nosic na nim mój żółty pierścionek. Ale teraz nie mam sznurka, więc żółty pierścionek schowałem... - Motomoto cały czas gadał, gdy zatrzymali się na nocny postój.
// Rozpal ognisko, czy co tam chcesz, a ja zastanowię się czy nie rzucić ci jakiegoś randomowego zdarzenia w nocy.
Mohamed Khaled:
Mimo, że lubił mrok, nie chciał w nim spędzić całej nocy w lesie. Z drugiej jednak strony, niepotrzebne światło mogło przyciągnąć niebezpieczne bestie. Co on miał zrobić, by wszystko ułożyło się jak najlepiej tej nocy?
Po długich rozmysłach w końcu zadecydował, że jednak zaryzykuje ogień. Zdobył trochę chrustu i, staroświecką metodą kamienia o kamień, rozpalił ogień. Rozsiadł się wygodnie przed ogniskiem i czuwał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej