Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
Marduk Draven:
Tymczasem na Krwawym Graalu - okręcie Evening, Marduke stał oparty o burtę, z lekko zarzuconym kapturem. Koło niego dalej stała niziołka, którą polubił. Nie tylko ze względu na jej usposobienie, ale na rasę. Miła odskocznia od ludzi, elfów, aniołów i krasnoludów. Przez chwilę nawet wyobraził sobie Eli jako anielicę. Uśmiechnął się na ten widok. Spoważniał jednak po chwili i popatrzył na niebiosa.
W Twoje ręce zawierzam ducha mego...- powiedział do swego boga. Zerknął na Eli.
-Wszystko dobrze, Elizabeth? Trochę blada jesteś...
Nawaar:
Kiellon słysząc słowo bimber uśmiechnął się tak szczerze i z aprobatą rzekł. - Ja z chęcią się skuszę, trzeźwy krasnolud to smutny krasnolud. Oczekiwał, że jaszczur natychmiast podzieli się trunkiem i z dobrego serca go nie oszuka. Kiellon musiał się zaspokoić przed walką, bo w trakcie nie będzie miał czasu do tego doszło propozycja zapalenia papierosa. - Mohamedzie, nie masz czasem bagiennego ziela? Albo, któryś z was? Zwrócił się do wszystkich zebranych koło niego towarzyszy niedoli w walce z demonami, która jeszcze na dobre się nie zaczęła.
Elizabeth:
Elizabeth, nie wiedząc co ze sobą począć i nie słysząc wciąż żadnych rozkazów , stała na pokładzie spoglądając w oddalający się port. Czuła, że będzie tęsknić za wygodnym łóżkiem i piękną świątynią w siedzibie bractwa. Oprócz tego na statkach często są spartańskie warunki, przy których ciężko zadbać o schludny, ładny wygląd, raz że kołyszący pokład skręcał jej żołądek, a dwa że na statku ciężko zadbać odpowiednio o włosy. Jedyn co ją pocieszało to, iż morskie powietrze było bardzo zdrowe, a morska sól ma wiele upiększających skórę właściwości.
- Taką mam cerę kochaniutki - skłamała z uśmiechem. - Czuję się świetnie, zwłaszcza wśród tak znamienitych rycerzy. Jak myślisz, co tam zastaniemy? Zdążymy ocalić mieszkańców?
DarkModders:
Słysząc chęci kompanów na skosztowanie bimbru, uśmiechnął się. Pierwsze co zrobił to poczęstował się papierosem.
- Dzięki. - powiedział wkładając do pyska papierosa. Dłonią powędrował do kieszeni z której wyciągnął krzemień i zapałkę. Sprytnie chwycił ogonem krzemień utrzymując go na dogodnej wysokości do odpalenia zapałki. Tak też zrobił. Odpalił zapałkę od krzemienia, a zapałką papierose. Po zapaleniu wyrzucił zapałkę za burtę a krzemień schował do kieszeni. Teraz wziął się za wyciąganie bimbru. ÂŚciągnął plecak, rozwiązał rzemienie i wyciągnął z plecaka flaszkę złocistej księżycówki. Postawił ją obok by ponownie sięgnąć do plecaka z którego wyciągnął trzy kubki. Postawił je na burcie, każdy obok siebie. Odkorkował butelkę po czym polał do każdego kubka tak aby zapełnić go po brzegi. Tak też uczynił. Po rozlaniu butelkę postawił obok plecaka.
- Brać panowie. Wypijmy za pomyślność naszej misji.
Melkior Tacticus:
Melkior oddał ster sternikowi gdy flota opuściła port i skierowała się na Zuesh. Na relingu wylądował gołąb, kapitan zauważył doczepiony doń list. Podszedł do ptaka, odwiązał karteczkę. Przeczytał. Za jego plecami pojawiła się kosmata, spocona PANIKA. Komandor zbladł, podarł list i cisnął w morze.
- Themo, Merith i Bethrezen do mojej kajuty.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej