Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Mourtun wraca do Shani podejście drugie, czyli jak driady odczuły wojnę.
Mourtun:
Niziołek szedł cały czas przed siebie drogą którą sobie wyznaczył, powoli już się męczył lecz nie był tak do końca wyczerpany, był niziołkiem a ta rasa miała wyjątkowo wytrzymałe nogi tak więc kroczył cały czas dumnie przed siebie wdychając lodowate powietrze.
Wiedział że idzie już którąś godzinę lecz nie zważał na to, parł przed siebie z poczuciem misji.
Nagle usłyszał coś w krzakach, jakiś tajemniczy szelest, mimo wszystko wiedział że nie powinien schodzić z drogi.
Wyjął prawą dłonią z pochwy swój bułat a do lewej sztylet i szedł dalej idąc cicho tak by nie zwracać na siebie uwagi, jednocześnie będąc na tyle skupionym by w razie czego móc zareagować i się obronić.
//Idę sobie cichutko drogą (nie zakradając się nigdzie) korzystając z umki rasowej - Cichy Chód
Rodred:
W pewnym momencie jakieś 6 metrów przed tobą wyskoczyło coś białego z równie białej zaspy. Stanęło na środku drogi i zamarło w pół kroku zauważając ciebie. Dopiero gdy podniosło na ciebie swoje głębokie jak noc i niebieskie jak lazuryt oczy zdałeś sobie sprawę, że to jest lis. Wszystko wskazywało na to, że jest on równie bardzo zaskoczony twoim widokiem jak ty jego. Są to rzadkie zwierzęta więc nie miałeś okazji takiego jeszcze widzieć, ale słyszałeś, że przez wielu są uważane za zwierzęta magiczne, niezwykle mądre. Jednym z czynników, że jest ich mało było chore przekonanie, że to wiedźmy przybierały ich postać. Obaj zamarliście patrząc się na siebie. Nawet las zdawał się ucichnąć. Dostrzegłeś jednak, że jest wychudzony. A każde wychudzone zwierze może być niebezpieczne nie zależnie od tego jaka mądrość i spokój z nich emanuje.
1x ÂŚnieżny lis
Mourtun:
Niziołek nie dał się zaskoczyć i z tego jak najbardziej się cieszył, teraz miał problem, moralny problem gdyż nie wiedział co ma zrobić. Nie wiedział czy zaatakować tego lisa który póki co nic mu nie robi, nie jest agresywny, stoi tylko i się patrzy.
Zastanawiał się dosłownie kilka sekund i na szczęście sobie przypomniał że nie umrze na tej drodze z głodu gdyż wychodząc z domu zapakował sobie wcześniej dwie kanapki owinięte w papier do największej kieszeni. Jeszcze wtedy zanim wzięło go na melancholijne rozmyślania przy kawie.
Wiedział że jeżeli teraz zacznie walkę to niepotrzebnie się zmęczy przez co może paść w drodze.
Stał spokojnie i przygotowany na ewentualny unik zaczął mówić do lisa.
- No. Idź sobie. Idź. Idź i żyj. Nic ci nie zrobię... - mówił cicho.
...dopóki mnie nie zaatakujesz... - dodał w głowie.
Rodred:
Lis. Prawdopodobnie nie rozumiejąc co do niego mówisz czmychnął w zaspę po drugiej stronie drogi. Jednak już wie gdzie jesteś. I jest głodny.
Mourtun:
Mężczyzna stał więc i obserwował reakcję lisa a jego reakcja była taka iż zwiał on w śnieg. Niziołek nie chciał zostać pogryziony przez głodnego i "krwiożerczego" lisa tak więc ugiął nogi i po łuku zmierzał do zaspy lisa.
//Ta sama umka co wcześniej. W razie walki mam pierwszeństwo ataku
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej