Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wejście Smoka
Evening Antarii:
-Istotnie, moje miejsce jest na polu walki. Wyobraź sobie, że to nie ode mnie zależy, gdzie mam posłać oddziały Bractwa. Mądrzejsi ode mnie o tym dyskutują. A ja nie chce bez sensu posłać na śmierć całych oddziałów. Sama też nie pokonam demonów, które są na wyspie. Rozsądniejsze zdaje się teraz właśnie czekanie- przedstawiła wampirowi swój punkt widzenia. Zawsze zdawało jej się, że anioły powinny wzbudzać szacunek i podziw. Najwyraźniej podczas zwyczajnych czynności lud pogardza nimi, a nie wzdycha z zachwytu.
Eve nie kontynuowała wypytywania o to, gdzie wampir się podziewał. Rasa ta zawsze była tajemnicza i nieskora do odpowiedzi na pytania, które im zwyczajnie nie pasowały. A może po prostu Gunses leżał gdzieś suchy jak wiór, czekając na dostawę ożywczej krwi?
Pozwoliła się prowadzić uliczkami. Zgodziła się na spacer, który przerodził się raczej w trucht. Anielicy to nie przeszkadzało, widocznie potrzeba była nagląca. Zmierzali do zejścia do kanałów.
-Aż tak nam się spieszy? Nie, nie wiem co to Piąta ÂŚwiątynia. Nigdy nie słyszałam o tym- nagle Eve lekko zawstydziła się swoją niewiedzą.
Gunses:
Gunses milczał po pierwszej wypowiedzi dziewczyny. Najwidoczniej uznał, że strony wymieniły swoje poglądy i nie ma potrzeby, aby którakolwiek ze stron dominowała w tej kwestii. Klucz włożony do dziurki otworzył zamek i po chwili mężczyzna i dziewczyna znaleźli się w kanałach pod miastem. Były to akwedukty, doprowadzające wodę pitną do studni w stolicy. A więc nie śmierdziały gównem.
Wampir prowadził dobrze znaną sobie ścieżką. ÂŚrodkiem kanałów płynęła wolno i jakby nudnie woda - było lato, poziom wody w rzece był dość niski. Po obu stronach koryta była kamienna posadzka. Było tutaj czysto i nie było szczurów, tych małych woreczków z krwią.
- Piąta ÂŚwiątynia, to swoiste serce mej rasy. Była miejscem ukrycia Krwawego Kryształu, a także portalu do królestwa Ankorvaatu.
Evening Antarii:
Anielicy zdawało się, że zna Efehidon i nie ma on przed nią żadnych tajemnic. Tymczasem pod ulicami ciągnęły się korytarze, zawiłe tunele z wejściami w ciemniejszych zakamarkach. Co prawda Eve miała świadomość ich istnienia. Nie miała jednak pojęcia, iż te podziemne ścieżki prowadzą do jakichś ważnych "serc", miejsc niezwykle ważnych dla niektórych.
-Muszę przyznać, że te nazwy są mi obce...- wyznała Antarii. -"Była"? Krwawego Kryształu już tam nie ma?
Gunses:
- Nie ma - powiedział Gunses i skręciwszy w prawo wszedł do wnęki, która była krętymi schodami. Zeszli nią piętro niżej. Było tutaj znacznie mniej światła, powietrze było chłodniejsze i pachniało grzybem. Kroczyli kolejnymi korytarzami aż znaleźli się w odnodze, w której panował zapach dymu ognia. Ogniska. Tak też było, w kolejnej komnacie czekało ich ognisko, kilka postaci odzianych w czerń i zieleń oraz złota kopuła z kółkiem na końcu będąca włazem do poziomu niżej. Zebrane w sali osoby stały w gotowości. Kroki Gunsesa i Eve były słyszalne z daleka. Nie było wymiany zdań, jedynie spojrzenia i pełne szacunku skinięcia głowami czwórki zebranej przy ogniu.
Cadacus podszedł do włazu, przekręcił kółko i otworzył go, po czym korzystając z drabinki zszedł pionowym tunelem na niższy poziom, gdzie otwarłszy drugi właz wszedł nim do tajemniczego tunelu.
- Zapraszam - rzekł z dołu. Tunel w którym stał miał ściany wyłożone niebieską rudą, tonął w mroku - nie miał żadnego źródła światła. Był nieduży, 3 metry na 2 metry. I był nieskończenie długi. Jeden z jego końców tonął w morzu, drugi zaś nie dawał się odnaleźć, jakoby zapętlając teleporterów.
Evening Antarii:
-Rozumiem, że to nie czas na tłumaczenie czym jest Ankorvaat i ten cały Kryształ?- prychnęła niezadowolona z braku odpowiedzi hrabiego. Wszak nie każdy musi być ekspertem od wampirzych spraw i tajemnic!
Anielica podążała za Gunsesem.- Kręte schody, ciasne korytarze... Naprawdę dotarcie do ÂŚwiątyni musi być tak skomplikowane?- świątynia wampirów kojarzyła się Evening jakoś bardziej dostojnie. A nie ukryta pod ziemią w plątaninie ciemnych ścieżek. Może o to chodziło, aby obcy nie trafił do tego ważnego miejsca, zgubił się w plątaninie przejść i tuneli.
Gdy zeszli piętro niżej, w nozdrza dziewczyny uderzył zatęchły, piwniczny zapach, tylko bardziej spotęgowany. Kobiecie doskwierała ciemność. Nagle zapach podziemi zmieszał się z zapachem dymu. Skąd pod ziemią ognisko!? Evening przywitała dziwne zgromadzenie zmarszczonymi brwiami, wyrażającymi niemałe zdziwienie. Oczekiwała, że Cadacus wyjaśni jej co nieco później.
Tymczasem szła za wampirem posłusznie. Zapewne mało kto ma okazję na takie spacery. Mrok stawał się dla anielicy coraz bardziej dokuczający. Zapaliła więc zaklęciem światło. -Elishash- wyszeptała inkantację i siłą umysłu nieco przygasiła jasność promienistej kuli, by nie była zbyt narzucająca się, adekwatna do sytuacji. Niestety ona nie miała luksusu wampirzych zmysłów. Zdawało jej się jednak, że w tunelu wyłożonym niebieską rudą, było tak ciemno, że nawet wampir miałby problemy z dojrzeniem czegokolwiek.
Niezbyt szeroki tunel nie dawał wielkiego pola manewru w razie ewentualnej walki, przynajmniej komuś ze skrzydłami. Eve nie przewidywała jednak żadnego starcia. Zapewne odwiedzenie Piątej ÂŚwiątyni w towarzystwie wampira było znacznie bardziej bezpieczniejsze, niż wejście tutaj samemu jakimś cudem.
-Dokąd teraz?- spytała dziewczyna rozglądając się to w jedną, to w drugą stronę. Nie widziała bowiem na końcu żadnych drzwi czy światła.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej