Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdzie jest Nemo?
Zaidaan:
Na szczęście pszczółki jeszcze spały, wszystkiego można było się spodziewać. Zaraz za ulami zauważył dzikie krzaki, a za nimi las, nie wyglądał na jakiś wielki, mały lasek. Wchodząc między chaszcze wyciągnął miecz aby wyrobić sobie drogę pomiędzy nimi, miecz może nie był jakoś bardzo ostry, ale spełniał swoją robotę. Po drodze przyglądał się właśnie tymi dzikimi roślinami czy aby tam nie jest zahaczony jakiś kolejny skrawek materiału, czy inne rzeczy, patrzył także na ziemię. Dalej przyglądał się okolicom przy drzewach, może tam coś było, albo coś lekko zasypane ściółką? Może tym razem będzie coś lepszego, niż zakrwawione i ułamane na pół wiosło.. - Pomyślał przeszukując dalej ten lasek.
Goris:
Nic ciekawego nie rzucało ci się w oczy. Szedłeś przez lasek wycinając pojedyncze, cienkie gałęzie, które lekko przeszkadzały ci w poruszaniu się. Miecz mimo wszystko dobrze sobie z nimi radził, lecz niektóre były zbyt cienkie i giętkie by zostać ścięte i odbijały. Wokół kępki trawy przebijały się przez resztki śniegu, a kora na drzewach odzyskiwała jaśniejszą barwę. Krzaki dość leniwie rozciągały swoje gałązki. Pod stopami też nie zauważyłeś niczego niezwykłego. Na twoje nieszczęście ani jednego śladu. Jeśli już chciałeś zwątpić i zawrócić natrafiłeś na dziwnie wyglądające podłoże. Może nie różniło się drastycznie od reszty, gdyż to dalej był topniejący śnieg, to jednak ten metr przed tobą wydał ci się dość nienaturalny. Czy to na ułożenie różniące się od reszty czy dziwnie wystające patyczki? Sprawa wymagała dokładniejszego zbadania.
Zaidaan:
Czas dalej mijał spokojnie, a młody Bękart przedzierał się przez chaszcze niczym jakiś poszukiwacz skarbów i przygód przez dżunglę, tylko że w wykonaniu leśnym. Jak na złość co chwila natrafiał na te nieszczęsne małe, giętkie gałązki, których zetnięcie to był cud, odbijały się i irytująca uderzały dalej w twarz Emericka. Na początku jedyne co przykuło uwagę to to, że jak wiadomo hemis się skończyło co równało się z topniejącym śniegiem, a to mogło co nie co pomóc w tych diabelskich poszukiwaniach małych bachorów, które nie potrafiły się trzymać gdzieś bliżej grupy, czy domów, tylko uciekały gdzieś daleko. Kolejne chwile poszukiwań przemijały, aż na szczęście lub też nie nagle coś nim ruszyło spoglądając na kolejny skrawek ziemi przed nim, jakby coś tu było, lub też nadal jest. Na szczęście żadnej bojowej jaszczurki, czy wojowniczych gałęzi nie było więc na spokojnie mógł przyjrzeć i zbadać dokładniej ten skrawek. Tak też więc zrobił; najpierw ostrożnie lekko kładąc swoją stopę na tym metrze ziemi, jeśli nic się nie zawaliło to stąpnął mocniej, o ile tym razem nic się nie zawaliło to machnął lekko ostrzem próbując coś jakby szturchnąć, ruszyć, coś w ten deseń. Przyglądał się bardziej, przykucnął przy tym i coś tam ręką przesunął parę patyków odsłaniając co mogłoby być pod spodem, brakowało tylko wiewiórki, która też chciałaby uprzykrzyć jeszcze bardziej zlecenie Emericka.
Goris:
Gdy mocniej postawiłeś stopę, poczułeś, że podłoże tam się zapada. Miecz wbił się tam gładko, jak nie powinien w zamarzniętą ziemię. Po odgarnięciu śniegu i odsunięciu paru patyków zrobiłeś niewielką dziurę w ziemi. Na razie zbyt małą, by zobaczyć coś więcej.
Zaidaan:
Na szczęście żadnych nieproszonych obserwatorów badań Emericka w postaci jaszczurki, czy wiewiórki. co ułatwiło znacznie przeprowadzane czynności. I jak się okazało każdy ruch, który zrobił nad tym skrawkiem ziemi sygnalizował o tym, że coś tu jest, a raczej niczego nie ma, czyli że jest tu dziura. Gdy przeszedł do przegarniania ręką tych wszystkich patyków i śniegu i zobaczył niewielką dziurę tym bardziej utrzymało go w świadomości, że to może w końcu pomóc ze zleceniem, przez które kisi się tu niezliczone wieki. Tak więc postanowił dalej odgarniać śnieg wraz ze ściółką, by przekonać się jaką to tajemnicę ukrywa przed nim ten las. Im więcej odgarniał tym bardziej się motywował, co dawało skutek podwójnej efektywności pracy, którą wykonywał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej