Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Mourtun wraca do Shani podejście drugie, czyli jak driady odczuły wojnę.

(1/7) > >>

Rodred:
Nazwa wyprawy: Mourtun wraca do Shani podejście drugie, czyli jak driady odczuły wojnę.
Prowadzący wyprawę: Rodred
Wymaganie do uczestnictwa w wyprawie: Zgoda prowadzącego.
Uczestnicy: [member=26190]Mourtun[/member].

Opatulony w nowe ciepłe ubranie niziołek, siedząc przy kominku z kubkiem ciepłej kawy przypomniał sobie o Shani. Biednej driadzie którą zostawił w lesie na pastwę demonów. Teraz, w trakcie ciężkiej zimy poczuł się zobowiązany sprawdzić przynajmniej czy ona żyje...

Mourtun:
Shani, jedyna osoba która teraz mu pozostała, został sam, porzucony w tym ciężkim świecie przez swoich mistrzów, wyrzucony z paktu po jego rozpadzie. Nie miał tutaj nikogo poza samym sobą, swoim domem i zielnikiem. Podczas wojny chował się w domu jak szczur gdyż wiedział że nie może nic zrobić, że nie może nikogo obronić.
Znając jedno zaklęcie i potrafiąc walczyć w stopniu naprawdę amatorskim dwoma broniami nie zdołałby nikomu pomóc, sam by zginął.
Teraz, gdy bitewny kurz opadł a ludzie zbierają i palą szczątki pokonanych w tajemniczy sposób potworów mógł wybrać się w las i odszukać jego przyjaciółkę. Osobę której obiecał że wróci. Wiedział że jeżeli ona zginęła on też już nie będzie miał co robić na tym świecie.
Postawił sobie wysoką poprzeczkę gdyż Hemis nigdy nie było specjalnie bezpieczne ani wygodne do podróży. ÂŚnieg po pas gdzie nie gdzie, zimno i niebezpiecznie gdyż głodne potwory atakują na traktach...
Niziołek zajrzał do mieszka, nie miał za wiele pieniędzy, nie całe 200 grzywien, poprawił swoje bronie przy pasie, zakrył dobrze roślinną nogę by nikt jej nie widział i wyszedł z domu przekręcając za sobą zamek w drzwiach - kierując się w stronę bramy miejskiej.
Tym razem nie chciał dać się porwać tak jak ostatnim razem gdy ledwo uciekł z tego podejrzanego miasta...

Rodred:
Przy brami strażnik poświecił ci latarnią w twarz, coś poburczał pod nosem narzekając i poprzez śnieg, uchylili bramę na tyle, że wydostałeś się na zewnątrz. Do lasów Shani jednak jest daleka droga, a w tym zimnie będzie się szło co najmniej dwa razy tyle... Jeżeli nic niziołka nie zeżre.

Mourtun:
Niziołek zignorował zaś strażnika zrzędzącego na warcie, gdyż wiedział że swoje obowiązki musi wypełniać tak więc nie powinien marudzić.
Przeszedł przez bramę uważając by mu kraty nie spadły na plecy po czym skierował się na w miarę odśnieżony przez konie i wozy trakt.
Traktem tym parł przed siebie idąc w znane mu strony ciesząc się że chociaż światła księżyca mu przyświecają.

Rodred:
1. Podróż.

Dzień... o ile można to tak nazwać, był bardzo chłodny. Wiatr, jak na przekór wiał prosto w twarz. Po trzeciej godzinie marszu niziołek był już wyczerpany. Nie przypominał sobie by w najbliższym czasie miał spotkać jakąś gospodę. Przecież nie był tak daleko od miasta.

Wojna i hemis odcisnęła się nie tylko na humanoidach. Jak na potwierdzenie w oddali dało się słyszeć wycie wygłodzonych wilków rozpoczynających polowanie. Hemis na Valfden był idealną porą dla drapieżników. Szelest liści towarzyszył ci od dłuższego czasu, ale wydaje ci się, że z prawej coś zaszeleściło mocniej niż można to ignorować.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej