Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Sprzątanie świata

<< < (2/12) > >>

TheMo:
Na horyzoncie pojawił się kolejny czarny koń. Podróż nie była całkiem spokojna i będzie pewno gorzej. Ogier pamiętał co tutaj się działo ostatnim razem. Im bliżej miejsca bitwy, tym swąd jatki był silniejszy. To samo czuł jeździec. Nigdy nie zapomni tej walki. Najchętniej by tu się nie pojawił, ale nie mógł ciągle uciekać. Może świadomość godnego pożegania ofiar podniesie go na duchu. Zabawne, przed chwilą było, że nie może uciekać, a ta robota też jest swego rodzaju ucieczką. Od pracy w izbie, opieki nad hrabstwem czy Bękartami.
W końcu dotarł na miejsce zbiórki. Themo zszedł z konia i przywitał się z obecnymi.

Dragosani:
Ochotnicy mogli zauważyć, że nie byli jedyną grupą ochroniarzy. Było to w sumie logiczne. Na tak liczny oddział sprzątaczy, pięć osób raczej by nie wystarczyło. Jakoś tam się jednak złożyło, że każdy z tej piątki znajdował se bliżej pozostałych, niż ochotników z innych grup. Co za przypadek! W końcu na scenie tego spektaklu pojawiły się jeszcze dwie osoby odziane w pancerze strażników miejskich.
Jeden z nich był człowiekiem o obfitych kształtach. Jeżeli owe kształty były zaokrąglone. W skrócie - był gruby. Gruby, wysoki, łysawy i wieku średnim. Twarz miał rumianą i poczciwą. Drugi był jego przeciwieństwem. Niski i chudy, o twarzy bladej i pełnej pryszczy czy czegoś w tym rodzaju. Obaj byli ludźmi. W przypadku drugiego było to co prawda wątpliwe, lecz nie wyglądał tez na krasnoluda czy innego niziołka. Ot, niski, brzydki człowieczek. Palił sobie skręta. Poskręcanego. Grubasek zatrzymał się i spojrzał na nieco rozproszona grupę.
- To wy jesteście ochotnikami? - zapytał. - Myślałem, że będzie was więcej... no trudno! Jestem kapral Haggs, a to jest kapral Jiggs. Jesteśmy ze Straży Miasta Efehidon. - Wyprężył się dumnie. Na tyle, na ile pozwalał mu napięty brzuchem napierśnik. - Mamy za zadanie dowodzić waszą grupa w czasie tego... ee... zadania. - Zerknął niepewnie na swojego towarzysza, który milczał. - No... to zbierzcie się w jako taką grupę. Zaraz będziemy ruszali.

Torstein Lothbrok:
Ta beczka ma dowodzić? Chyba w jadłodalni.- pomyślał wiking i podszedł do Themo. To ten człek miał wyłączne prawo dowodzić nim. Przynajmniej na razie. Zasalutował.
-Generale, czego się spodziewasz? Trupojady, bandyci?

Malavon:
Ziewnąłem nieco znudzony całą oprawą wojskową i ustawiłem się mniej więcej koło reszty zebranych "ochroniarzy". Jeśli ci którzy padli od moich zaklęć byli podobni, to nie powinienem dostawać wyroku a nagrodę. Niestety pewnie nie wielu podzielało moje osobiste poglądy na takie sprawy.

Silion aep Mor:
Mężczyzna podjechał do TheMo i stanął koniem obok niego tak by nie przeszkadzać wozom w przejeździe. Postanowił że będzie się trzymał raczej z tyłu i szył do wrogów z dystansu podczas samej jazdy.
Narazie niski jeździec wyglądający jak beduin w wersji zimowej siedział na swym rumaku i ostrzył srebrny nóż o skórzany pasek .
- Mam nadzieję że będzie się tutaj działo coś ciekawego. Nienawidzę nudy. - mówił znudzonym głosem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej