Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Sprzątanie świata
Thoran:
Po wypowiedzi kaprala już mniej więcej wiedziałem jak to będzie wyglądało. Pan wojskowy będzie dowodził dopóki nie zrobi się za gorąco. Wtedy znając życie ktoś będzie musiał zachować zimną krew i uporać się z zaistniałymi problemami, a na końcu w raporcie wojak i tak wyolbrzymii swoje zasługi w całym przedsięwzięciu. Przewróciłem tylko oczami podczas jego przemowy i dołączyłem do reszty ochotników. Dwóch z nich znałem z organizacji i wiedziałem, że można na nich polegać. Co do reszty, to wkrótce się okaże.
- Czołem ! - rzuciłem w stronę zebranych podnosząc prawicę w geście powitania.
Silion aep Mor:
Mężczyzna siedział w siodle i spoglądał na ludzi uwijających się przy pakowaniu wozów, trzeba przyznać że było ich tutaj naprawdę dużo ale to i tak było nie wiele w porównaniu z armią którą dowodził przy obronie Atusel.
Schował nóż, wyjął swe kusze i szybko je załadował po czym przywiesił je do pasa tam gdzie były pierwotnie.
Kruk spojrzał na wojaka i kiwnął mu głową witając się.
- Witaj wojowniku. - rzucił w jego stronę.
Odczepił od pasa manierkę z bardzo mocnym alkoholem i wziął łyka spoglądając na "dowódcę" akcji.
Straż miejska... Ci co zawsze srają w gacie w przypadku większego zagrożenia... Heh... Ciekawe jak im pójdzie. - uśmiechnął się sam do siebie pod arafatką i pociągnął ponownie łyka zakrywając po tym twarz.
- Komuś łyka? - spytał kulturalnie - Tak żeby wzmocnić żołądek przed tymi paskudztwami...
Torstein Lothbrok:
-Dziać, się będzie działo coś. Pozostaje mieć nadzieję, że jakieś skurwysyny się wychylą by machnąć im toporem.- odrzekł na słowa Silliona. Chwilę potem i on dobył kuszy. Pewnie chwycił, skierował w dół, zahaczył o ucho butem i nacuągnął cięciwe, a gotową do strzału kusze odłożył na bok.
-No i może, coś się zbierze po tych ścierwach.
Dragosani:
Gdzieś tam z przodu rozległy się gwizdy. Pochód zaczał powoli formować jako taką kolumnę, wyjeżdżając przy tym na wozach przez bramy. Haags odchrząknął.
- No to ruszamy. Zbierać się! - zawołał do swojej grupy. Szedł na czele i starał się zachować pozoru odpowiedzialności. Jiggs nie. Jiggs podszedł do zaarafatkowanego jegomości. Wygrzebał z jakiś otchłani swojego odziania blaszaną manierkę.
- Też mam. Chce ktoś? - zaproponował, iście duch towarzystwa.
Thoran:
I tak oto Jiggs w prosty aczkolwiek subtelny sposób skonfundował moją osobę. Już miałem sięgnąć po manierkę wyciągniętą przez krasnoluda, gdy kapral (nie posądzałbym go oto) także zachęcał do spożycia procentowego trunku. Niestety, aby wybrnąć z owej niezręcznej sytuacji musiałem odmówić zarówno krasnoludowi jak i dzielnemu żołnierzowi służącemu królestwu. W znany każdemu sposób pokręciłem głową na znak sprzeciwu i podziękowałem za ofiarowany napitek robiąc dobrą minę do złej gry.
- Dzięki, ale w pracy nie piję - odparłem zrezygnowany, poprawiając w między czasie topór oraz puklerz. Tak, aby dobrze leżał na plecach i nie przeszkadzał podczas podróży.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej