Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdzie się podział ten czarnuch?
Nawaar:
Cisza, tylko ciszę słyszał a brak odpowiedzi na jego pytanie lekko go podenerwowało, bo ten krasnolud lubił wiedzieć na czym stoi do tego jeszcze dochodziło ciągłe uczucie bycia obserwowanym! Do tego dźwięki cięciw gotowe wystrzelić strzały w ich strony to nie mogło się dobrze skończyć. Kiellon jednak miał dziwnie wrażenie tego miejsca, że łatwo mu nie będzie i każą mu wejść do świątyni pełnej pułapek, bo o takich właśnie słyszał w opowiadaniach, oby się mylił. Brodacz ruszył do przodu za magusem na schodach wtedy pojawił się staruszek, który wyglądał na mędrca takiego z legend, który był jako duchowy przywódca takich miejsc a wskazywała na to starość, długa broda i brak kilku palców u ręki choć ten szczegół najmniej pasował do przewodnika, ale cóż może stracił go w boju. Jednakże skoro Marduke nie przemówił a milczeć w takiej sytuacji nie wypadało to krasnolud postanowił zrobić to pierwszy. Jednak najpierw skłonił się do pasa.
- Witaj mędrcze zapewne wiesz w jakiej sprawie przychodzimy. Proszę poprowadź nas do naszego przyjaciela Mohameda.
Paladyn kończąc wyprostował się, bo pokazał, że ma szacunek do człowieka.
Mohamed Khaled:
Mędrzec milczał chwilę, przyglądając się wam uważnie. Główkował, zastanawiał się, myślał krótko mówiąc.
- Droga ta nie będzie prosta, moi drodzy, moje owieczki - rzekł cicho, melodyjnie. - Czy jesteście gotowi przejść trzy próby, które wskażą, czy jesteście oddani swej sprawie?
Marduk Draven:
Więc zostali zaznajomieni ze sprawą. I ku (braku) uciechy Dravena, zapowiadało się na to, że razem z Kiellonem zostaną jakimiś chłopcami na posyłki. Nie podobało się to marszałkowi, no ale co mógł zrobić? Mus to mus, a przyjaciel to przyjaciel.
Owieczki? Czuję się jak baran...
- Jakie próby?- spytał po chwili milczenia.
Nawaar:
Krasnolud jak to mędrzec zaczął gładzić się po brodzie, oczekując na pierwsze słowa duchowego przewodnika tego miejsca. Widocznie szacunek jaki okazał mu brodacz poskutkował, bo dziadek coś wymamrotał o jakiś próbach, które będą musieli przejść, żeby tylko móc spotkać się z czarnuchem! To był jakiś absurd i totalne nieporozumienie, ale cóż biedny paladyn mógł poradzić oczywiście mógł odmówić, lecz nie po to jechał kawał drogi, żeby obrócić się na pięcie i odejść w dal, jednakże wolał wykonywać polecenia staruszka niż szajki bandziorów, których należałoby wybić, więc powiedział.
- Jestem gotów, można rzecz się napaliłem!
W dziwny sposób zyskał zapał choć podejrzewał, że próby go wykończą psychicznie i fizycznie.
Marduk Draven:
- No dobra, stary pryku. Nie chcesz gadać, to nie.- rzucił Draven po dłuższej chwili milczenia, wyraźnie zirytowany.- Chodź, Kiel. Gość gówno chyba wie.- następnie wrócił się do konia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej