Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Zjazd szlachty, czyli jak się bawi Valfden!
Marduk Draven:
Później mówiono, że człowiek ten przybył spośród drzew i lasu. Przybył do gminy Vodaemin z północnego wschodu, z gminy Raschet. A dokładniej rzecz ujmując, z twierdzy Bractwa ÂŚwitu. Tego, co było jego domem. Człowiek ten miał po oparzeniu bliznę na twarzy, dużą, szeroką i paskudną. Toteż zarzucił na głowę czarny jak noc kaptur swej opończy. Spod nakrycia głowy spływały gęsto czarne włosy.
Miał podpięty do pasa hełm rycerski z przyłbicą, szablę przy boku, oraz sztylet w cholewie buta. Przy końskich jukach miał tarczę i miecz ze srebra.
Koń szedł powoli, może nawet ospale acz rycerz pozwalał na to. W końcu zajechał do bram. Nie schodząc z konia podszedł do innej służki. Popatrzył na nią "zdrową" cześcią twarzy, na drugą bowiem kaptur rzucał nieprzynikniony cień.
-Witajcie dziewko. Dostałem zaproszenie.- powiedział bez uprzejmości, dość chłodno.-Twojego pana gdzie znajdę? Gdzie mam się kierować?- dopytał, patrząc na nią oczekująco. Zawiał przy tym wiatr, który uchylił rąbka tajemnicy skrywanej pod kapturem. Kobieta mogła przez kilka chwil ujrzeć kawałek blizny na policzku.
Mohamed Khaled:
- Ttt...ttaa...taam - wskazała drzwi do sali. W oddali mogłeś już dojrzeć hrabiego Cadacusa. Drzwi prowadziły do sali, gdzie miała odbyć się uczta.
Marduk Draven:
-Jedno jeszcze pytanie, dziewko.- dodał, gdy ta się odwracała. Pewnie przestraszyła ją blizna, to też chwycił mocniej kaptur.-Gdzie mam zaprowadzić konia?
Nawaar:
Niedługo po Marduke zawitał krasnolud na swoim ogierze. Podróż nie męczyła go tak bardzo nawet nie specjalnie popędzał konia, bo nie musiał to nie była wyprawa na czas gdzie każda sekunda się liczyła tutaj nie przemęczał nikogo. Kiellon jako szlachcic chciał zabalować z innymi paniczami pewnie dumnymi z siebie mający przysłowiowy kij w dupie, ale cóż poradzić, że tacy chodzą po świecie. Brodacz zajechał pod bramę czekając na przywitanie kogoś ze służby.
Mohamed Khaled:
- W dupę, rycerzyku - pomyślała sobie. Ugryzła się jednak w ostatniej chwili w język i się powstrzymała, by powiedzieć to na głos.
- Tam, na prawo, jest niewielka stajnia. Tam można zostawić wierzchowca.
Do Kiellona podeszła zgrabna krasnoludzica. Popatrzyła się na Ciebie i zapytała, czego szukasz w tym zamku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej