Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Piechur
Egbert:
Znaleziony pierścień bardzo przypadł Egbertowi do gustu. Szybko go przymierzył i okazało się, że pasował na niego idealnie. Przypadek? Nie sądzę. Mężczyzna, chociaż zazwyczaj niezbyt przepadał za biżuterią, teraz wsunął sygnet na palec. Na jego wielkiej łapie prezentował się całkiem nieźle. Dopiero po przymierzeniu nowego znaleziska wojownik zwrócił uwagę na kupca.
-Nie ma za co. Kim był ten człowiek?-Zapytał wskazując na zabitego woźnice, który ciągle leżał na trakcie.
Rikka Malkain:
-To?! O rany boskie! Toż to mój szwagier! Szwagier!
Zaczął lamentować uratowany przez ciebie kupiec. Zapłakany podbiegł do trupa.
-ÂŁo kurwa!-Krzyknął zabity, który wcale nie był martwy.
-Panie! Toć łon żyje, tylko ze strachu zemdlał!
Egbert:
Nieco skonsternowany Egbert nie bardzo wiedział co o tym myśleć. Jeszcze przed chwilą mógłby przysiąc, że jeden ze szwagrów był trupem! Rudobrody skrzyżował ręce na piersi i stanął nad mężczyznami. Jeden pomagał drugiemu zebrać się z ziemi. Niedługo powinni dojść do siebie po tej jatce. On tymczasem nie poruszał się, cierpliwie czekając aż tamci dwaj zechcą wyrazić swoją głęboką wdzięczność w jakiś bardziej konkretny sposób. Ot, wystarczy chociażby kilka monet.
Rikka Malkain:
Gdy mężczyźni doszli już do siebie podziękowali ci raz jeszcze i z przykrością przyznali się do tego, że żadnych grzywien nie mają. Wszystko co mieli wydali na zakup nowych towarów, które teraz zamierzali spieniężyć w najbliższej wiosce. Ich dwójka od kilku lat podróżowała po osadach w tym regionie i żyła z zaopatrywania tutejszych karczm. Obecnie mieli na wozie kilka antałków piwa, trochę chleba i dwie beczki solonych ryb. W ramach zadośćuczynienia za pomoc, dwójka szwagrów zaprosiła cię jednak na posiłek w gospodzie, do której teraz zmierzali. Dzieliła was od niej niecała godzina drogi. Postanowiłeś wykorzystać okazję i przyjąć propozycję kupców.
GODZINĂ PĂÂŹNIEJ
Wieś o wdzięcznej nazwie „Ciernie” okazała się być średniej wielkości osadą. W sumie stało tu nie więcej niż trzydzieści drewnianych budynków, z czego większość stanowiły chaty służące za mieszkania tutejszej ludności. ÂŻyło tu około setki chłopów, na co dzień zajmujących się uprawą okolicznych pól. Trójka podróżnych, Egbert oraz szwagry, skierowali się prosto do położonej w centrum wsi karczmy. W środku zostali powitani przez gospodarza jak prawdziwi bohaterowie, więc widać piwo w gospodzie zaczynało się powoli kończyć i przybyli w samą porę. Dwójka kupców szybko opowiedziała właścicielowi przybytku o swojej małej przygodzie z bandytami, zaś ten w odpowiedzi bez wahania postawił przed tobą kufel i kazał pić na koszt firmy. Podczas gdy zająłeś się piwem, tamci zaczęli targi. Prócz tego w środku było jeszcze kilka osób. Wszyscy wyglądali na stałych bywalców. W jednym kącie siedziała dwójka posępnych starców racząca się jakimś mocniejszym trunkiem, w drugim zaś kilku zmęczonych chłopów opijało koniec kolejnego dnia pracy. ÂŻadnych podróżnych nie było widać.
Egbert:
Egbert siedział spokojnie sącząc swoje piwo i beznamiętnie słuchając targujących się kupców.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej