Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Test kruka #32
Rengar:
Obróciłem się w kierunku którym rolnik wskazywał ręką. Popatrzyłem przez chwilę z niedowierzaniem iż ktokolwiek może tam mieszkać.
- Aż cięzko uwieżyć co brak umiaru może zrobić z człowiekiem, Dziękuję Wam za pomoc. Niech Bóg Wam w dzieciach wynagrodzi, ino nie w ilości a w jakości hehe.
Zaśmiałem się po czym odeszłem po czym udałem się do rudery wskazanej przez staruszka.
udając się na miejsce z każdym krokiem odczuwałem coraz większe zniesmaczenie przez obrzydliwe otoczenie.
czułem jak moje buty zatapiają się w błocie.
Zdecydowałem się zobaczyć tę mroczną drogę więc nie mogę teraz narzekać, Kiedyś się przyzwyczaje do tego wszechobecnego syfu.
Obróciłem głowę i z niesmakiem plunołem w błoto.
Podeszłem pod drzwi, były liche, można było zobaczyć przez nie czy ktoś jest w domu.
Zapukałem, knok knok.
Mohamed Khaled:
Każdy, kto wstępował w szeregi tego niemalże legendarnego, Kruczego Bractwa (które partaczy każdą robotę), musiał przyzwyczaić się do nieokazywania jakichkolwiek uczuć. Bezwzględni zabójcy, wykonujący zabójstwa bez mrugnięcia okiem w środowiskach, w których nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby żyć.
Gdy podszedłeś pod ruderę, do Twoich nozdrzy dostał się ostry zapach... hm.. jakby to powiedzieć? Ostry zapach gówna. Wyczułes także szczyny. Cały swąd nabierał wyrazistego czucia zaraz przy drzwiach, tak jakby ktoś po prostu załatwił swoje potrzeby na wejście do domostwa.
Gdy zapukałes, ze środka wydobył się ryk pijaka. Bełkotał coś nie zrozumiale. Jakieś kurwy, pizdy i inne brzydkie słowa określające Twoją personę.
Otworzył Ci starszy, zarośnięty i brudny jegomość. Nie miał prawej ręki i lewego oka. Na twarzy widniało kilka zarysów po klindze. Nie miał kilku zębów, a z jego pyska toczyła się ślina.
- Szego ty cukasz w moich pfrogchach?
//Jak dajesz kwestię swoje, nie musisz dawać koloru. Zazwyczaj to NPC'ci mają własnie takie kolorowe kwestie dialogowe.
Rengar:
- Witajcie. Powiedzciesz mi gdzie znajdę Szramę. Szukam go i szukam i nigdzie go ni ma.
o mały włos nie zwymiotowałem pod wpływem zapachy a i również tego co kaleczyło moje oczy. Gdzie okiem sięgnąć walało się gówno i flaszki bo różnych alkoholach.
Może lepiej było by skrócić jego marny żywot na tym świecie. myślę że to by mógł być akt łaski. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie najpierw to po co tu przyszedłem.
Mohamed Khaled:
Przez jeden krótki moment mogłeś dostrzec błysk zdziwienia w oku mężczyzny. Szybko on jednak znikł za kurtyną pijactwa.
- Szo...? Szroms? Hm... - pijak udał zamyślonego. - Ja ni mam pojscia...
Widać było, że nie idzie się z nim dogadać. Był po prostu urżnięty w trupa. Nic do niego nie przemawiało.
Rengar:
Rozglądam się wokół czy czasem nie spogląda na mnie straż lub inna instytucja która mogła by mieć przeciwko moim poczynaniom.
Po upewnieniu się, sprawnym ruchem przechodzę przez drzwi śmierdzącej rudery biorąc obleśnego pijaka za fraki tym samym czasie drugą dłonią wyciągam sztylet umiejscowiony przy pasie.
przyciskam go do ściany i przykładam ostrze do gardła.
- widzę że coś wiesz. Albo szybko wytrzeźwiejesz i mi powiesz wszystko co wiesz o Szramie albo stracisz życie nędzny pijaczyno !
Powiedziałem cicho acz dosadnie.
pochyliłem swą głowę w kierunku jego ucha.
- I lepiej nawet się nie waż wzywać straży, poderżnę Ci gardło nim zdążysz wydać jakikolwiek dźwięk
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej