Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Gdzie jest Nemo?

<< < (21/46) > >>

Zaidaan:
Spacerek trwał w najlepsze, nic szczególnego się nie działoz wyjątkiem świadomości, że linka jest do czegoś po drugim końcu przywiązana. I tak mijał drzewa, drzewa, liście, śnieg i krzaki. Szedł wytrwale dalej niczym wilk, który zna cały las jak własną łapę, właściwie to sam był ubrany w skórę tego zwierzęcia. Martwiło go tylko ile jeszcze zajmie ta przechadzka, ale gdzieś drugi koniec był, więc jest to gdzieś blisko.

Goris:
Zapuszczałeś się w lasek coraz głębiej idąc po nitce do kłębka. Pewno po drodze zastanawiałeś się gdzie znajduje się druga strona danego sznurka i po cholerę ktoś go tu umieścił. Odpowiedź właśnie nadchodziła, gdyż usłyszałeś rozmowy.
-Mówiłem ci, że ta pułapka to dobry pomysł. Zobaczysz, teraz się coś złapało, jestem tego niemal pewien.
-To być zwierze, nie ludź.
Te dwa głosy były podobne do siebie. Jednakowo wysokie i skrzekliwe, jednocześnie jakby ochrypnięte.
-Jeśli to jakaś zwierzyna to będziemy mieli co jeść. Z resztą, jest już końcówka hemis, znasz jakieś zwierzę, które o tej porze wychodzi na żer?
-Dźwiedź.
-Ech, robota z tobą to najgorsze utrapienie.
Odgłosy rozmowy stawały się coraz głośniejsze, aż w końcu ich źródło stanęło przed tobą. Dwa trabliny.
-O kurwa! Duży ludź!
Spojrzał w bok, by zobaczyć co zrobi jego towarzysz, lecz tamten rzucił się już wcześniej do ucieczki. Niewiele myśląc poszedł w jego ślady.

Zaidaan:
Spacerek po lasku trwał w najlepsze, nic się nowego nie działo poza marznącymi rękami, bo jednak niestety aż tak cieplutko nie było. Wydawało się, że ten sznurek ciągnie się w nieskończoność, jakby trafił w jakąś iluzję czarodzieja, jednak szybko odrzucił te myśli gdy w oddali usłyszał jakieś głosy, oho. Nareszcie kogoś spotka, czy to bandyta, czy to jeszcze ktoś inny. Przykucnął bardziej aby nie być aż tak widocznym i szedł dalej zbliżając się do źródła rozmowy, tych dwóch skrzekliwych istot. Nie przerywał jednak podążania za sznurkiem, gdy już dotarł do celu jego podróży zauważył dwie niskie, wychudzone postury, na pierwsze oko goblin, jednak to nie były te małe zielone skurczybyki tylko ich starsi kuzyni jak są nazywani - trabliny. Długo sobie przyglądać nie musieli gdy jeden rzucił się do ucieczki, a zaraz za nim drugi, Emerick też długo w osłupieniu nie stał gdy zaraz odruchowo sięgnął po swoją świetną zdobyczną, zawsze naładowaną kuszę i przyłożył do siebie, zaraz po tym pochylił lekko głowę, by nacelować w jednego z uciekających kurdupli. I wtedy pociągnął za spust, spokojnie, z opanowaniem załadowany przed chwilą bełt wyfrunął lecąc i przeszywając jak to w zwyczaju mają powietrze, z każdą minisekundą pocisk był coraz bliżej trablina, aż w końcu nadszedł finałowy moment, gdy bełt wleciał prosto w nogę niczym nóż w masło tego przestarzałego goblina, który daleko już raczej nie zajdzie. Widząc, że cel został trafiony, szybko zarzucił kuszę na plecy i podbiegł do tego ohydnego stwora wyciągając przy tym miecz, nawet nie zdążył się rozejrzeć za miejscem, w którym przesiadywały te istotki, ale najważniejsze, że ma jednego jeńca, dzięki któremu może trochę więcej się dowie na temat znikających dzieci.

//Pozostało:
29x
ÂŻelazny bełt

Goris:
Bełt nie tylko trafił w nogę, ale też przebił ją na wylot, to z racji drobnej budowy tego stworzenia i siły kuszy. Drugi w tym czasie dalej pędził przed siebie. Kiedy podszedłeś do swojej ofiary, ta tarzała się w śniegu tryskając jasnoczerwoną krwią.

Zaidaan:
Bełt niestety miał nieco zbyt wielką siłę, co spowodowało, że pocisk przeleciał na wylot dziurawiąc całkowicie nóżkę stworka - jednak nie tego się spodziewał Bękart strzelając do trablina. W międzyczasie jego przyjaciel uciekał chyżo dalej przed siebie, było już za późno na kolejny ostrzał - nim naciągnął by cięciwie w kuszy niziołek uciekł by już i schował w jednym z krzaków. W takim razie zostało tylko jeszcze biedaczysko, które tarzało się w śniegu cierpiąc z bólu spowodowanego przez dziurawą nogę.  Czas gonił, a krew tryskała coraz bardziej, więc nie było czasu do stracenia - przygniótł jedną rękę trablina, by nie zostać przypadkiem przez jego pazury pocięty, a z drugą ręką poradził sobie dzięki swojej, zdrową nogę natomiast przydeptał jednym wolnym butem, który mu pozostał, natomiast drugą wolną rękę przyłożył do gardła tego małego stworka - oczywiście nie przygniatał go aż tak bardzo, by pogruchotać przy okazji wszystkie kości, jedynie tak by w ukrócić możliwości ataku na człowieka. - Co tu robiłeś? Co to za pułapka była? Gadaj! Gdzie są dzieciaki?! - Zarzucił biedną ofiarę kilkoma pytaniami, wszak nie było czasu na pogawędkę przy herbatce, więc każda sekunda się liczyła.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej