Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kłopoty Panny Kariny
Narrator:
Mohamed rozpalił ognisko. Ogień radośnie płonął, grzejąc maurena i Motomoto, który jakoś dziwnie się uciszył. No i tak siedzieli sobie w ciszy, którą przerywało jedynie burczenie w brzuchu Mohameda. Wszak nie jadł już od dłuższego czasu. Mogło to stanowić pewien problem. Chwilowo jednak miał inny problem. Usłyszał parsknięcie konia. Ktoś nadjeżdżał tą samą drogą, która nadszedł Mohamed. Konia było słychać coraz bliżej, lecz ciemność jeszcze skrywała jeźdźca.
Mohamed Khaled:
Sprawdził na szybko, czy jego osprzętowanie jeszcze nie zardzewiało. Ukryte ostrze wysunęło się zgrabnie z karwasza i zalśniło w blasku ogniska. Katana, leżąca w tej chwili koło Mohameda, była niemal na wyciągnięcie ręki. Jeden zgrabny ruch i była gotowa do odbicia ataku. Jeśli taki rzecz jasna nastąpi.
Kruk skupił się na kuszy. Wyciągnął z kołczanu bełt i naciągnął cięciwe, ostrożnie nakładając pocisk na odpowiednie miejsce. Jeśli przybysz będzie miał złe zamiary, ustrzeli go. Jeśli trafi oczywiście. Było ciemno jak jasna cholera...
Narrator:
Postać ukryta w ciemności wjechała na polanę. Zatrzymała się. Nie można było rozpoznać kim ona jest, ani chociaż jej rasy.
- Wstrzymaj swą kuszę - usłyszał głos. Kobiecy głos. I dziwnie... chrapliwy? Osoba zeszła z konia. - Nie mam złych zamiarów. Mogę podejść do ogniska? - zapytała. A Mohamed usłyszał szept Motomoto przy uchu.
- Może ma jedzenie! - Jakby zgadzając się z tymi słowami, brzuch maurena zaburczał.
// W ogóle mogę czasem coś twoim demonem gadać? Czy wolisz sam? :D
Mohamed Khaled:
//Możesz, nie mam nic przeciwko :D
Mimo, że postać, najprawdopodobniej kobieta nie zaatakowała i raczej nie miała złych zamiarów, nadal nie mógł jakoś do końca przekonać się, by odłożyć kuszę. W końcu jednak, gdy w brzuchu solidnie mu zaburczało, odłożył kusze na ramię i zwolnił palec ze spustu. Spojrzał na postać podejrzliwym wzrokiem i kiwnął głową.
- Możesz - odparł. - Kim jesteś i co o tak później porze robisz na trakcie?
Narrator:
Przybysz uwiązał konia na skraju światła rzucanego przez ognisko. Podszedł do ognia ściągając kaptur. Mohamed dostrzegł, że twarz kobiety jest ciemna... lecz nie był to kolor skóry. Była to sierść. Kocie oczy spojrzały na maurena. Kocie uszy zadrżały w chłodnym nocnym powietrzu. Koci nos powęszył. Przybysz był kunanką. Jej sierść była czarna, a oczy jasnozielone. Niosła jakiś worek.
- To samo mogłabym zapytać i ciebie - powiedziała, przysiadając. - Nazywają mnie Furia. Noc zastała mnie w drodze i nie bardzo miałam gdzie się zatrzymać. - Rozwiązała worek i wyciągnęła z niego kilka kawałków suszonego mięsa. Gestem zaproponowała poczęstunek maurenowi.
- Hahahahaha! - To zaś był demon tkwiący w umyśle Mohameda. - Kocia szmata! Walnij ją, gdy się nie spodziewa! Zawsze chciałem przerżnąć taką pod ogon! - szaleńczy głos znów się odezwał.
- A ciebie jak zwą? I co to za pokraczne stworzenie? - zapytała Furia wskazując głową na Motomoto, nieświadoma wewnętrznego głosu przemawiającego do Mohameda. Motomoto skulił się w cieniu maurena.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej