Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
Elizabeth:
- Chwała Zartatowi! - powiedziała w stronę Evening, dołączając do rozmowy. - Jeśli taka wola, mogę pozostać na statku i ewentualnie zajmować się rannymi. Tak myślałam, że moje umiejętności są niewystarczające do walki z demonami. I niech się pan mną nie przejmuje, panie Marduke. Problem raczej będzie w tym, że słabo znoszę morskie podróże. - spuściła głowę i zaczęła gapić się w ziemie. - Dlatego jak dopłyniemy do Zuesh chciałabym jednak wyjść na ląd.
Mohamed Khaled:
- Chętny - odparł na pytanie o flaszce.
Spojrzał na krasnoluda... Kharim. Coś mu mówiło to imię, musiał jednak sobie pogrzebać w pamięci, by przypomnieć sobie szczegóły. Chwilę zajęło mu dopasowanie wszystkich szczegółów. Kratos, Kharim.. Wilki Północy. Cała ta sprawa przybrała wtedy nieoczekiwany obrót spraw.
- Powiadasz więc, że jesteś synem tego krasnoluda, Kharima? Dawien temu, niedługo po przybyciu do Valfden, babrałem w tej sprawie kilka dobrych miesięcy. Z tego co udało mi się wyciągnąć od... wspólnych znajomych, był przyjacielem pewnego maga. Kratos się chyba zwał. Szczwany lis z niego był. Narwany, głupi, lekkomyślny.. A jednak oddany i patriotyczny. Wiadome mi jest, że Twój ojciec zaplątany był w historię tego maga. Wierny przyjaciel, te rzeczy, rozumiesz jak jest. O samej śmierci Twojego ojca nie wiem zbyt wiele. Nie wgłębiałem się w to. Wiem jednak, że Kharim był poważnie wplątany w to, co swego czasu działo się z Kratosem, Aryą i ich synem, który teraz jako kilkuletnie dziecko siedzi gdzies pod barierą... - mruknął. - Kratos był członkiem zgrupowania, któremu przewodził mój.. powiedzmy, że odwieczny wróg. W tamtym czasie nie był to jeszcze nawet ktoś, o kim bym słyszał. Nicholas... Ty Szeklanie, rzecz jasna wiesz, o kim mówię, prawda? Ma bardzo dobre kontakty z tym chujem, Lewisem.. - ścisnął pięść aż do pobladnięcia pięści. - Kratos zginął pod Ekkerund, kilka dni przed tym, jak przybyłem na tą wyspę. W tamtej chwili zostawił wszystkich swoich przyjaciół i ciężarną dziewczynę na pastwę losu. Nie wiem, co działo się później i z Kharimem, jak i z resztą jego towarzystwa... Zamierzam jednak zbadać tą sprawę w przyszłości. Jeśli chcesz, możesz mi w tym pomóc.
DarkModders:
Jaszczur wcześniej uścisnął dłoń Gorna. Po tej czynności wrócił do rozmowy.
- Tak, wiem o kogo chodzi. Sam wtedy szukałem na nich dowodów kiedy byłem jeszcze podskarbim. Ech... Stare dobre czasy.
Nawaar:
Krasnolud pokiwał z aprobatą.- Co ty godosz synek?! Mówisz, żeś był z mym ojczulkiem na tej wyprawie z chęcią wszystkiego wysłucham, bo właściwie mamy czas butelka gorzołki jeszcze jest a do tego nie wypłynęliśmy z portu. Stwierdził oczywiste rzeczy zarzucając gwarą, po czym powrócił do rozmowy. - Hic! Odbiło mu się czyli alkohol został raczej przyjęty do organizmu i powoli się wchłaniał. - To wielka strata dla przemysłu w produkcji trunków wyskokowych, ale mniejsza o to powiadasz waść, że straciłeś rękę podczas walki z demonami i nadal chcesz się z nimi bić? Jesteś niezwykle odważny albo głupi. Zaśmiał się na tą wieść, ale w dobrym znaczeniu. - W takim razie jaszczurze będę ciebie osłaniał z mojej flinty, kiedy będziesz siekał demony ja je powystrzelam. Wtedy też przyszedł inny człowiek o imieniu Gorn oczywiście przywitał się z nim. - Doberek jestem Kiellon aep Kharim. Przedstawił się paladynowi i wysłuchał co ma do powiedzenia Mohamed. - Dokładnej przeszłości mego ojczulka nie pamiętam, bo niby skąd? Dobrze, że są ludzie, którzy się tym interesują z chęcią poznam jego historię oraz poczynania dlatego możesz liczyć na moją pomoc w przyszłości. Moja Fuzyjka i ja będzie czekać kiedy nadejdzie czas wystarczy zawołać a pomogę oczywiście jeżeli w przerwie będzie czas na chędożenie i picie. Odpowiedział jak najbardziej szczerze z wielkimi chęciami i dobrym serduszkiem.
Kazmir MacBrewmann:
- Hej ho, hej ho, na wojenke by sie szło... Róża czerwono, biało kwitnie bez,
Nikt z nas nie pęka, chociaż krucho jest,
Wzgórza przejdziemy, wodą popijemy,
Kuchnie polowe diabli wiedzą gdzie.
Stary muszkiet, twój brat,
Jeszcze zadziwi świat,
Będą znów piękne dziewczyny za wojskiem szły,
A że w oczy deszcz to nic. Przyśpiewywał sobie Kazmir zmierzając z oddziałem Bękartów na miejsce zbiórki. To nic że pokręcił tekst. Liczył się zapał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej