Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kłopoty Panny Kariny

<< < (22/23) > >>

Narrator:
I to nie była chyba najlepsza odpowiedź.
- Yyyy... Szefu mówił, coby przeganiać chuchra - stwierdził jeden z trolli.
- Coby sie tu nie łaziły. A ty pomaga chuchrom! - dodał drugi.
- Ale pomóg i nam, to nie zatłuczemy. Idź, czarny i nie wraca!

Mohamed Khaled:
- Szefu? A... Czy byłaby możliwość, bym się z nim zobaczył? - zapytał grzecznie. Był przygotowany. Ręka w każdej chwili była gotowa wysunąć katanę a ukryte ostrze by zatopić się w ciele przeciwników.

Narrator:
- Szefu mówił że nie - odparł pierwszy troll.
- Tak nie mówił! Mówił że jak przyjdzie kto, to pięchą w łeb i możemy zupe gotować! - poprawił go drugi.
- Ale my ciem lubim, to nie bedziem bili. Ale też do szefu nie puścim, bo on każe bić.

Mohamed Khaled:
Rozejrzał się w okół niepostrzeżenie, coby zapisać w głowie krajobraz. Jeśli nie teraz, zrobi to później. Przebijając się siłą, bądź sprytem.
- Rozumiem. W takim razie dziękuje - odparł i począł się wycofywać.
Cały czas oczyma krążył po terenie w okół.

Narrator:
Krajobraz składał się z trzech głównych elementów. Drogi, lasu i samego zajazdu. Zajazd był w zasadzie ruiną, ale jeszcze zdatną do użytku, jeżeli ktoś miał niskie standardy. No a takie gobliny i inne skrzaty z pewnością takie miały. "Bo same były niskie" można by rzec, lecz to byłby boleśnie suchy żart. W skład krajobrazu wchodziła także dwójka trolli. Apropo trolli.
- Yyyyy... - wyraził swoją opinię pierwszy. Drugi, chyba odrobinę bystrzejszy, rzekł.
- W takim dwazie ić czarny, bo my nie chcem ciem bić. Ale muszem jak ty nie póić, bo tak szefu godał - poradził mu. Mauren swoimi oczyma nie dostrzegł nic nadzwyczajnego. Przynajmniej od tej strony zajazdu. Ale może warto byłoby się tutaj dyskretnie rozejrzeć.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej