Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
Marduk Draven:
-Chodźmy na pokład Graala.- polecił niziołce i ruszył w stronę statku ochrzczonego tą nazwą, miarowym, prawie marszowym krokiem, rozkoszując się bryzą. Niechętnie wchodził na statek. Nic o nich nie wiedział. Kompletnie nic, więc w razie bitwy morskiej były bezużyteczny. A nie cierpiał taki być. Pewniej mu było na lądzie. Pewnie nie tylko jemu. Jedynym co lubił w morzu, była bryza, oraz jego widok. Błękit, taki jak błękit niebios.
Mohamed Khaled:
Sam skierował się na "Pięść Rashera", wchodzac powoli po kładce i stając koło Szeklana. Zbliżał się wielki moment jego życia. Walka o Zuesh, po raz drugi, może być naprawdę ciekawym wydarzeniem. I śmiertelnie niebezpiecznym. Miał nadzieje, że chociaż tym razem objedzie się bez utraty kończyć... Biedny Szeklan na ostatniej wyprawie był tak trochę... zdruzgotany.
Ashog "Stalowa furia":
Za Melkiorem kroczył Ashog. Będący kimś w rodzaju jego gwardzisty, mimo iż nie był może mistrzem walki. Wyglądał chociaż groźnie. Jak to ork.
Elizabeth:
Elizabeth bez słowa podążyła za Marduke na statek z dosyć kwaśną miną. Pamiętała wciąż swoją ostatnią wyprawę statkiem i wiedziała, że już za parę godzin jej samopoczucie zostanie drastycznie nadszarpnięte przez falujący, niepewny pokład. Jednak nie tego najbardziej się bała, ale tego, że ktoś może być świadkiem jej paskudnego stanu po kilku godzinnej podróży nietypowym dla niej środkiem transportu.
DarkModders:
Patrząc na jednorękiego jaszczura zdawać by się mogło, że jest nieobecny. Jakby był gdzie indziej duszą a na statku tylko ciałem. Mina wyrażała jego zafrasowanie. Bał się, po prostu bał się kolejnego cierpienia i być może śmierci, czego ani sobie ani innym nie życzył. W jego głowie kłębiło się teraz wiele myśli. Pierwsze o czym myślał to o rychłym sprowadzeniu jego spadkobiercy, czyli brata. Po chwili jednak powrócił myślami do rzeczywistości. Pierwsze co zrobił to poruszył kikutem. Tyle razy marzył by odzyskać tą rękę. Ponownie stare wspomnienia wracały ale to tylko go bardziej nakręcało. Wreszcie całkowicie wybudził się z zamyślenia odwracając się od burty w stronę kompanów. Co ma być to będzie. Najwyżej przywiozą z powrotem moje zwłoki.
- Damy radę. - powiedział do Mohameda nie pewnie. Sam nie był pewien tego co właśnie teraz powiedział.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej