Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Zjazd szlachty, czyli jak się bawi Valfden!

<< < (28/30) > >>

Mohamed Khaled:
W oddali zamigotaly Ci trzy sylwetki. Jedna stała, dwie pozostałe... Palaszowaly zwłoki. Na razie byłeś niedostrzegalny.

//Jeśli możesz, wstaw sobie link. Siedzę na fonie i nie mam tego jak zrobić.

3x Ghul

Gunses:
      Gunses miał już dość. Fala niemającej ujścia nienawiści zbierała w nim. Był wieszczym pogromcą potworów. Wiedział jednak, że moc która go przepełni nie tyle pcha go do zniszczenia przez jego wampirzą naturę, co przez zwyczajną CHÊÆ. Chciał ich zniszczyć. Ustawił się bokiem, miecz w prawej dłoni wykonał przejście na tył, nisko spuszczony w ramieniu, które było twarde jak skała. Jego wargi uniosły się odsłaniając biel zębów, w szczególności zaś cztery większe kły. Głęboko w płucach powstawał syk, przeradzając się w głośniejszy za każdy kolejnym oddechem. Natura wampira, natura drapieżcy połączyła się z naturą niszczyciela w idealną jedną całość. Graj muzyko!
     Wampir ruszył sprintem. Jego buty dotykały podłoża tylko częścią. Biegł lekko pochylony, jego sylwetka nie przesuwała się nawet o centymetry na boki. Mimo to, potrafił utrzymać rozluźnione mięśnie. Kiedy był już blisko usłyszały go. Stojący ghul uniósł łapy ku górze, wrzasnął i pomknął na wampira. Jego pobratymcy nadal w kuckach tylko obejrzeli się przez ramiona. Z ich pysków zwisały strzępy rozkładających się wnętrzności.
     Wieszczy cały czas w pędzie uniósł lewą dłoń w stronę pędzącego ghula i gdy ten był już blisko rzucił
- Aenye - momentalnie krwawy kryształ unoszący się za wampirem na chwilę rozbłysł, a spomiędzy palców wieszczego eksplodowało światło. Snop światła był tak mocy, że wręcz uderzył w umysł ghula  oślepiając go i oszałamiając. Pęd niósł go jednak dalej. Wieszczy kończąc inkantację, kiedy tylko moc magiczna przeistoczyła się w jej manifestację, wykręcił się silnie przez prawe ramię, wykonał mocny piruet, który wyprowadził go na lewą stroną korytarza, znosząc wampira z toru pędzącego i oślepionego nieumarłego. Wieszczy upadł w miękki przyklęk i ciął mocno od lewej do prawej uderzając w przeguby kolan mijającego go właśnie cielska. Ghul zawył, jego pobratymcy już nadbiegali. Miecz natychmiast zmienił ułożenie w dłoni, ostrze tym razem przebiegało wzdłuż ramienia wieszczego. Wampir poderwał się z prawego kolana mocno wykręcając ciało. Jednocześnie wykonał koszące cięcie z prawej do lewe. Klęczący na ziemi ghul nie zdążył się nawet przewrócić. Srebrna klinga wieszczego przecięła skórę i mięśnie, tępo zawyła na rozcinanych kręgach. Cadacus wiedział, że przeciwnik padł. Szybko podskoczył do góry i stojąc już w korytarzu odskoczył do tyłu. Przed nim przemknął wielki ciemny kształt drugiego ghula, który nie wyhamował, poślizgnął się na krwi pierwszego i wywalił na mokrej posadzce. Trzeci w porę się zatrzymał i z siłą swojego pędu wyciągnął łapy w stronę wieszczego. Cadacus wykonał rozmywający się w oczach unik, złapał demonicznym szponem za prawą łapę ghula i pociągnął. Nienaturalnie wielka siła wampira, spotęgowana przemianą w bestię poderwała nieumarłego z ziemi i cisnęła nim o ścianę, aż słychać był trzask łamanych kości. W tym czasie rzucił się na wampira ten, który wcześniej wywalił się na podłodze. Skoczył niczym wilk, chcąc przewrócić wampira na ziemię. Wampir w euforii walki wykonał szybki piruet i wygiął ciało do tyłu w sposób nieosiągalny dla śmiertelników. Ghul ponownie przeleciał obok wampira, jednak tym razem wieszczy zadał cięcie. Wykręcając się w odwrotnym piruecie pozwolił swej broni napotkać opór i ciął przez plecy i lędźwie. Ghul zawył i już zaczął się wykręcać do ponownego ataku. W tym czasie do uszu Gunsesa dotarł szelest zbliżającego się przeciwnika z tyłu. Był to ten, którego wieszczy rzucił o ścianę. Z wyciągniętymi łapskami biegł w stronę wampira. Cadacus wyciągnął ku niemu szpon i tym samym znalazł ujście w zbierającej nienawiści. Z palców niszczyciela strzeliły iskry, a w łeb ghula w jednym momencie trafił piorun. Głowa nie przetrwałą kontaktu z elektrycznością demonicznej magii. Ostatni już atakował. Wieszczy wykręcił się i ciął za swoimi plecami. Przeciwnik zawył, deszcze kropel padł na sufit a na ziemię padły odcięte kończyny. Szybkim cięciem z piruetu będącego jednocześnie zasłoną na plecy rozpłatał szyję i krtań nieumarłego, który po kilku krokach padł na ziemię.


0/3 Ghul

Mohamed Khaled:
Twoi przeciwnicy byli martwi. W spektakularny sposób pozbyles  się trójki ghuli. Twoje zmysły jednak zost. Coś się zbliżał.ały zaalarmowane

Gunses:
Gunses przywarł plecami do ściany. W swoim czarnym stroju nie rzucał się w oczy, liczył więc na efekt zaskoczenia i na to, że rozpozna wcześniej przeciwnika, co w jego fachu było bardzo ważne.

Mohamed Khaled:
Chrzakanie wzmoglo się. Już po chwili mogłeś dostrzec kolejnych czterech przeciwników. Czterech.Aż czterech? A może tylko czterech? Zbliżał się nieubłaganie. Byłeś niedostrzegalny

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej