Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdy krwawy księżyc wschodzi
DarkModders:
Jaszczur na to wszystko poklepał krasnoluda po ramieniu.
- Dzięki za uznanie. Każda pomoc na polu bitwy się przyda. - powiedział po czym dodał. - To długa historia ale o brak alkoholu się nie martw. Mam coś w zanadrzu. - powiedział po czym ściągnął z pleców skórzany plecak. Otworzył go a z jego wnętrza wyciągnął 70% bimber zwany księżycówką.
- Na statku obalimy. Wtedy wszystko ci opowiem.
Mohamed Khaled:
Spojrzał na Kiellona i się zaśmiał. Tak szczerze, a jednak nieszczerze. Chciał dobrze, ale wizja porwanej Tamary dalej siedziała mu w głowie i nie chciała go opuszczać. Tak no.. Smutno się zrobiło. Tym razem jednak powstrzymał emocje. Był w końcu Krukiem. Osobą pozbawioną jakichkolwiek uczuć. Ale.. Czy aby na pewno?
- Oj tak, stare dobre czasy. Czasy, gdy nie było jeszcze Zuesh, gdzie nie spotykałeś demona na każdej uliczce i dachu... Gdzie Meaneb siedział cicho i nie wyściubiał nosa.
Spojrzał na kolejną flaszkę.
- Też bym coś przyniósł, ale przy ucieczce z płonącego domu nie miałem czasu zabrać czegokolwiek prócz wyposażenia
Gorn Valfranden:
Gorn kiedy usłyszał pełną nazwę nowo poznanego krasnoluda zdziwił się. Usłyszał imię kogoś kto zginął dawno temu - Jesteś synem Kharima? Zapytał się nowo poznanego Gorn - Też go znałem, byliśmy razem w Bractwie, byłem na tej misji kiedy zginął - Powiedział Paladyn. ÂŚmierć znajomego krasnoluda było już bardzo dawno temu jednak Wojownik dalej pamiętał o poległym druhu.
TheMo:
Przybył też i Themo. Oczywiście nie sam. Za nim jechała jakaś pięćdziesiątka Bękartów, którzy byli chętni zabawić się wraz z nim na Zuesh. Może nie było ich tak wielu jak rycerzy Bractwa i nie byli szkoleni specjalnie do walki z demonami, ale takie wsparcie ogniowe to zbawienie dla każdej armii. I na dodatek sam Dowódca na swym czarnym ogierze, którego juki były obwieszone zestawami medycznymi, więc chirurg polowy też będzie obecny. Spojrzał on z grzbietu swojego wierzchowca na całe zgromadzenie. Jednak nie było tak tragicznie, jak mu się na początku wydawało. Wypatrzył nawet Pięść Rashera. Jak widać Melkior podjął już odpowiednie kroki. Szturchnął Zalgo ostrogami i ruszył powoli w stronę elfa.
-Witaj Melkiorze. I panie, którego nie znam. Wybaczcie, że przeszkadzam w rozmowie. Kto tu oficjalnie dowodzi i gdzie mogę upchnąć kompanię Bękartów?
Nawaar:
Krasnolud słysząc, że coś ma siedemdziesiąt procent oczka mu się zaświeciły wolał nie pić już tego innego trunku, a skupić się na bimbrze. Teraz już wiedział z jakim towarzystwem się obraca lepiej mu się robiło na duszy, kiedy miał z kim i co wypić choć samemu też zaglądał do kieliszka inni pewnie uznaliby go za alkoholika, ale on o sobie mówił degustator.- Z chęcią skorzystam z takiej oferty picie i opowiastki nawet smutne są dobre przed walką, bo zaciskają więzi wojowników czy jakoś tak. Zaśmiał się choć był to śmiech przez łzy historia jego ojca będzie mu ciążyć na serduchu i to nie na żarty. - Dobrze Gornie i Szeklanie opowiecie mi to wszystko jak wypłyniemy. Tutaj pocieszył swojego brązowego przyjaciela. - Wódeczki i bimbru wystarczy dla każdego, a co domu to grunt, że jesteś cały zawsze będziesz mógł wybrać inną ruderę. Pełno tego jest na podgrodziu. Znów stwierdził oczywistą rzecz i ponownie skupił się na rozmówcach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej