Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: Postawić wszystko na jedną kartę
Dragosani:
- Gunses... - Drago zamyślił się. - Może, utrzymywał dobre kontakty z mieszkańcami lasu. Była też chyba jakaś sytuacja z nim i Ventepi? - ni to zapytał, ni zasugerował. Słyszał po prostu jakieś plotki o tym. Niejasne i zapewne podkoloryzowane. - Lithan zaś na pewno ma tam spore wpływy. I chyba w swej wielowiekowej, elfiej mądrości zdaje sobie sprawę, że oddanie świata we władanie sił mroku nie jest najlepszym pomysłem. Poza tym... - Zerknął na Evening. - Obecność skrzydlatej wysłanniczki Zartata może być pomocne.
Izabell Ravlet:
Izabell posmutniała, gdy Charon wspomniał o utrudnionym dostępie do siedziby paktu. Tylko teleportacja. Gdybym chociaż potrafiła się teleportować, myślała. Tymczasem pojawił się wóz z tajemniczym woźnicą, na który elfka oczywiście wsiadła. Usadowiła się możliwie wygodnie i przysłuchiwała mistrzyni. Gdy podano jej papirus, rzuciła tylko okiem i podała dalej. Znała już jego treść. Poza tym, rozglądała się co jakiś czas, sprawdzając, czy nie wzbudzają czyichś podejrzeń.
Evening Antarii:
Dziewczyna czuła się nieswojo. Odbierała aurę mroku jakoś nadzwyczaj silnie. Otaczały ją bowiem istoty, o których istnieniu pojęcia nie miała. Zdawały się dysponować mocą większą, niż sama Evening. Szczególnie ta kobieta o czerwonych włosach, zdecydowanie przewodząca całą grupą, dysponującą ogromną wiedzą. Dracon też był nieczęstym widokiem. Znała tylko jednego, Aragorna, a i tak owy woźnica, choć ukryty pod kapturem, zrobił na niej wrażenie. Anielica zaczęła się zastanawiać, co robi w tym podejrzanym towarzystwie, które złożone jest z samych "dziwaków", w tym króla, a mającym nie zwracać niczyjej uwagi. Postaci zamaskowane, zakapturzone, zawsze zwracały uwagę Antarii... Szczególnie ona nie wiedziała co zrobić, albo chociaż jak usiąść, by ukryć skrzydła. Nie było to jednak takie proste. Z drugiej strony anielica jadąca wozem, który teoretycznie wiezie zaopatrzenie do wojska, może wzbudzać tylko zaufanie. Dlatego usiadła normalnie, jakby jechała co najmniej na wycieczkę uczęszczanym traktem, swobodnie.
Gdy król rozmawiał z czerwonowłosą kobietą, Evening wzięła do ręki papirus i chwilę wodziła po nim wzrokiem. Przeczytała treść raz, dokładnie. Potem drugi raz, przebiegając szybko wzrokiem po co ważniejszych fragmentach. Podała papirus dalej.
Zaczęła zastanawiać się, czy zło można całkowicie wyplenić złem. Wszak skoro istota zapadła w sen, to musiała wykonać swój cel i zadanie powierzone przez bogów, czyli zabić najgorszych niegodziwców. Evening zmarszczyła brwi w zamyśleniu. Historia zdawała jej się naprawdę nieprawdopodobna, miała wiele niedociągnięć, jak to bywa z legendami. Szczególnie ta mogła uchodzić, za zwykłą miłosną opowieść, o wyplenianiu zła, o tym jak dwie przeciwstawne siły mogą się zjednoczyć. Ludzie uwielbiają takie historie.
Jednakże nie ośmieliła się dyskutować z ową kobietą, która zdawała wiedzieć się najwięcej. Nie znała jeszcze jej imienia. Tak samo elfki, która siedziała obok.
Skoro przesłanki o istnieniu przedmiotu czy istoty istniały, to zapewne tak było. Inaczej ta tajemnicza wyprawa nigdy nie doszłaby do skutku. Jej myśli nieco odbiegły od treści papirusa... Zaczęła się zastanawiać nad towarzystwem, które Dragowi wcale nie jest obce, wręcz zdaje się, że dobrze ich wszystkich zna. Antarii wolała nie pytać, to nie była wiedza przeznaczona dla niej i tak miało najwyraźniej pozostać. Miała misję do wykonania, to wszystko. Zgodziła się pomóc, choć na razie nie wiedziała jeszcze jak. Sama rola, by "ładnie wyglądać iw zbudzać zaufanie", nie przypadła jej do gustu...
Gunses:
W cieniu wielkich sosnowych drzew czekał niegdysiejszy Niszczyciel. Siedział w siodle, owinięty płaszczem i z zarzuconym głęboko do głowę, czekał w umówionym miejscu. Posłane przed kilkoma dniami nietoperze powróciły. Teraz należało tylko czekać. Wiatr poruszał czubkami drzew, kołysząc je i sprawiając że trzeszczały. Napinały się pod kołysanym wiatrem ciężarem, niczym wisielczy sznur. Cadacus zastanawiał się, dla kogo Ellmor kręcił pętlę. Koń zachrapał, przestąpił z nogi na nogę, wyciągnął łeb i skubnął kilka źdźbeł trawy. Oboje byli wypoczęci i gotowi do drogi. Posilali się przed kilkoma godzinami. Każdy na swój sposób.
Henandur Gnivaral:
Henandur Gnivaral zatrzymał wóz, zmierzył wzrokiem Gunsesa i rzucił oschle w jego stronę. - To zapewne na ciebie czekamy. Mortis!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej