I wtedy pan kapitan wyjawił swój plan, w sumie logiczny. Każdy by tak postąpił, no z wyjątkiem tego małego krasnoluda w srebrnej płycie udającego fortecę (bardziej puszkę), który wolałby tylko siedzieć w magazynie z alkoholem z całego świata. - Racja, w sumie nie mam żadnych zastrzeżeń, jedynie ktoś musi zostać w porcie tak dla bezpieczeństwa. Zawsze ja mogę zostać. Wypadałoby, żeby ktoś pilnował ten port, bo kto wie co może takim strzelić do głowy gdy będą się zbyt wolno czuć. - zaproponował. A prawdą było, że jednak jakiś dowódca w porcie zostać musiał, żeby cała ta gromada co teraz tutaj jest, wiedziała co ma robić i czuła, że ma kogoś nad sobą. Jeszcze będą się obijać i nic nie zrobią, a brońcie bogowie dobiorą się do skrzynek z rumem i innymi trunkami, a wtedy wszyscy się zarżną do nieprzytomności i wróg będzie mógł łatwo wkroczyć i wszystkich powybijać. A samemu Emerickowi nie marzyło się podróż po tych gorących sawannach, wolał bardziej umiarkowany klimat. Wtedy to też ta wcześniej wspomniana mini-forteca zaczęła latać wte i wewte, aż w końcu przyniosła butelkę wódki. Przez chwilę hetman miał dylemat co zrobić na pytanie krasnoluda, czy pijemy. Jednak w końcu się przełamał, kilka łyków nikomu nie zaszkodziły, a na pewno nie doprowadziły do upojenia alkoholowego. - To był długi i pełen wrażeń dzień, możemy, teraz nadszedł czas na odpoczynek. - odpowiedział krasnoludowi i był ciekaw co tam u siebie spotkali, ten guz też był zastanawiający. Teraz tylko trzeba było znaleźć miejsce gdzie można usiąść i pogaworzyć.