Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: Postawić wszystko na jedną kartę
Dragosani:
Skrzynia otworzyła się i wyszła z niej dziwna istota. Coś jakby duży, dwunożny pies. W każdym razie miało długi pysk. Rzecz jasna wampir nie powiedział na głos swoich skojarzeń. Wysłuchał tłumaczenia Henandura. Spojrzał zdziwiony na dracona. Zagadki? Serio? Jak w jakiejś baśni, czy czymś. Z początku Drago nie był pewien, czy to przypadkiem nie jest błąd tłumaczenia. Potem jednak zrozumiał, że chyba jednak nie. W dracońskim, przynajmniej tym nowożytnym, ciężko o jakiś spektakularny błąd. Więc chyba nie mieli wyboru, musieli odpowiadać na zagadki. W wypadku powodzenia MOÂŻE znajda w skrzyni coś, co umożliwi im przetrwanie inwazji demonów i uratowania świata. W przypadku porażki... cóż, wtedy będzie im wszystko jedno. Drago spojrzał na pozostałych. Sam nie czuł się ani czysty, ani bez skazy i zmazy. Więc może lepiej aby dyskutował z tym czymś jakiś Hope, czy inny Lithan. Albo Evening. Oni byli "tymi dobrymi" w grupie. Oczywiście same zagadki i tak trzeba będzie najpierw przedyskutować i rozłożyć na czynniki pierwsze, przed podaniem odpowiedzi. Trochę za dużo od nich zależało, aby palnąć coś nieprzemyślanego.
Evening Antarii:
Evening cofnęła się o krok, gdy zobaczyła tę dziwną istotę. Wstyd się przyznać, ale przestraszyła się trochę. Długie, szponiaste palce, rogi, czaszka na wierzchu zamiast twarzy i czarna, zmierzwiona ni to sierść, ni to włosy, która pokrywała strażnika. Wydawało jej się, że limit dziwnych istot spotkanych w jeden dzień już się wyczerpał. Myliła się. Valfden miało jak widać jeszcze wiele tajemnic, dotąd skrywanych w gęstych kniejach i miastach magicznych istot.
Słysząc to, że będą musieli odgadywać zagadki, zdenerwowała się. Przecież każda sekunda była cenna gdy hordy demonicznej armii szły w stronę Efehidonu, a także rozbiegały się po wyspie. To nie czas na słowne zagwozdki. Szczególnie, że anielica nie lubiła takich podchwytliwych gierek... Wydawało się jednak, że innego sposobu nie ma, a wysiłek umysłowy da o wiele wiele więcej niż fizyczny. A i tak wygląd stwora nie zachęcał do tego, by go atakować. Eve bała się tylko, żeby to jej nie wysłali na odpowiadanie na zagadki. To naprawdę nie jej mocna strona! A mogła się tylko spodziewać podchwytliwych i trudnych pytań, a nie byle dziecinnych rymowanek.
Narrator:
Klucznik podrapał się po brodzie, raz jeszcze spojrzał na zebranych i rzekł. - Pierwsza z trzech! Co to za zwierzę, które rano chodzi na czterech nogach, w południe na dwóch, a wieczorem na trzech?
Zagadki są naprawdę łatwe, tak więc lepiej nie psujcie sobie zabawy z używaniem Google. Pozostawcie to jako ostateczność.
Henandur Gnivaral:
- Naradźmy się, podam, mu ostateczną wersje w starodracońskim.
Gunses:
- ÂŚmiertelnik - powiedział Gunses wyrażając swoje zdanie na ten temat.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej