Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wojna o Valfden: O jeden most za daleko
Marduk Draven:
Wpierw okręty zaprzestały ostrzał, potem dziwna chmura.
-Jeśli to koniec, był to dla mnie zaszczyt, walczyć u waszego boku, za Valfden!- zawołał. Był zdezorientowany, zdziwiony. Na pewno nie przerażony. Czekał. I nagle, z mgły wyłoniły się dziwne istoty. Nie były wrogie. Na razie.
Przebacz nam, zachowaj od otchłani, wynieś do swej boskości, Zartacie.
Marduke po prostu czekał.
Torstein Lothbrok:
Wiking, bękart Rashera, naciągnął kuszę po raz kolejny. Nałożył bełt. Miał zamiar strzelać, nawet mimo ostrzału.
Wtedy moździerze okrętów ucichły. Pojawiła się mgła, z niej dziwne postacie. Ogromna ich liczba. Torstein odłożył bełt do kołczanu, kuszę na plecy i zasalutował Kaziowi. Dobył swego Grabarza. Z nim w ręku pewnie począł kroczyć na most. Przecisnął się przez gąszcz ludzi, do pierwszego rzędu. Teraz w drugiej ręce miał już topór ze srebra. Obok niego stał Rycerz, któremu wcześniej pomógł. Oboje czekali.
Narrator:
Tajemnicze byty rozpoczęły exodus demonicznej armii. Nie oszczędzano żadnego z przedstawicieli otchłani. Demony były rozrywane gołymi rękoma, eksplodowały od czarnej magii, pole bitwy zalało się krwią przeklętych. Niektórzy przedstawiciele ras kontynentu wcieleni do armii Ardenosu zostali oszczędzeni. Być może byli tu jedynie z przymusu, należeli do dobrych ludzi, którzy stronili od wojaczki i wojny. Mściciele zabijali również sporadyczne jednostki w armii Valfden.
TheMo:
Themo tylko otworzył usta. Nie mógł znaleźć odpowiednich słów, by opisać to, co teraz widzi. Tajemniczy przybysze anihilujące byty otchłani. Było mu to na rękę, jak i wszystkim żołnierzom Valfden. Oprócz tych, co nawinęli się pod ostrza. Nie było też pewności, czy po zabiciu demonów nie wezmą się za naszych.
-Wycofać się! Zebrać rannych!
W końcu się odezwał. Oczywiście wydając rozkaz, bo niemal nic innego nie robił. ÂŻołnierze potrzebowali odpoczynku. Niech zregenerują siły, zanim tamci zakończą walki.
Kazmir MacBrewmann:
Kazmir był prostym krasnoludem, to co widział nazwałby cudem. Upuścił trzymaną w rękach flaszkę na widok dziwnych istot, które chwilę potem rozpoczęły exterminatus demonów. Czyżby bogowie odpowiedzieli? Pomyślał starając się uspokoić, na szczęście padł rozkaz a to ocuciło krasnoluda. Ruszył pędem na tyły.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej