Kiellon nie doczekał się na swojego marszałka, więc udał się do kubryku, by położyć się spać i wypocząć sowicie do jutrzejszego dnia. Brodacz na początek pościągał swoją tarczę i muszkiet te dwie rzeczy, oparł o stojak, by następnie ściągnąć rozgrzany pancerz od Zueshowego słoneczka. Blachy z brzdękiem uderzyły o podłogę, aby za chwile znaleźć się na manekinie dopiero potem, podłożył sobie pod poduszkę nabity pistolet dla swojego bezpieczeństwa, ale nie sądził, że przyjdzie mu go użyć nocy, lecz przysłowie mówi dmuchać na zimne! W każdym razie, kanclerz uwalił się na łoże i zasnął spokojnie, ale niestety niespokojnie dla swoich towarzyszy, bo chrapał znów niemiłosiernie do tego wypity wcześniej alkohol sprawił, że miał nockę bez snów! Krasnolud czuł się dobrze, jednak pełne wyspanie nie było mu pisane, jednakże nie zamierzał się skarżyć, kiedy rozległy się odgłosy przygotowania, wstał leniwie i już wiedział, że pora na porządną akcje! - I, oto chodzi! Powiedział zakładając pancerz, bronie i płaszcz, by następnie wyjść na pokład, gdzie najpierw dorwał się do jedzenia, bo jak umierać to z pełnym brzuchem, a no i musiał nadrobić niedobory kolacji, żeby poczuć się usatysfakcjonowany. Dlatego jadł w pośpiechu, ale dokładnie wybierając najlepsze kąski, gdy już skończył trójka rycerzy, których wyznaczył stała niedaleko jego, oczekując rozkazów. - No panowie! To wasza pierwsza poważna misja, nie wychylajcie się i przede wszystkim słuchajcie rozkazów! Chcę was wszystkich zobaczyć z powrotem, gdzie napijemy się razem. Ku chwale Zartata! Odmaszerować!
- Tak jest!
Odpowiedziała cała trójka i ruszyli po swe konie, a przy okazji wzięli ogiera paladyna oraz marszałka tacy dobrzy ci chłopacy byli. Krasnolud zszedł z okrętu na ląd, by dorwać stołek, który mógł go na spokojnie unieść, żeby wejść na konia, ale na razie tego nie robił, tylko czekał na Marduke. Wtedy mając jeszcze chwilę rozejrzał się po malowniczej plaży i na królewski galeon. Brodacz jeszcze zwrócił się do hetmana, oglądającego wszystko z góry. - Moście hetmanie, oby nam okrętu paskudy nie podwędzili! Heheheh. Krzyknął, żeby w tej zawierusze dało się usłyszeć, ale najważniejsze było, gdzie stali kunanie razem z naszym przewodnikiem, Klaakierem! Bez nich dupa będzie zimna pomimo ciepłego dnia!