Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Zdążyć przed inkwizycją
Izabell Ravlet:
ZT: 3-1=2
Hajs: 10d, 81255g - 1000g = 10d, 80255g
Odetchnęła głębiej, z ulgą. Czyniła postępy w tempie, jakiego się po sobie nie spodziewała. Gdy mistrz przeszedł do następnego kroku, elfka zauważyła jak skrajnie różni się jej szkolenie od standardowych szkoleń w Mrocznym Pakcie. Trudne czasy wymagały teraz jednak dostosowania się, co też Izabell przyjdzie zrobić. Generalnie, po takiej dawce nauki mogłaby mieć dość, ale medytacja zadziałała w odwrotny sposób i jak nowonarodzona, Iz mogła teraz dążyć dalej ku potędze.
- Rozumiem - odrzekła, gdy usłyszała wstęp teoretyczny. Wiedziała oczywiście, czym jest teleportacja, ale nie śmiała odebrać mentorowi przyjemności przeprowadzenia wykładu.
- Główny korytarz może mieć przynajmniej 30 metrów, jeśli nie więcej, nie pamiętam. Możemy też wyjść na ulicę, tam będzie więcej przestrzeni, ale też postronnych oczu - przedstawiła swoje propozycje, co do miejsca praktyk.
- No i jak właściwie mam to zrobić? Jak wykroczyć energią tak daleko poza własne ciało? - dopytywała jeszcze przy okazji.
Isentor:
- Lepiej będzie jeśli pozostaniemy tutaj, w czasach, kiedy rządzi się umysłami ludzi poprzez strach zamiast wiedzy ktoś może na ciebie donieść. Lepiej unikać inkwizytorów, przynajmniej do czasu, kiedy nie nauczysz się przed nimi bronić. Korytarz powinien nam wystarczyć. Opanowałaś już kontrolę energii magicznej przenikającej twoje ciało. Teleportacja polega na przeniesieniu tej energii wraz z cząsteczkami materii twojego ciała w miejsce, które widzisz. Pamiętaj, najpierw energia, to będzie proste, za tym dopiero materia. Kiedy już zaczniesz, nie będzie odwrotu, nie rozmyśl się w czasie wykonywania teleportacji.
Izabell Ravlet:
Elfka wstała i szybko sprawdziła, czy jej najemnik jest w którymś z najbliższych pomieszczeń. Nie ufała mu jeszcze, a być może nigdy nie zaufa w pełni. Eni na szczęście gdzieś wybył.
Ustawiła się na jednym końcu korytarza. Sufit był wystarczająco wysoko, a przejście na tyle szerokie, że minimalny błąd nie będzie kosztował jej życia lub zdrowia. Skupiła się na miejscu przed sobą, po przeciwnej stronie. Zostawiła sobie trochę zapasu przed ścianą. Takie warunki zdawały jej się odpowiednie.
Odetchnęła głębiej i zaczerpnęła energii. Nie zamykała oczu i wpatrywała się w wybrane miejsce. Gdy wreszcie uznała, że jest gotowa, wyzwoliła sporą dawkę many ze swojego ciała, zostawiając jednak swoiste połączenie. Niczym wędkarz, posłała moc przed siebie, aż ta dosięgła wybranego miejsca. Jednocześnie inną dozą zasobów magicznych spróbowała zabezpieczyć informacje o jej fizyczności, by jej ciało odtworzyło się w stanie początkowym. Nie zignorowała też ubrań, które miała na sobie czy zawartości żołądka. Nie czekając, pozwoliła energii przenosić materię ze sobą, płynnie, nie zaniedbując żadnej cząsteczki. To wszystko trwało ułamek sekundy. Ostatecznie, kobieta powinna pojawić się w obranym miejscu.
Isentor:
Mistrz powolnym krokiem podążył za uczennicą na koniec korytarza. - Dobrze. Jak się trzymasz? Przed tobą jeszcze dwa wyczerpujące szkolenia. Wraz z postępującym szkoleniem, magowie uczą się kolejnych technik i sztuczek związanych z teleportacją. Kolejne próby i udoskonalona technika pozwalają na teleportację na większych dystansach, bez ryzyka znalezienia się w jakimś nieznanym miejscu. Nadal wszystko opiera się o zasięg wzroku, lecz są to już odległości dochodzące do około pół kilometra. Bez żadnego ryzyka mag potrafi wyczuć na jakiej wysokości się znajdzie, żeby przypadkiem nie gruchnąć z kilku metrów o ziemię, czy to, jak zareaguje jego ciało na takie nagłe przemieszczenie. Którędy do wyjścia na dach?
Izabell Ravlet:
- Powinnam dać radę, tylko trochę kręci mnie teraz w żołądku, ale już przechodzi. A na dach tędy - odpowiedziała, kierując się ku odpowiednim schodom. Mistrz zapewne ruszy zaraz za nią. Elfka zaś z każdym stopniem trochę traciła pewność siebie. Pół kilometra to jednak kawał drogi, a blondynka nie chciała przypadkiem rozciągnąć swojego ciała na aż taką odległość. Jednocześnie, jakkolwiek by chciała ukryć niepewność, jej towarzysz to zauważy. Przed szczytem wzięła się więc w garść, wiedząc, że nie powinna zawieść.
- W praktyce pewnie nie ma dużych różnic, prawda? Powinnam przerzucić energię aż do obranego celu i dopiero zająć się materią, czy wcześniej, w locie, posyłając materię zanim energia sięgnie celu?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej